„Mulan”, czyli gdzie kończy się bajka, a zaczyna gender?
TataCzyta.com > Rozwój dziecka > „Mulan”, czyli gdzie kończy się bajka, a zaczyna gender?
„Mulan” feministyczna analiza performansu płci

„Mulan”, czyli gdzie kończy się bajka, a zaczyna gender?

Mulan jako punkt wyjścia tej refleksji sprawia, że muszę przyznać, iż pisanie o zagadnieniach związanych z teoriami płci jest dla mnie sporym wyzwaniem i mam nadzieję, że środowiska radykalne nie zmiażdżą mnie za poniższe przemyślenia. Tym razem nie sięgam jednak po książkę, ale po film animowany, który przecież również można traktować jako swoisty tekst kultury. Nie dlatego, że mam jakieś ideologiczne uprzedzenia, zupełnie nie. Zresztą pisałem już o rodzinie patchworkowej w jednym z wcześniejszych wpisów. Największą trudność stanowi dla mnie odnalezienie się w emocjonalnym klimacie, który często przypomina wojnę płci. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że jako mąż, ojciec, ale też ktoś aktywnie uczestniczący w życiu rodziny, nie mam poczucia, bym dyskryminował kogokolwiek w naszej rodzinie.

Zanim usiadłem do napisania tego tekstu, zdążyłem powiesić pranie. Za chwilę pewnie obiorę ziemniaki na obiad, bo żona poszła do pracy, żeby realizować się zawodowo. Ja z kolei pracuję zdalnie, więc nasz rozkład dnia i obowiązków wygląda trochę inaczej. Czytam dzieciom książki, kąpię je, ubieram, chodzę na wywiadówki i spacery. Oczywiście to tylko ogólniki, ale trudno mi sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej, że ktoś z nas miałby mniej praw czy więcej obowiązków tylko z powodu płci.

Długo szukałem odpowiedniego tekstu kultury, który pozwoliłby mi odnieść się do kwestii płciowej stygmatyzacji, choć muszę przyznać, że po głębszym namyśle takich tekstów jest całkiem sporo. Z pomocą przyszły moje córki, które nie tylko oglądały, ale też na zajęciach tańca wykonywały układ do piosenki z filmu, o którym piszę poniżej.

„Mulan”, bo to właśnie tę disneyowską produkcję z 1998 roku wybrałem jako punkt odniesienia, na pierwszy rzut oka to klasyczna historia o bohaterstwie, poświęceniu i odwadze. Ale gdy zagłębiłem się w fabułę, pod warstwą humoru i smoków dostrzegłem drugie dno. Czyż nie jest to opowieść o dziewczynie, która musi udawać mężczyznę, by móc być sobą, człowiekiem takim, jakim chce być?

W tej analizie potraktuję „Mulan” jako tekst kultury, który nie tyle opowiada o wojnie, co sam staje się manifestem, prowadzącym walkę z binarnością płci, społecznym konformizmem i ustalonym porządkiem, według którego w Państwie Środka „mężczyzna walczy, a kobieta gotuje ryż”.

Na potrzeby tej pracy zdecydowałem się wykorzystać artykuł Elaine Showalter jako koncept interpretacyjny oraz kategorię gender jako performansu Judith Butler. Spróbuję prześledzić, w jaki sposób Disney, być może nieświadomie, stał się kanałem dla subwersywnej opowieści o kobiecości, która nie mieści się w ramach społecznych ról, a mimo to lub właśnie dlatego odnosi zwycięstwo.

Mulan - nie taka oczywista bajka

Teoretyczne bezdroża Showalter feminizm pluralistyczny

Zanim obejrzałem „Mulan” po raz kolejny, tym razem już nie z dziećmi, ale z notatnikiem w dłoni, sięgnąłem po tekst Elaine Showalter „Krytyka feministyczna na bezdrożach”. Przyznam szczerze, że czytanie teorii feministycznej w roli mężczyzny, który do tej pory nie czuł się częścią „wojny płci”, wywołało we mnie pewien rodzaj intelektualnego dyskomfortu. Nie negatywnego, raczej takiego, jakby ktoś przestawił mi optykę i kazał spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy. To było doświadczenie podobne do tego, kiedy nagle orientujesz się, że od lat słuchasz jednej wersji opowieści, a istnieje inna, równie ważna, tyle że nikt ci jej wcześniej nie opowiedział.

Showalter pisze o dwóch podstawowych kierunkach feministycznej krytyki literackiej. Pierwszy to nurt ideologiczny, koncentrujący się na analizie stereotypów płci, schematów, które przez wieki rysowały kobietę jako tę „inną”, „słabszą”, „podporządkowaną”. Drugi nurt to tak zwana ginokrytyka, czyli badanie kobiety jako twórczyni, próba zrozumienia, czym charakteryzuje się kobieca literatura, z jakich doświadczeń wyrasta, jaką ma historię, język i styl.

To, co mnie ujęło, to fakt, że Showalter nie narzuca jednej, jedynej słusznej drogi. Wręcz przeciwnie, podkreśla, że feminizm to raczej pluralizm niż dogmat, otwartość zamiast systemu. Pisze o „bezdrożach”, ale mam wrażenie, że robi to z pewnym spokojem, ale także pewnością, jakby właśnie tam, na tych teoretycznych manowcach, można było spotkać prawdę. To mnie uspokoiło. Uświadomiłem sobie, że nie muszę opowiadać się po żadnej ze stron, że mogę słuchać, rozumieć, analizować, nawet jeśli nie jestem w środku tej opowieści. Czułem, że mogę być uczestnikiem bez poczucia winy.

W kontekście filmu „Mulan” oba nurty dają ciekawe możliwości interpretacyjne. Z jednej strony można przyjrzeć się temu, jakie role płciowe film przedstawia, z czym walczy, co przemilcza, czyli podejście ideologiczne. Z drugiej warto spojrzeć na Mulan jako bohaterkę, która sama tworzy swoją narrację, przestaje być odtwarzanym schematem, a staje się autorką własnej historii, czyli perspektywa ginokrytyczna. I może właśnie dlatego ten film tak mocno wybrzmiewa, nawet po latach, bo daje więcej niż jedną odpowiedź i więcej niż jedną drogę.

Gender jako performance, czyli Mulan udaje mężczyznę, ale kogo naprawdę gra?

Zanim sięgnąłem po interpretację koncepcji Judith Butler zaprezentowaną w artykule Agnieszki Jagusiak, nie zastanawiałem się głębiej nad tym, czym właściwie jest płeć kulturowa. Wydawało mi się, że to po prostu zbiór cech przypisanych do kobiety lub mężczyzny, coś, co się ma. Tymczasem Butler, a za nią Jagusiak, proponują zupełnie inne podejście. Płeć nie jest czymś, co mamy, jest czymś, co robimy.

Mulan, przebierając się za mężczyznę, nie tylko przywdziewa inne ubranie, ona wchodzi w rolę, którą stopniowo zaczyna opanowywać. Zmienia sposób mówienia, poruszania się, reagowania. Jej męskość nie wynika z przekonania, że nią jest, tylko z praktyk, które w oczach otoczenia czynią ją żołnierzem, towarzyszem, obywatelem. Agnieszka Jagusiak pisze:

„Aspektu wewnętrznego konstytucji genderu tożsamości płciowej dokonuje każdy podmiot osobiście, ustanawiając swoją tożsamość poprzez i w praktykach performatywnych.” (Jagusiak, 2013, s. 157)

To zdanie otwiera zupełnie nowy sposób postrzegania Mulan. Ona nie udaje, ona działa, a jej tożsamość formuje się właśnie poprzez to działanie. Im bardziej skutecznie pełni przypisaną rolę, tym bardziej zyskuje prawo do funkcjonowania w przestrzeni, która wcześniej była dla niej zamknięta. Tożsamość nie jest tu punktem wyjścia, jest pewnym efektem dłuższego procesu polegającego na łamaniu ustalonych przez tradycję zasad.

Najbardziej poruszające jest to, że Mulan, mimo konieczności ukrycia swojej biologicznej płci, nie przestaje być sobą. W jednej ze scen śpiewa: „Kiedy zobaczą mnie, kim naprawdę jestem?” i to pytanie nie dotyczy jedynie płci, ale też prawości, odwagi i potrzeby bycia widzianym jako człowiek, nie jako maska. Być może właśnie dlatego jej historia tak mocno rezonuje, bo mówi nie tylko o kobiecie w męskim świecie, ale o każdym z nas, kto kiedyś próbował dopasować się do roli, która nie do końca była jego.

Mulan bajka gender

Kobiecość jako strategia przetrwania, ginokrytyka w akcji

Jednym z najbardziej inspirujących fragmentów tekstu Elaine Showalter było dla mnie to, w którym pisze, że kobiece pisarstwo nie daje się zamknąć w jednym stylu czy gatunku. Jest raczej czymś, co w subtelny sposób odchyla się od normy, jakby pod powierzchnią znanej narracji szukało własnego tonu. Showalter, powołując się na Patricię Spacks, nazywa to „delikatnym odchyleniem”, oporem, który nie zawsze jest krzykiem, ale jest zawsze obecny wobec dominującego języka i schematu.

W tym sensie „Mulan” jako film Disneyowski jest czymś wyjątkowym. Mulan nie mówi językiem klasycznych księżniczek. Nie śpiewa o miłości, nie marzy o ślubie, nie wygląda na zbawienie. Zamiast tego widzimy dziewczynę, która działa. Która rezygnuje z przypisanej jej roli i próbuje odnaleźć własną drogę, niekoniecznie kobiecość, ale własną tożsamość, na własnych zasadach.

To, co mnie uderza, to fakt, że choć Mulan jest postacią fikcyjną, animowaną, mocno osadzoną w popkulturowym kontekście, jej historia brzmi prawdziwie. Bo ilu ludzi, niezależnie od płci, żyje w przekonaniu, że muszą grać czyjąś wersję siebie? Mulan tego nie akceptuje. Jej tekst, czyli jej życie, wybory, działania, nie mieści się w narracji, w której kobieta ma być bierna, cicha i podporządkowana. Ona pisze swoją historię od środka systemu, używając jego języka, ale na własnych warunkach.

Można więc odczytać Mulan jako bohaterkę ginokrytyczną, nie dlatego, że pisze wiersze czy prowadzi dyskurs feministyczny, ale dlatego, że poprzez swoje decyzje tworzy alternatywną narrację. Przetrwanie staje się tutaj nie tylko aktem obrony, ale też twórczym gestem, strategią kobiecej sprawczości, która nie potrzebuje wielkich słów, by była wywrotowa.

Mushu, smok symboliczna kastracja i problem męskiego autorytetu

Wydaje mi się, że warto także wspomnieć o pojawiającym się w opowieści smoku. Mushu to postać komiczna, nieco hałaśliwa, impulsywna, czasami wręcz irytująca, ale czy tylko taka? Gdy przyjrzałem się bliżej, jego obecność w narracji ma znaczenie znacznie głębsze niż tylko rozładowanie napięcia fabularnego. Z perspektywy feministycznej, a nawet psychoanalitycznej, Mushu może być symbolem rozmontowanego autorytetu męskiego.

W klasycznych narracjach bajkowych przewodnicy duchowi są często figurami mędrców, dostojnych, poważnych, niemal boskich. Mushu jest ich odwrotnością. Jest mały, pozbawiony respektu, zdegradowany przez przodków do roli maskotki, której nikt nie traktuje poważnie. Nie uczy Mulan, jak być wojowniczką, raczej sam próbuje odnaleźć swoją utraconą wartość, poklepując swoje ego i kombinując na własną rękę. I choć czasem coś mu się udaje, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Mulan nie wygrywa dzięki niemu, ale mimo jego obecności.

W tym kontekście Mushu staje się interesującym przypadkiem symbolicznej kastracji, nie w dosłownym, biologicznym sensie, ale jako figura rozbrojonej męskości. Elaine Showalter krytykowała androcentryczne modele twórczości, oparte na fallicznym autorytecie, dominującym, hierarchicznym, absolutnym. Mushu jest jego karykaturą. Nie reprezentuje siły, nie buduje, nie przewodzi, raczej błądzi i popisuje się, ostatecznie nie mając większego wpływu na losy głównej bohaterki.

Można więc odczytać Mushu jako alegorię śmierci patriarchalnego przewodnictwa, takiego, które opiera się na władzy z góry, niepodważalnym autorytecie i przekonaniu, że wie się lepiej tylko dlatego, że jest się mężczyzną. I choć jego obecność dostarcza zabawnych momentów, w szerszym kontekście stanowi pozytywną stratę, ustępuje miejsca bohaterce, która nie potrzebuje mistrza, żeby odnaleźć własną drogę.

O ryżu, mieczu i tożsamości

Po obejrzeniu „Mulan” kolejny raz, już nie przez pryzmat bajki dla dzieci, ale przez soczewkę teorii feministycznych, mam wrażenie, że ten film działa trochę jak ukryty manifest. Wcale nie krzyczy, nie domaga się wielkich haseł ani rewolucji. A jednak w subtelny sposób rozsadza to, co zdaje się być nienaruszalne, stereotypy, hierarchie, porządek rzeczy, w którym mężczyzna walczy, a kobieta gotuje ryż.

Mulan, udając mężczyznę, staje się czymś więcej niż tylko przebranym ciałem, staje się dowodem na to, że płeć kulturowa to proces, gra, performance. Ale nie po to, żeby oszukiwać. Raczej po to, by przetrwać, a potem by przemodelować rzeczywistość. Jej ciało, działania i wybory są formą tekstu, który mówi: „Nie jestem tym, kim mi powiedziano, że powinnam być. I to nie znaczy, że jestem nikim”.

Elaine Showalter zachęca do szukania kobiecego głosu nie tam, gdzie jest głośny, ale tam, gdzie jest inny. Cichy, przesunięty, ironiczny, czasem wręcz śmieszny, jak Mushu. Ale może właśnie ten śmiech jest narzędziem rozbrojenia powagi patriarchatu? Może niewielki smok i dziewczyna z mieczem to nowa wersja starej opowieści, tyle że opowiedziana z innej strony?

Nie jestem kobietą. Nie jestem też teoretykiem płci. Ale jestem człowiekiem, który jak każdy próbuje zrozumieć siebie i innych. I jeśli bajka Disneya potrafi mi w tym pomóc bardziej niż niejedna akademicka rozprawa, to być może w tym właśnie kryje się jej siła. I sens.

Bibliografia

1. Jagusiak, A. (2013). Rola ciała w praktykach performatywnych. W: Prace Naukowe Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Filozofia, t. 10, s. 147–162.

2. Showalter, E. (1999). Krytyka feministyczna na bezdrożach. Przeł. M. Bucholc. W: A. Nasiłowska (red.), Literatura i feminizm. Warszawa: Wydawnictwo IBL PAN, s. 45–66.

3. Mulan (1998). Reż. Tony Bancroft, Barry Cook. Scen. Rita Hsiao, Philip LaZebnik, Raymond Singer, Eugenia Bostwick-Singer. Walt Disney Pictures.

Michał Wilk

Michał Wilk

Nazywam się Michał Wilk. Jestem tatą czwórki dzieci (a wkrótce piątki) i absolwentem filologii polskiej. Moje zainteresowanie literaturą dla najmłodszych nie jest przypadkowe — wynika z potrzeby uważnego przyglądania się temu wciąż niedocenianemu obszarowi kultury. Tworząc tataczyta.com, przyświecała mi myśl, by książki przestały być traktowane jako dodatek czy ozdoba domowych półek, a stały się realnym narzędziem kształtującym wyobraźnię i wrażliwość przyszłych pokoleń.

W recenzjach szczególnie zwracam uwagę na intertekstualność i dialog międzykulturowy — w literaturze dziecięcej wyjątkowo fascynujące. Na blogu publikuję zapowiedzi, premiery oraz rzetelne rekomendacje dla rodzin i młodych czytelników. Poza czytaniem i pisaniem interesuję się fotografią przyrodniczą, zwłaszcza ptakami, której poświęcam każdą z nielicznych wolnych chwil.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

NAJNOWSZE KOMENTARZE

"Mega ciekawy artykuł, nie wiedziałem że tak to działa z półkulami mózgu..."
21 marca 2026
"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła". W. Szymborska w wpisie:
Literatura dziecięca bez protekcjonalności. O książce Bercik i Niuniuch
"Kolejny raz czytam Pana recenzje. Są wyjątkowe! Jestem zbudowana Pana postawą, profesjonalnością..."
26 stycznia 2026
Kamila Nowak - autor bajek
"Dziękuję! Jak przyjdzie czas, będzie link do bajek. Podczas nauki języka bardzo..."
9 października 2025
"No no no, nie przypuszczałem, że narracja jest taka ważna i pozytywnie..."
9 października 2025
"Wow. No nie wiedziałem, że pisałem z tak ważnym przekazem! Bo ja..."
22 maja 2025