Rola literatury dziecięcej w edukacji

Rola literatury dziecięcej w edukacji nie ogranicza się wyłącznie do rozwijania emocji czy wyobraźni — książki pełnią również ważną funkcję w przygotowaniu dziecka do nauki szkolnej. Pomagają rozwijać umiejętności językowe, logiczne myślenie, koncentrację, a nawet wytrwałość w dążeniu do celu. Co więcej — czytanie dla przyjemności to nie tylko miła aktywność, ale realny czynnik wpływający na późniejsze sukcesy edukacyjne.
W tej części przyglądamy się, jak książki wspierają dziecko na drodze do nauki — jeszcze zanim pojawi się pierwszy podręcznik… i zanim my, dorośli, zdążymy westchnąć nad systemem edukacji.

Czy literatura dziecięca może naprawdę pomóc dziecku w starcie szkolnym? Zdecydowanie tak — jeśli tylko damy jej na to przestrzeń.

3.1. Przygotowanie do nauki szkolnej

Literatura dziecięca odgrywa moim zdaniem kluczową funkcję w przygotowaniu dziecka do edukacji formalnej. Już w przedszkolu kontakt z książkami rozwija słownictwo, rozumienie struktur językowych, pamięć i logiczne myślenie. Badania pokazują, że dzieci, którym regularnie się czyta, lepiej radzą sobie z przyswajaniem informacji, są bardziej skupione i szybciej uczą się czytać i pisać. To nie tylko kwestia poznawcza, ale również emocjonalna: dziecko przyzwyczajone do książek czuje się pewniej w środowisku edukacyjnym — rozpoznaje rytm historii, strukturę wypowiedzi i potrafi słuchać ze zrozumieniem.

To bardzo ważne umiejętności, o których — my, rodzice — często zapominamy. Gonimy za wynikami w pracy, ścigamy się z samymi sobą i tego samego, być może nieświadomie, oczekujemy od naszych dzieci. Od najmłodszych lat porównujemy, zestawiamy, próbujemy wepchnąć je na jakieś wyimaginowane podium. Ale czy nasze dziecko naprawdę jest na to gotowe — i co ważniejsze: czy ono samo tego chce? Czytając książki z dziećmi, pozwólmy sobie zatem na autorefleksję. Może warto czasem zwolnić, odetchnąć, odpocząć.

Każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Nie oczekujmy od czteroletniego chłopca tego samego, co od dziewczynki w tym samym wieku. Zanim zaczniemy wymagać, spróbujmy najpierw wspierać. Skupmy się przede wszystkim na dbaniu o higienę emocjonalną, a dopiero później — na konkretnych oczekiwaniach edukacyjnych.

Dzieci powinny mieć przestrzeń do odkrywania własnych pasji i zainteresowań. I właśnie tu rola literatury dziecięcej w edukacji staje się szczególnie ważna — bo książki nie tylko bawią, ale też wprowadzają dziecko w świat pojęć: liczb, kształtów, kolorów, czasu i przestrzeni. Dla jednych dzieci to właśnie pojęcia abstrakcyjne będą najbardziej naturalne, dla innych — zjawiska z najbliższego otoczenia: traktory, samochody, kaczki krzyżówki na stawie. Rodzic często doskonale wie, w jakim „kręgu świata” jego dziecko czuje się swobodnie, a które obszary warto wspierać. Rola literatury dziecięcej w edukacji przedszkolnej polega właśnie na tym — na delikatnym podsuwaniu bodźców, które rozwijają naturalne zainteresowania.

Niektóre książki stają się wręcz pomostem między zabawą a nauką, przygotowując grunt pod przyszłe kompetencje szkolne. A wszystko to może dziać się bez presji — w rytmie dziecka, przez zabawę, opowieść i ciekawość.

Okładki książek wspierających rozwój poznawczy i językowy dzieci w wieku przedszkolnym: Pucio, Kicia Kocia, Ulica Czereśniowa i inne – literatura wspierająca edukację dzieci w wieku 3–6 lat.
Książki, które pomagają dziecku uczyć się bez presji – przez ciekawość, zabawę i bliskość.

Książki rozwijające kompetencje poznawcze i językowe u przedszkolaków (3-6 lat)

  • Ulica Czereśniowa (seria) – Rotraut Susanne Berner

Seria książek bez słów, która opowiada historię przez obraz. Rozwija słownictwo, koncentrację i spostrzegawczość. Idealna do wspólnego snucia opowieści, zadawania pytań i budowania narracji.

  • Pucio mówi pierwsze słowa – Marta Galewska-Kustra

Bestseller wśród książek wspierających rozwój mowy i rozumienia. Uczy słów, ale także logicznego ciągu zdarzeń i reagowania na pytania – świetna podstawa do dalszej nauki.

  • Z muchą na luzie ćwiczymy buzie – Marta Galewska-Kustra

Zabawy logopedyczne w formie rymowanej książeczki. Rozwija aparat mowy, koncentrację i… poczucie humoru!

  • Kicia Kocia w przedszkolu – Anita Głowińska

Krótkie, realistyczne historie, które pomagają dzieciom oswoić nowe sytuacje i zrozumieć codzienność edukacyjną.

Dobrze dobrane książki mogą być dla dziecka pierwszym podręcznikiem — tylko że bez ocen, sprawdzianów i pośpiechu.
Dają wiedzę, ale przede wszystkim pokazują, że uczenie się może być przyjemnością.

Skoro wiemy już, jak literatura dziecięca wspiera gotowość szkolną, czas przyjrzeć się jeszcze jednej, często niedocenianej sile książek — czytaniu dla przyjemności.
To ono sprawia, że dziecko chce sięgać po kolejne historie, uczy się wytrwałości, rozumienia i samodzielnego myślenia. A wszystko to bez przymusu.

3.2. Czytanie dla przyjemności = większa motywacja do nauki

Jednym z najczęściej pomijanych, a zarazem najważniejszych elementów edukacji dziecięcej jest… przyjemność. Czy jako rodzice jesteście w stanie odpowiedzieć na pytanie: co sprawia waszym dzieciom największą radość? Nie są to wcale najnowsze zabawki czy gry komputerowe. Moim zdaniem — oraz na podstawie obserwacji własnych dzieci — największą przyjemność odczuwają dzieci, z którymi rodzice naprawdę spędzają czas. Zobaczcie, jak się cieszą, gdy wracacie z pracy, jak mocno się angażują, gdy się z nimi bawicie – i wreszcie: jak bardzo się wyciszają, kiedy zaczynacie im czytać.

Może brzmi to niewinnie, może nawet zbyt lekko — a jednak czytanie dla przyjemności może w największym stopniu zadecydować o nastawieniu dziecka do nauki. Badania (m.in. raporty PISA i OECD) pokazują, że dzieci, które czytają z własnej woli, osiągają lepsze wyniki nie tylko z języka, ale także z matematyki i przedmiotów przyrodniczych. I nie chodzi tu o „przerobione lektury”, lecz o swobodny, domowy kontakt z książką – bez oceniania, bez obowiązku, bez presji.

Moje córki od jakiegoś czasu same sięgają po książki. Czasami muszę je stopować, bo zaszywają się w swoich kącikach i nie ma ich dla nikogo poza literaturą. A mają dopiero 8 i 9 lat. To jest właśnie moc przyjemności płynącej z czytania.

Rola literatury dziecięcej w edukacji polega również na tym, że potrafi zainteresować, rozbudzić ciekawość i wciągnąć dziecko w świat słów i znaczeń. A stąd już tylko krok do głębszego rozumienia treści, analizy, wnioskowania czy samodzielnego myślenia — czyli do kompetencji absolutnie kluczowych w procesie uczenia się.

Dziecko, które z radością sięga po książki, uczy się konsekwencji, cierpliwości, wytrwałości. Uczy się, że warto poznawać świat — nie dlatego, że „trzeba”, ale dlatego, że to daje radość i satysfakcję.

Warto też pamiętać, że dziecko, które nie czyta dla przyjemności, raczej nie będzie czytać „bo musi”. A jeśli nawet będzie — to z niechęcią. Dlatego zamiast wymuszać czytanie z listy, lepiej postawić na wybór: pozwolić dziecku znaleźć to, co go porusza, rozbawia, wciąga. Kiedy dziecko czyta z własnej potrzeby, rozwija się szybciej — i głębiej.

Przyjemność z czytania to nie dodatek do edukacji – to jej fundament.
Bo kiedy dziecko sięga po książkę z własnej woli, sięga po coś znacznie większego niż tylko słowa.

Okładki książek dla dzieci: „Basia”, „Kocia Szajka”, „Skarpetki” i „Krowa Matylda” z hasłem „Tu zaczyna się miłość do czytania” – literatura dziecięca czytana dla przyjemności.
Książki, które dzieci czytają z radością – bo nikt nie musi ich do tego namawiać.

Książki, które dzieci czytają dla przyjemności

Historie, które dzieci po prostu chcą czytać – same, z rodzicem, po raz piąty

  • Krowa Matylda – Alexander Steffensmeier

Przezabawna bohaterka, codzienne perypetie i świetne ilustracje. Idealna dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Humor sytuacyjny, mało tekstu – dużo śmiechu.

  • Skarpetki – Justyna Bednarek, ilustracje Daniel de Latour

Opowieści o skarpetkach, które uciekły spod pralki i wyruszyły w świat. Niesamowicie kreatywne, śmieszne i mądre – dzieci je chłoną, a rodzice… wciągają się razem z nimi.

  • Basia – Zofia Stanecka, Marianna Oklejak

Codzienność widziana oczami kilkulatki – śmieszna, czasem wzruszająca, zawsze bliska. Idealna do wspólnego czytania, ale wiele dzieci (ok. 5+) zaczytuje się w Basi także samodzielnie.

  • Kocia Szajka – Agata Romaniuk

Kryminał w świecie kotów? Tak! Wciągająca fabuła, cudowne postacie i język, który rozkochuje młodszych czytelników. Dzieci pokochają — a rodzice też będą się bawić.

Czytanie dla przyjemności uczy, rozwija i bawi — ale literatura dziecięca ma jeszcze jedną ważną moc: pokazuje różnorodność świata.
W kolejnej części przyjrzymy się temu, jak książki kształtują kompetencje kulturowe dziecka, uczą otwartości i pomagają zrozumieć innych.

3.3. Rozwój kompetencji kulturowych

Jako dorośli możemy się zżymać, kręcić nosem, ironizować… ale prawda jest taka, że wciąż głęboko w nas zakorzeniony jest lęk przed innością. Nie zawsze uświadomiony, nie zawsze nazwany, ale obecny. Może to cecha narodowa, może pokoleniowa, a może po prostu kulturowe dziedzictwo oparte na przekazie „lepiej nie ufać temu, co inne”.

W różnych okresach wyglądało to inaczej. W dzieciństwie straszono mnie czarną wołgą. W szkole wyśmiewano dzieci z rudymi włosami, dzieci piszące lewą ręką. Dziś te lęki zmieniły formę: boimy się tego, co nie mieści się w naszym schemacie — wyznań, narodowości, orientacji, poglądów. I, co najtrudniejsze do przyjęcia: często to my, dorośli, jesteśmy tymi, którzy zaszczepiają lęk dzieciom.

Pamiętam sytuację z jednej z bibliotek. Bibliotekarka pokazała mi nowość: antologię opowiadań „Zagadki babci”, książkę z tekstami wybitnych autorów literatury dziecięcej. Spojrzała na mnie z lekkim zakłopotaniem: „Nie wiem, co z nią zrobić, bo jedno z opowiadań jest o babci, która zakochała się w… innej babci”.
Nie zastanawiałem się długo — zabrałem książkę „na testy”. To była świetna decyzja. Odmienność została tam przedstawiona w sposób subtelny, ciepły, delikatny. Moim dzieciom bardzo się podobała. A dla nas, dorosłych, płynie z niej jeden przekaz: bądźmy jak dzieci. Otwórzmy się na świat.

Bo przecież to właśnie jest rola literatury dziecięcej w edukacji: oswajać rzeczywistość.

Literatura dziecięca, szczególnie ta o różnorodnej tematyce kulturowej, pozwala najmłodszym odkrywać inne tradycje, wartości i sposoby życia. Wspiera ich rozwój jako otwartych, empatycznych obywateli globalnych.
Kiedy dziecko sięga po książkę, której akcja toczy się w innym kraju, wśród bohaterów o odmiennym wyglądzie, religii czy stylu życia, uczy się, że świat nie kończy się na jego podwórku.
Zaczyna rozumieć, że różnorodność to nie zagrożenie — to bogactwo.

To właśnie jedna z największych wartości, jaką może wnieść książka: otwiera oczy na świat.
Książki o migracjach, niepełnosprawności, inności, tożsamości i kulturach to doskonałe preteksty do rozmowy — o świecie, ale też o nas samych. O naszych uprzedzeniach, lękach, potrzebie przynależności i akceptacji.

Dziecko, które poznaje historię bohatera mówiącego innym językiem, noszącego inną fryzurę, wierzącego w coś innego, albo czującego się „niewidzialnym” — nie tylko dowiaduje się czegoś o świecie. Uczy się wchodzić w czyjeś buty.
A to jest fundament empatii.

Nie bez powodu mówi się dziś o kompetencjach przyszłości. Jedną z nich jest właśnie umiejętność współpracy w różnorodnym świecie, zrozumienie globalnych problemów i gotowość do rozmowy bez przemocy.
Tego nie nauczymy suchą definicją. Ale możemy dać dziecku książkę.
I to może zmienić wszystko.

Kiedy dziecko uczy się, że świat jest różnorodny — i że to dobrze — rośnie w nim coś więcej niż wiedza. Rośnie człowiek.

Trzy książki rozwijające empatię i kompetencje kulturowe dzieci: „Widziałem pięknego dzięcioła”, „Zagadki babci” i „To MY, dzieci świata”, ułożone wokół czerwonego serca. Hasło na grafice: „Patrzmy dalej niż granice – patrzmy sercem
Książki, które pokazują, że różnorodność to nie bariera — to wartość.

Książki, które uczą dzieci patrzeć szerzej – z empatią, otwartością i ciekawością świata

  • „Zagadki babci” – antologia, red. Katarzyna Ryrych, ilustracje: Marta Ignerska

Wyjątkowa antologia opowiadań dla dzieci, napisana przez czołowych współczesnych autorów literatury dziecięcej (m.in. Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Barbara Kosmowska, Paweł Beręsewicz). Historie są subtelne, ciepłe i bardzo różnorodne – znajdziemy tu wątki miłości, przyjaźni, tęsknoty, ale też odmienności, nieoczywistej tożsamości czy relacji międzypokoleniowych.
To książka, która może zaskoczyć dorosłych — i poruszyć dzieci. Znakomity pretekst do rozmowy o tym, że „inność” jest częścią życia.

  • Zagadki babci Sylwia Chutnik, Jędrzejewska-Wróbel Roksana, Grzegorz Kasdepke, Tomasz Samojlik, Zofia Stanecka

Historie są subtelne, ciepłe i bardzo różnorodne – znajdziemy tu wątki miłości, przyjaźni, tęsknoty, ale też odmienności, nieoczywistej tożsamości czy relacji międzypokoleniowych.
To książka, która może zaskoczyć dorosłych — i poruszyć dzieci. Znakomity pretekst do rozmowy o tym, że „inność” jest częścią życia.

  • Widziałem pięknego dzięcioła – Michał Skibiński, ilustracje: Ala Bankroft

Książka oparta na autentycznym zeszycie 8-letniego chłopca z 1939 roku, w którym codziennie zapisywał jedno zdanie. Pozornie prosta, a jednak niesamowicie poruszająca — pokazuje codzienność dziecka w cieniu zbliżającej się wojny. To opowieść o pamięci, stracie, inności i sile słowa.
Sprawdza się znakomicie jako pretekst do rozmów o historii, migracjach, tożsamości i emocjach dzieci w zmieniającym się świecie.

  • Nie lubię książek. Koniec kropka – Emma Perry, Sharon Davey

Świetna do rozbrajania oporu wobec czytania. Dziewczynka odkrywa, że każda książka to inne życie, inne myśli, inna kultura. I że czytanie może być… przyjemnością.

„To MY, dzieci świata” – Eliza Piotrowska

Iga, Gutek i ich pies Globus zabierają małych czytelników w podróż dookoła świata, pokazując, jak żyją dzieci w różnych zakątkach Ziemi – od Skandynawii po Sudan. Ta pełna ciepła i ciekawości książka uczy, że mimo różnic języka, tradycji czy wyglądu, wszystkie dzieci pragną tego samego: radości, miłości i pokoju. Świetna propozycja do rozmów o akceptacji, empatii i otwartości na inność.

Empatia, otwartość i szacunek nie biorą się z nakazów. Biorą się z historii, które poruszają, wyjaśniają i zapraszają do zrozumienia. A książki potrafią to robić najlepiej — jeśli tylko im na to pozwolimy.

4. Wyzwania i przyszłość literatury dziecięcej

Literatura dziecięca przechodzi dziś bardzo dynamiczne przemiany — zarówno w formie, jak i w treści. Z jednej strony mamy dostęp do niezwykle wartościowych, pięknie ilustrowanych książek, które poruszają ważne tematy i realnie wspierają rozwój dziecka. Z drugiej — świat cyfrowy, tempo życia i natłok bodźców stawiają nowe pytania: jaką rolę literatura dziecięca będzie pełnić w przyszłości? I czy jeszcze potrafi konkurować z ekranem, aplikacją, streamingiem?

Czy książka papierowa ma dziś szansę nadal być „miejscem spotkania”? A może to właśnie teraz trzeba ją na nowo zdefiniować — i przypomnieć sobie, dlaczego powstała?
W moim odczuciu warto mieć z tyłu głowy jedną, prostą rzecz: wielkie, nieistniejące już cywilizacje zostawiały po sobie ślad najpierw w postaci słowa mówionego, a potem — spisanych opowieści. I to one przetrwały największe zawieruchy historii.
Czy horacjańskie Exegi monumentum ma dziś, w epoce cyfryzacji, jeszcze sens? Bez wątpienia. Z tą różnicą, że czytanie może wkrótce stać się umiejętnością elitarną — a na pewno wymagającą intencjonalnego pielęgnowania. Literatura dla dzieci musi nadal otwierać przed nimi świat. Być oknem, lustrem i drzwiami.
Mam nadzieję, że komercjalizacja nie zmarnuje potencjału i dorobku wielu pokoleń pisarzy i ilustratorów.

Przyszłość literatury dziecięcej zależy od wielu czynników: od świadomości dorosłych, od odwagi autorów i otwartości wydawców, ale też od tego, czy będziemy gotowi odpuścić sobie edukacyjny „mus” — i przypomnieć, że czytanie to nie tylko obowiązek szkolny. To przede wszystkim doświadczenie relacji, emocji i myślenia.
To, co się zmienia, to sposób, w jaki dzieci poznają świat. Ale to, co pozostaje niezmienne, to ich potrzeba sensu, bliskości i zrozumienia.

Historie tworzą mosty – nawet w epoce ekranów.

4.1. Tradycyjne a cyfrowe książki

W dobie dynamicznego rozwoju technologii rosnąca popularność książek cyfrowych rodzi pytania o ich wpływ na dzieci. Jak zauważa Kucirkova (2019), książki cyfrowe mogą mieć zarówno pozytywny, jak i negatywny wpływ na interakcje rodzic–dziecko oraz rozwój kompetencji narracyjnych. Z jednej strony umożliwiają dostęp do szerokiego wachlarza treści, są interaktywne, często atrakcyjne wizualnie, potrafią zaciekawić dziecko i przyciągnąć jego uwagę. Z drugiej — mogą zaburzać koncentrację, osłabiać głębokie przetwarzanie treści, a w dłuższej perspektywie ograniczać kontakt z tradycyjną, linearną narracją.

Nie chodzi o to, by przeciwstawiać papier cyfrowi. Rzecz w tym, by zachować proporcje i intencję. Książki papierowe sprzyjają ciszy, skupieniu, bliskości. Dają przestrzeń do wspólnego rytuału — wertowania, pokazywania palcem, czekania, przewidywania. Książka cyfrowa (np. aplikacja z bajką) może być świetnym narzędziem — jeśli nie zastępuje relacji, tylko ją wspiera. Kluczem, jak zawsze, jest obecność dorosłego.

Warto pamiętać, że dla małych dzieci czytanie to także fizyczne doświadczenie: dotyk stron, zapach papieru, ruch ręki przy przewracaniu kartek. Tego nie da się zastąpić animacją czy dźwiękiem. A jednocześnie — żyjemy w świecie, w którym kontakt z ekranem jest codziennością. Dlatego tak ważne jest, by nie demonizować jednego i nie idealizować drugiego. Zamiast pytania: „co lepsze?” — lepiej zapytać: „kiedy, z kim i w jaki sposób?”

Literatura dziecięca w wersji cyfrowej może inspirować, angażować, rozwijać. Ale nie zastąpi spojrzenia, obecności i głosu rodzica. Dlatego jeśli dziecko ma wybierać między lektorem a Tobą — bądź Ty. Nawet jeśli przeczytasz tylko jedną stronę.

4.2. Globalizacja literatury dziecięcej

„Procesy globalizacyjne przekształcają sposób, w jaki dzieci na całym świecie doświadczają literatury.”
— Czabanowska-Wróbel, 2018

Globalizacja literatury dziecięcej otwiera przed młodymi czytelnikami ogromne możliwości — mogą czytać historie z każdego zakątka świata, poznawać obce kultury, style życia i wartości. Japońska estetyka, skandynawski humor, afrykańska symbolika czy południowoamerykańska rytmika języka — to wszystko coraz częściej gości na półkach w polskich księgarniach i bibliotekach. Dzieci uczą się w ten sposób, że literatura to nie tylko opowieści z ich własnego kręgu kulturowego, ale globalna rozmowa o świecie i o człowieku.

Z drugiej strony globalizacja niesie ryzyko pewnej homogenizacji — popularne schematy, formaty i motywy (zwłaszcza w książkach produkowanych masowo) potrafią wypierać literaturę lokalną, zakorzenioną w języku, tradycji i wspólnych kodach kulturowych. Czasem to, co powstaje „dla wszystkich”, okazuje się nie do końca „dla nikogo” — bo gubi to, co specyficzne, osadzone i bliskie.
Dlatego tak ważna jest świadoma obecność rodzimej literatury dziecięcej, w której dziecko może rozpoznać swoje miejsce, krajobrazy, emocje i sposób myślenia. Koziołek Matołek, Basia, Kajko i Kokosz — one też opowiadają świat, który warto ocalić.

Nie chodzi o to, by przeciwstawiać „swoje” „obcemu”, ale o równowagę. Dziecko powinno móc zarówno zachwycić się przygodą bohatera z Nowej Zelandii, jak i odnaleźć siebie w cichej historii o mamie, która spóźnia się z pracy i robi naleśniki „trochę nie tak, jak babcia”. Bo literatura — tak ta globalna, jak i lokalna — uczy nie tylko innych, ale też nas samych.

W kontekście globalizacji rola literatury dziecięcej w edukacji polega dziś na czymś więcej niż tylko przekazywaniu treści. To budowanie mostów i jednoczesne pilnowanie korzeni. Bo żeby dziecko mogło pewnie iść w świat, musi wiedzieć, skąd pochodzi jego opowieść.

Zakończenie: Przyszłość książki zaczyna się dziś — w naszych domach

Literatura dziecięca nie jest dodatkiem do edukacji ani formą rozrywki „na przeczekanie”. To przestrzeń rozwoju, bliskości i zrozumienia, której nie zastąpi żaden podręcznik ani ekran. Niezależnie od formy — papierowej, cyfrowej, obrazkowej czy pełnej tekstu — książka pozostaje jednym z najmądrzejszych narzędzi wychowawczych, jakie mamy pod ręką.

To my, dorośli, podejmujemy decyzję: czy książka będzie dla dziecka bramą do świata, czy tylko jeszcze jednym „punktem programu dnia”. Wybór nie musi być idealny. Ale jeśli będzie świadomy i czuły, to już wystarczy, żeby literatura dziecięca nadal miała przyszłość — i była miejscem, gdzie dziecko znajdzie siebie, innych i nadzieję.

Podsumowanie cyklu: od pierwszego słowa po przyszłość opowieści

W czterech części naszego cyklu przyglądaliśmy się pełnemu wymiarowi literatury dziecięcej — nie jako obowiązkowej półki w bibliotece, ale jako żywego, zmieniającego się narzędzia wychowania, edukacji i relacji.

części 1 mówiliśmy o języku, wyobraźni i narracji — o tym, jak książki rozwijają słownictwo, logiczne myślenie i umiejętność opowiadania.
części 2 skupiliśmy się na emocjach i relacjach: jak książki uczą dzieci nazywać uczucia, rozumieć innych i budować więzi z najbliższymi.
części 3 odkryliśmy rolę literatury w przygotowaniu do nauki — nie tylko w sensie „szkolnym”, ale jako motywacji, uważności i kulturowej dojrzałości.
I wreszcie w części 4 zadaliśmy pytanie o przyszłość: jak nie zgubić literatury w świecie cyfrowych skrótów i globalnych trendów.

Nie uczymy dzieci czytać po to, by zostały poetami. Uczymy je czytać, by nie dały się oszukać.
— Ray Bradbury

Bibliografia

– Młynarczuk-Sokołowska, Anna. (2016). Przygody Innego. Bajki międzykulturowe na rzecz integracji dzieci cudzoziemskich.
– Bartosik, M. (2023). Jak rozmawiać z dziećmi o trudnych emocjach. Warszawa: Emocjolandia.
– Parry, R. L., & Taylor, L. (2018). Readers in the Round. Literacy, 52(2), 103–110.
– Kucirkova, N. (2019). Children’s Reading with Digital Books. Stavanger: University of Stavanger.
– Czabanowska-Wróbel, A. (2018). Children’s Literature—Between World and Global Literature. Wielogłos.

Jak literatura dziecięca wspiera rozwój emocjonalny i społeczny

W poprzednim artykule przyglądaliśmy się, jak literatura dziecięca wspiera rozwój języka, wyobraźni i narracji. Teraz pora na kolejne, równie istotne obszary: emocje i relacje — to właśnie tam książki o emocjach dla dzieci mają największą moc. Dobrze dobrane książki o emocjach dla dzieci mogą być nie tylko źródłem wiedzy czy rozrywki, ale przede wszystkim przewodnikiem po świecie uczuć i kontaktów międzyludzkich. We współczesnym świecie, zdominowanym przez technologię i bodźce cyfrowe, umiejętność budowania relacji i wyrażania emocji wymaga świadomego wsparcia ze strony rodziców, nauczycieli i otoczenia. Literatura dziecięca staje się tutaj nieocenionym narzędziem — pretekstem do rozmowy, a przede wszystkim impulsem do uruchomienia tych sfer rozwoju, które bywają dziś pomijane lub osłabione.

Literatura dziecięca odgrywa wyjątkową rolę w kształtowaniu kompetencji emocjonalnych i społecznych. Pomaga nazwać to, co trudne, zrozumieć drugiego człowieka, przeżyć sytuacje bezpiecznie „na sucho” i oswoić emocje, które dzieci często przeżywają po raz pierwszy. W tej części przyjrzymy się, jak książki wspierają dzieci w odkrywaniu emocji, rozwijaniu empatii oraz budowaniu więzi z innymi.

2. Wspieranie rozwoju emocjonalnego i społecznego

Literatura dziecięca to nie tylko narzędzie wspierające rozwój językowy — to także czuły przewodnik po świecie emocji i relacji. Dziecko, które regularnie obcuje z książkami, nie tylko wzbogaca swoje słownictwo, ale również uczy się rozpoznawać emocje — zarówno własne, jak i cudze — oraz rozumieć, jak funkcjonują więzi międzyludzkie. Umiejętność nazywania uczuć, radzenia sobie z nimi i dostrzegania ich w innych to fundament zdrowego rozwoju społecznego.

W dobie cyfryzacji, pośpiechu i izolacji społecznej, te kompetencje nie rozwijają się samoistnie. Potrzebują świadomego wsparcia — zarówno ze strony dorosłych, jak i narzędzi, które pobudzają empatię, refleksję i zrozumienie. Literatura dziecięca oferuje takie narzędzia w postaci historii, które poruszają emocje, modelują relacje i pozwalają dziecku doświadczyć złożonych sytuacji w bezpiecznym kontekście literackim.

W tej części artykułu spróbuję przejrzeć się bliżej temu, jak książki pomagają dzieciom na trzech poziomach:
– w rozumieniu i przeżywaniu emocji,
– w rozwijaniu empatii i zdolności do współodczuwania,
– w budowaniu więzi z bliskimi.

2.1. Książki jako przewodnik po emocjach

Książki o emocjach dla dzieci pełnią nieocenioną rolę w odkrywaniu i nazywaniu uczuć przez najmłodszych. Dzięki identyfikacji z bohaterami dziecko może rozpoznać to, co samo czuje, i nazwać emocje, które wcześniej były dla niego trudne do uchwycenia. Wspólna lektura stwarza bezpieczną przestrzeń do rozmowy o uczuciach — zarówno tych codziennych, jak radość, zazdrość czy złość, jak i tych trudniejszych: smutku, samotności, strachu czy poczucia winy.

Uważam, że jako rodzice powinniśmy z wyjątkową higieną emocjonalną podchodzić do tej sfery rozwoju naszych dzieci. W szkole, w przedszkolu, w sklepie – wszędzie widzę dzieci, które z trudem radzą sobie z codziennymi sytuacjami, które dla dorosłych wydają się błahe. Są rozdrażnione, nadwrażliwe, łatwo wytrącają się z równowagi. Dzieci są dziś całkowicie bezbronne wobec świata nastawionego na zysk, wynik i wieczną gotowość.

Musimy nauczyć się mówić „stop” — i nauczyć tego również nasze dzieci. Wiem, że to nie jest łatwe. Przebodźcowanie i wszechobecny wyścig szczurów udzielają się najmłodszym nawet bardziej niż dorosłym. Zwłaszcza, że często to właśnie my, rodzice, nie dajemy im najlepszych wzorców — bo sami jesteśmy przeciążeni, rozproszeni, emocjonalnie nieobecni.

Nie chcę nikogo straszyć, ale jako osoba uważnie śledząca dane i doświadczenia z pracy z dziećmi i młodzieżą, wiem, jak realne i poważne potrafią być skutki zaniedbania emocji. Problemy emocjonalne nastolatków nie są już marginesem — potrafią prowadzić do samookaleczeń, depresji, prób samobójczych. Dlatego tak bardzo wierzę, że musimy dbać nie tylko o edukację dzieci, ale również o ich świat wewnętrzny. Rozwój emocjonalny nie jest mniej ważny — jest równie kluczowy jak wiedza.

Jak zauważa Bartosik (2023), książki mogą być realnym wsparciem w rozmowach o trudnych emocjach i stanach psychicznych, z którymi dzieci często zostają same. Przeżywając historie bohaterów zmagających się z wyzwaniami emocjonalnymi — takimi jak rozwód rodziców, zmiana szkoły, przeprowadzka czy strata pupila — dziecko uczy się, że nie jest samo w swoich odczuciach. Literatura dziecięca nie tylko pomaga nazwać emocje, ale też modeluje sposoby radzenia sobie z nimi: pokazuje, że warto rozmawiać, szukać wsparcia, dać sobie czas i prawo do przeżywania. Wybierając książki o emocjach dla dzieci, warto sięgać po takie, które pozwolą zbudować taką przestrzeń.

„Książki mogą być wsparciem w rozmowach o trudnych uczuciach, takich jak smutek, złość czy strach.”
— Bartosik, 2023

Coraz więcej współczesnych książek dla dzieci powstaje we współpracy z psychologami, terapeutami i pedagogami. Dzięki temu są nie tylko atrakcyjne wizualnie, ale też trafnie odpowiadają na rzeczywiste potrzeby emocjonalne dzieci. Nie moralizują, nie upraszczają, nie dają gotowych odpowiedzi. Zamiast tego otwierają przestrzeń — do refleksji, do rozmowy, do czucia. I to właśnie czyni je tak potrzebnymi.

Bo jeśli nauczymy dzieci rozumieć to, co czują, damy im coś więcej niż spokój — damy im poczucie, że nie są w tym same. A kiedy już rozpoznają własne emocje, mogą zacząć rozpoznawać je także u innych. I właśnie wtedy rodzi się empatia. Dobrze dobrane książki o emocjach dla dzieci pomagają nie tylko w nazywaniu uczuć, ale również w rozwijaniu wewnętrznej odporności emocjonalnej.

Książki o emocjach dla dzieci – „Wielka księga supermocy”, „Co uczucia robią nocą?”, „Gucio się martwi” na tle ilustracji bajkowego świata emocji.
Książki o emocjach dla dzieci uczą, jak rozpoznawać, nazywać i oswajać własne uczucia.

Przykłady książek pomagających rozmawiać o emocjach

  • Kolorowy potwór – Anna Llenas (3-6 lat)

To jedna z tych książek, które nie tylko się czyta — je się przeżywa. „Kolorowy potwór” w wersji pop-up to prawdziwa uczta dla zmysłów: razem z dzieckiem możemy pobujać potwora w hamaku, otworzyć pojemniki z emocjami, a nawet… poczuć, jak pada deszcz!

Ta książka nie udaje, że emocje są proste. Ale pokazuje, że można się ich uczyć — wspólnie, spokojnie, z uważnością. Jest zabawna, mądra i niesamowicie pomysłowa. Za każdym razem, gdy do niej wracamy, dzieje się coś ważnego.

Polecam ją każdemu, kto szuka książki, która naprawdę pomaga rozmawiać o emocjach — bez moralizowania, za to z czułością i humorem.

  • Co robią uczucia? – Tina Oziewicz, ilustracje: Aleksandra Zając (4-8 lat)

Poznajcie je jeszcze bliżej — te małe, śmieszne stworki: pękate, puchate, czasem rozczulające, a czasem… trochę dziwaczne. To właśnie uczucia.

Co robią, kiedy zapada noc? Niektóre po prostu zasypiają — Szczęście śpi spokojnie. Beztroska buja się w hamaku. Ale są i takie emocje, które kręcą się niespokojnie pod kołdrą, bo nie mogą zasnąć. I te, które nie chcą spać wcale, bo mają zbyt wiele do zrobienia.

  • „Uczucia Gucia” – Aurélie Chien Chow Chine (seria) (3–7 lat)

Każda książeczka skupia się na jednej emocji – zawiera też proste techniki relaksacyjne. Moje dziewczyny bardzo polubiły Gucia, może dlatego, że jest jednorożcem, a może….zachęcam do lektury!

2.2. Nauka empatii i budowanie relacji

Kiedy myślę o tym, jak dzieci uczą się empatii, zawsze wracam do jednej z najważniejszych książek mojego dzieciństwa — „Lew, czarownica i stara szafa” C.S. Lewisa. To nie tylko opowieść o walce dobra ze złem, ale też historia, w której dzieci uczą się współczucia, odpowiedzialności, lojalności, odwagi i zaufania. Przygoda w Narnii to nie bajka bez konsekwencji — każda decyzja bohaterów niesie ze sobą ciężar emocjonalny. To właśnie w takich historiach dzieci zaczynają rozumieć, że poza własnymi uczuciami istnieje także świat emocji innych ludzi.

Literatura dziecięca ma ogromny potencjał w rozwijaniu empatii. Dziecko, które przeżywa historię postaci zupełnie innych niż ono samo — o innym kolorze skóry, w innej sytuacji życiowej, o odmiennych cechach — zaczyna dostrzegać różnorodność emocjonalną i społeczną. Kiedy utożsamia się z bohaterem, który doświadcza niesprawiedliwości, odrzucenia albo radości z niespodziewanego przyjaciela, zaczyna uczyć się wczuwania w innych.

Empatia nie pojawia się samoistnie. Wymaga przestrzeni, spokoju i odpowiednich narzędzi. Książka może być takim narzędziem — bo pozwala nie tylko obserwować czyjeś emocje, ale też je poczuć, przefiltrować przez siebie. Dobra literatura dziecięca nie tłumaczy, czym jest empatia. Ona ją po prostu wywołuje. Czasem dziecko po lekturze mówi: „też tak miałem”, a czasem: „nie wiedziałem, że ktoś może tak się czuć”. Obie reakcje są początkiem czegoś ważnego.

To właśnie dlatego książki o emocjach dla dzieci powinny znaleźć stałe miejsce na półce w każdym domu — nie tylko jako źródło wiedzy, ale jako codzienny język bliskości.

Książki, które uczą empatii i otwartości

  • „Mój cień jest różowy” – Scott Stuart (4–8 lat)

„Mój cień jest różowy” to pełna czułości i odwagi opowieść o byciu sobą — nawet jeśli to „sobą” nie mieści się w stereotypowych ramach. To historia, która wspiera dzieci w odkrywaniu własnej tożsamości i przypomina dorosłym, że największą siłą rodzicielstwa jest akceptacja.
Książka, która wzrusza, daje do myślenia i naprawdę zostaje z czytelnikiem na długo.

  • „Niebieska niedźwiedzica” – Joanna M. Chmielewska (5–9 lat)

„Niebieska niedźwiedzica” to piękna, poruszająca opowieść o inności, odrzuceniu i tęsknocie za akceptacją.
To historia, która uczy, że odmienność może być siłą — jeśli tylko pozwolimy jej rozkwitnąć w przyjaznym otoczeniu.
Książka, która dotyka ważnych tematów w sposób subtelny i bardzo bliski dziecięcej wrażliwości.

  • „Wielka księga supermocy” – Susanna Isern (5-10 lat)

„Wielka księga supermocy” to kolorowy i inspirujący przegląd dziecięcych talentów — tych oczywistych i tych ukrytych.
Książka pomaga dzieciom dostrzec to, co w nich wyjątkowe, i uwierzyć, że każda cecha może stać się supermocą.
To wspaniały punkt wyjścia do rozmów o tożsamości, pewności siebie i akceptacji dla różnorodności.

Wspieranie empatii to nie tylko uczenie dzieci, by „były miłe”. To budowanie zdolności do współodczuwania, zauważania emocji innych i reagowania z troską — także wtedy, gdy nie wszystko jest proste i przyjemne. Dzięki książkom dzieci uczą się, że empatia to nie tylko słowo. To działanie. Relacja. Postawa.

W świecie, w którym łatwo jest się zamknąć w bańce własnych przeżyć, literatura dziecięca otwiera okno na innych ludzi. I to właśnie ona — z całą swoją prostotą i siłą — potrafi zrobić miejsce dla drugiego człowieka.

2.3. Budowanie więzi rodzinnych

Wspólne czytanie książek w gronie rodzinnym to coś znacznie więcej niż rozwijanie języka czy zdobywanie wiedzy. To jeden z najprostszych, a zarazem najgłębszych sposobów budowania więzi emocjonalnej między dzieckiem a dorosłym. Wspólna lektura to moment zatrzymania – oderwania się od biegu codziennych spraw, ekranów, pośpiechu i hałasu. To chwila „tu i teraz”, w której dziecko ma nas tylko dla siebie. I my – mamy dziecko tylko dla siebie.

Siadamy razem, otwieramy książkę i zaczynamy czytać. Ale tak naprawdę — zaczynamy być razem. Wtedy nie chodzi wyłącznie o słowa. Liczy się ton głosu, spojrzenie, kontakt wzrokowy, śmiech, zdziwienie, wzruszenie. Czasem wystarczy ilustracja, żeby dziecko opowiedziało coś ważnego. Innym razem historia bohatera pomaga przepracować sytuację, o której nie potrafiło samo zacząć mówić. Książka staje się pomostem między światem wewnętrznym dziecka a uważnością dorosłego.

Wspólne czytanie to także doświadczenie zmysłowe, którego nie zastąpi żaden audiobook, ekran czy sztuczny głos. Choć i u nas czasem słuchamy książek w tej formie — nie mam nic przeciwko — to wiem, że prawdziwa magia wydarza się wtedy, gdy dziecko siedzi na kolanach, czuje nasz oddech, słyszy nasz głos i przewraca z nami kartki. Zmysł dotyku – tak ważny w pierwszych dniach życia – wciąż pozostaje kluczowy w relacji. To nie przypadek, że w szpitalach noworodki kangurowane są przez rodziców – tak samo działa wspólne czytanie. To forma kontaktu, bliskości i bezpieczeństwa. Tylko trochę bardziej pachnąca farbą drukarską.

Badania pokazują, że dzieci, którym regularnie czyta się w domu, mają nie tylko bogatsze słownictwo i lepsze wyniki w nauce, ale także wyższy poziom tzw. bezpiecznego przywiązania. A to przekłada się na ich pewność siebie, lepsze radzenie sobie ze stresem, większą otwartość na relacje i – co najważniejsze – na poczucie, że są kochane i akceptowane bezwarunkowo. Czytanie książek może być też formą wsparcia, gdy nie umiemy znaleźć słów — książka „mówi” wtedy za nas. Czasem lepiej, łagodniej, mądrzej.

Wspólne czytanie może być rytuałem przed snem, poranną rutyną, sposobem na wyciszenie albo powrotem do siebie po trudnym dniu. Może być też przyjemnym nawykiem, który zostaje na lata. Dzieci, które dorastają w domach, gdzie się czyta, często wracają do tego rytuału jako dorośli. Bo dobrze zapamiętali, co znaczy być blisko – naprawdę.

Książki o emocjach dla dzieci – „Za dużo marchewek”, „Basia i Mama w pracy” i „Miłość” na tle wiosennej ilustracji.
Książki o emocjach dla dzieci pomagają najmłodszym lepiej rozumieć siebie i innych.

Przykłady książek wspierających rozwój emocjonalny i społeczny dziecka

  • Miłość – Astrid Desbordes, Pauline Martin (3–7 lat)

Prosta, a zarazem głęboka opowieść o bezwarunkowej miłości między dzieckiem a rodzicem. Idealna na wspólne czytanie przed snem — czuła, spokojna i wzruszająca. Daje dziecku to, co najważniejsze: poczucie, że jest kochane zawsze, niezależnie od wszystkiego.

  • Za dużo marchewek – Katy Hudson (3–6 lat)

Pełna humoru historia o króliku, który zbiera za dużo… wszystkiego. Razem z dzieckiem możecie się pośmiać, a przy okazji porozmawiać o dzieleniu się, przyjaźni i tym, co naprawdę ważne. Lekka, ciepła i bardzo rodzinna.

  • Basia i Mama w pracy – Zofia Stanecka, Marianna Oklejak (4–8 lat)

Jedna z książek z serii, która idealnie nadaje się do wspólnego czytania i rozmawiania o codzienności. Basia pokazuje świat dziecka takim, jaki jest — z emocjami, pytaniami, frustracjami i bliskością. Czytana wspólnie, otwiera rozmowę o relacjach i czasie spędzanym razem.

Wspólne czytanie to jedna z najprostszych i najskuteczniejszych form budowania relacji z dzieckiem. To czas, w którym liczy się nie tylko tekst, ale obecność, uważność i emocje przeżywane razem. Książki otwierają przestrzeń do rozmowy, pomagają w zrozumieniu siebie nawzajem i pokazują, że każde uczucie ma swoje miejsce. Dzieci zapamiętują te chwile na długo — nie tyle samą treść książki, ile to, że ktoś był przy nich, kiedy ją czytały. To właśnie z tych chwil rodzi się zaufanie, bliskość i poczucie bezpieczeństwa, które zostają z dzieckiem na całe życie.

Książki, które poruszają emocje i relacje, nie tylko wspierają rozwój dziecka, ale przede wszystkim budują przestrzeń do bycia razem — w uważności, bliskości i wzajemnym słuchaniu.
Dzięki nim dziecko może lepiej zrozumieć siebie i innych, a dorosły — stać się towarzyszem, który nie tylko wychowuje, ale po prostu jest obok.
Warto czytać razem. I warto wiedzieć, że wspólna lektura to nie luksus, tylko fundament.

W kolejnym wpisie przyjrzymy się temu, jak literatura dziecięca wspiera edukację – nie tylko przez rozwijanie języka, ale też przez budowanie motywacji do nauki, uważności i kompetencji potrzebnych w szkole (i poza nią).
Zajrzyj, jeśli chcesz wiedzieć, jak książki przygotowują dzieci do szkolnych wyzwań — i dlaczego „czytanie dla przyjemności” to jedna z najlepszych edukacyjnych inwestycji.

części 1 mówiliśmy o języku, wyobraźni i narracji — o tym, jak książki rozwijają słownictwo, logiczne myślenie i umiejętność opowiadania.
części 2 skupiliśmy się na emocjach i relacjach: jak książki uczą dzieci nazywać uczucia, rozumieć innych i budować więzi z najbliższymi.
części 3 odkryliśmy rolę literatury w przygotowaniu do nauki — nie tylko w sensie „szkolnym”, ale jako motywacji, uważności i kulturowej dojrzałości.
I wreszcie w części 4 zadaliśmy pytanie o przyszłość: jak nie zgubić literatury w świecie cyfrowych skrótów i globalnych trendów.

Bibliografia

[Akapit]
– Whitehead, M. (2009). Developing Language and Literacy with Young Children. London: Paul Chapman Publishing.
– Kostecka, W., Skowera, M. (2017). W kręgu baśni i fantastyki. Warszawa: SBP.
– Bartosik, M. (2023). Jak rozmawiać z dziećmi o trudnych emocjach. Warszawa: Emocjolandia.
– Parry, R. L., & Taylor, L. (2018). Readers in the Round. Literacy, 52(2), 103–110.
– Kucirkova, N. (2019). Children’s Reading with Digital Books. Stavanger: University of Stavanger.
– Czabanowska-Wróbel, A. (2018). Children’s Literature—Between World and Global Literature. Wielogłos.

Koziołek Matołek – klasyk, który (nadal) działa

Kto dziś czyta Koziołka Matołka?

To pytanie pojawia się w mojej głowie za każdym razem, gdy sięgam po tę lekturę z półki – nie z sentymentu, lecz z potrzeby chwili, kiedy przychodzi pora na wieczorne czytanie z moimi dziećmi. Dlaczego?

Koziołek Matołek – niczym Pan Tadeusz – to mała epopeja ponadnarodowa, która przełamuje polskie stereotypy i za każdym razem pozwala odkryć nowe wątki

I mimo że bohater książki Kornela Makuszyńskiego uważany jest powszechnie za postać groteskową, zabawną, nawet nieco nieporadną – ja widzę w nim coś więcej. Mędrca. Przewodnika. Archetypicznego wędrowca, który wyrusza z misją i mimo przeciwności nigdy nie traci ducha.

To jedna z tych książek, które bawią i uczą dzieci oraz ich rodziców.


Od brody do Pacanowa – czyli Koziołek Matołek dla dorosłych

Z perspektywy dorosłego czytelnika Koziołek Matołek przestaje być prostą bajką o naiwnym bohaterze. To dzieło, które – jak przystało na dobrą literaturę – zyskuje głębię wraz z doświadczeniem odbiorcy.

Można czytać je na wiele sposobów: jako komiksową epopeję, refleksję nad sensem dążenia do celu, satyrę na społeczeństwo, a nawet… jako pretekst do rozważań prawnych.

Brzmi zaskakująco? A jednak! Koziołek Matołek – w oczach dorosłego – spotyka na swojej drodze prawo konstytucyjne, niefortunne ustawy, sądy, kary niewspółmierne do winy, przestępczość, problemy migracyjne i transplantologię (!). Uczy o demokracji, interpretacji prawa i skutkach literalnego odczytywania przepisów.

Jak Koziołek Matołek spadł z półki – czyli przewodnik po literaturze dla małych i dużych

Pierwszy kontakt mojej córki z Koziołkiem był… nieco przypadkowy. Możecie mi wierzyć, że przez kilka miesięcy nuciłem najstarszej córce przed snem zmyśloną kołysankę, która liczyła w szczytowych momentach godzinę tekstu wraz z refrenem. Każdego wieczoru od nowa pisałem kołysankę, której domagała się córka.

Zmęczony wieczornym śpiewaniem, postanowiłem zaryzykować z książką – a musicie wiedzieć, że do tej pory wieczorne czytanie nie wchodziło w grę.

Podniosłem się i sięgnąłem z półki Koziołka Matołka z nadzieją, że książka odciąży moje struny głosowe. Obawiałem się wprawdzie, że nieco „diabełkowata” kreska Walentynowicza przestraszy niespełna dwuletnie dziecko. Tymczasem… wydarzyła się magia.

Rymy Makuszyńskiego okazały się wciągające. Emocje były proste, ale silne.

Moja córka płakała nad losem Koziołka, który „nie może ruszyć łapą” – a ja musiałem zmieniać tekst, by nie kończyć wieczoru łzami. Przygody Matołka stały się codziennym rytuałem przez dwa miesiące. Do dziś umiem pierwsze pięć stron na pamięć. Koziołek jeździł z nami w gości i na nocowanie do babci. Bez niego – nie było spania.

Czy Koziołek Matołek nadaje się dla dzieci? Bez dwóch zdań!

To nie jest książka, którą da się zastąpić audiobookiem. Nie zadziała bez ilustracji. Nie przeniesie emocji przez ekran w animacji.

Koziołek Matołek to duet – Makuszyński i Walentynowicz – nierozerwalni jak Lennon i McCartney, Szymborska i Rusinek, dorożka i bruk.

Bez ich współpracy historia traci ducha. Dlatego Koziołka trzeba czytać. Na głos. Wspólnie. Z dziećmi.

Koziołek Matołek to prawdopodobnie jeden z najlepszych komiksów wszechczasów
W Pacanowie kozy kują… a kaczki też?” – klasyczny humor Koziołka Matołka, który rozbawi każde pokolenie.

Pacanów – cel czy symbol?

Cała historia Koziołka to wielka podróż – i to nie tylko geograficzna. To droga przez absurdy codzienności, która w oczach dzieci nabiera sensu, a dla dorosłych jest zwierciadłem pełnym ironii, dowcipu i aluzji, ale także zbiorem sprytnie wplecionych faktów historycznych.

Przygody w zoo, na Capri, w Ameryce, u sędziów, w wojsku, z czarownicą – każda scena niesie ze sobą nie tylko humor, ale i morał.

Czy dotrze do Pacanowa? A może Pacanów wcale nie istnieje? A może to metafora naszej własnej podróży przez życie – pełnej pomyłek, złych interpretacji, ale i serdeczności, śmiechu, walki z przeciwnościami?

Przy tej okazji pozwolę sobie przytoczyć pewną zabawną sytuację, która miała miejsce w trakcie rozmowy z naprawdę wykształconą osobą. Otóż w trakcie rozmowy pojawiło się nawiązanie do Pacanowa, w którym kozy kują. Gdyby nie fakt, że miałem do czynienia z osobą, która z literaturą jest za pan brat, pewnie nie wpadłbym nawet na pomysł, żeby zapytać, ale zapytałem:

– A pamięta Pani, jak skończyła się podróż Koziołka? Dotarł do Pacanowa? Podkuli go?

I wiecie, jaka była odpowiedź?
W sumie to nie wiem, bo nie czytałam do końca. Obawiam się niestety, że osoba nie czytała w ogóle, a jedynie kojarzyła słowa z emitowanej w telewizji kreskówki, ponieważ w przeciwnym razie na pewno nie zapomniałaby o zakończeniu tej historii.

A tak na marginesie – a Wy pamiętacie zakończenie tej historii?

Cudze chwalicie, swego nie znacie…

Współczesne dzieci nie znają już Koziołka tak dobrze, jak znały go wcześniejsze pokolenia. A szkoda. Bo to bohater, który uczy – nie moralizuje. Śmieszy – ale z klasą. I mimo że liczy sobie już ponad 90 lat, nie traci na aktualności.

Ma coś, czego brakuje wielu współczesnym produkcjom: wdzięk i mądrość w lekkiej formie. Po lekturze Koziołka nie sposób nie sięgnąć po rozwinięcie historii, które nosi tytuł Awantury i wybryki małej małpki Fiki-Miki.

Dodam jeszcze, że ubolewam nad tym, iż do lamusa trafił także Przyjaciel Wesołego Diabła Makuszyńskiego. To naprawdę przezabawna historia, którą ekranizacja bardzo skrzywdziła.

Na koniec – wezwanie do czytelników

Jeśli nie macie jeszcze Koziołka Matołka w domu – kupcie. Pożyczcie. Odwiedźcie bibliotekę. Czytajcie z dziećmi. Czytajcie sami. A może warto wybrać się w podróż…śladami koziołka…do Pacanowa!

Niech ta książka znowu stanie się tym, czym była przez dekady: mostem między pokoleniami, wehikułem dzieciństwa, zaproszeniem do śmiechu i refleksji.

Jak nauczyć dziecko czytać bez presji – krok po kroku z tatą

Jak pomóc dziecku nauczyć się czytać – ojciec, który umiał czekać

Jak pomóc dziecku nauczyć się czytać? To pytanie zadałem sobie po raz pierwszy, gdy usłyszałem słowa: „Tata, a co tu jest napisane?” Poczułem, że oto nadszedł czas. Nie, nie czas, by zostać nauczycielem. Czas, by udawać, że wiem, co robię. Bo ucząc dziecko czytać, potrzebujesz jednego: cierpliwości większej niż ta, którą masz, stojąc w kolejce w urzędzie z numerkiem 453.

Wielu z nas, rodziców, spodziewa się – a może nawet oczekuje – że czytanie jest w zasadzie tak naturalne jak mówienie i nie powinno sprawiać większych problemów. Niestety, dość szybko okazuje się, że z tym czytaniem wcale nie jest tak łatwo. Żebyście, drodzy rodzice, mieli świadomość, z czym się mierzycie, proponuję, abyście zapoznali się z definicją czytania, którą opracowała prof. dr hab. Grażyna Krasowicz-Kupis:

„Czytanie, jako odbiór tekstu pisanego, stanowi złożony proces psycholingwistyczny, oparty na dekodowaniu tekstu oraz na interpretowaniu jego treści. Wymaga to od czytającego sprawności językowej na poziomie fonologicznym, morfologicznym, syntaktycznym, semantycznym oraz sprawności poznawczych – głównie w zakresie percepcji wzrokowej, słuchowej, procesów pamięciowych oraz dokonywania operacji umysłowych na poziomie myślenia pojęciowego.”

Krasowicz-Kupis G. (1999). Rozwój metajęzykowy a osiągnięcia w czytaniu u dzieci 6–9 letnich. s. 19

Rozpoczynanie nauki czytania w rodzinie może być nie tyle procesem dydaktycznym, ile relacyjnym. Znaczenie bliskości emocjonalnej i cierpliwości opiekuna – szczególnie ojca – staje się tu kluczowe. Jak pokazują badania z zakresu psychologii rodziny, obecność i zaangażowanie ojców w proces wychowawczy znacząco wpływają na dobrostan dziecka oraz jego rozwój poznawczy, emocjonalny i społeczny.

Jak pomóc dziecku nauczyć się czytać – mężczyzna w niebieskiej koszulce zaglądający zza książki „Mati i Śliwki” z napisem „Poszukujesz inspiracji?” i logo tataczyta.com.
Jak pomóc dziecku nauczyć się czytać? Czasami wystarczy inspirująca książka i odrobina wsparcia.

Krok 1: Zapomnij, że jesteś nauczycielem

Wspierając dziecko w nauce czytania, dorosły powinien porzucić rolę egzaminatora na rzecz bycia towarzyszem. Krystyna Sochacka w swoich badaniach wskazuje, że proces nabywania umiejętności czytania jest wyjątkowo zindywidualizowany i zależny od wielu czynników, w tym poziomu rozwoju umysłowego, funkcji językowych i emocjonalnych.

Dzieci rozwijają umiejętność czytania w różnym tempie – zarówno cztero-, jak i siedmiolatki mogą znajdować się na zupełnie odmiennych etapach przyswajania tekstu. Badaczka zwraca również uwagę na szybko narastające zjawisko trudności w opanowywaniu czytania przez dzieci, którego konsekwencje są długofalowe i rzutują na karierę edukacyjną, zawodową oraz ogólne poczucie satysfakcji życiowej.

Krok 2: Bądź tatą, nie egzaminatorem

W Polsce pogłębia się również zjawisko analfabetyzmu funkcjonalnego, polegającego na zaprzestaniu czytania zarówno książek, jak i prasy. Tymczasem zabawa, śmiech i pozytywne emocje w kontekście nauki znacząco wspomagają zapamiętywanie.

Jak wykazano w projekcie „Skuteczne zdziwienie”, stymulowanie dziecięcej ciekawości i zaangażowania emocjonalnego prowadzi do zwiększenia motywacji oraz skuteczniejszego przyswajania umiejętności czytania. Monika Wiśniewska-Kin, autorka projektu, podkreśla, jak ważne jest rozwijanie uczenia się przez mówienie, działanie i aktywności o charakterze percepcyjnym. Warto więc zamienić presję na współuczestnictwo i radość.

Krok 3: Litery są wszędzie. Ty też bądź.

Warto odnieść się także do koncepcji pedagogiki włączającej, która – choć pierwotnie dotyczy dzieci ze specjalnymi potrzebami – z powodzeniem może być stosowana również w odniesieniu do dzieci rozwijających się typowo.

W omawianej szczegółowo przez Iwonę Chrzanowską i Grzegorza Szumskiego koncepcji autorzy podkreślają znaczenie codziennych, dostępnych doświadczeń edukacyjnych jako fundamentu dla rozwoju kluczowych kompetencji.

Nauka czytania z opakowań, znaków drogowych czy menu w restauracji to nie tylko zabawa, ale również skuteczna forma immersji w świat liter. Czytanie jako czynność poznawcza może być z powodzeniem rozwijane w naturalnym środowisku dziecka.

Z doświadczenia, które zdobyłem, obserwując proces nauki czytania u własnych dzieci, dodam tylko, że każdy spacer ulicami miasta był dla nich niemal wyprawą na Księżyc – czytały wszystko, nie potrafiły tego zatrzymać i po kilkunastu minutach były wykończone.

Krok 4: Książka nie gryzie. Tata też nie powinien.

Pozwolenie dziecku na autonomiczny wybór książek – nawet tych powtarzanych w nieskończoność – ma silne podstawy psychologiczne. Preferencje czytelnicze budują emocjonalną więź z tekstem oraz poczucie sprawczości.

Sochacka zauważa, że rozumienie tekstu i emocjonalne zaangażowanie są równie ważne, jak sam mechanizm dekodowania słów. W przypadku moich córek wielokrotne czytanie miało swoje plusy dodatnie i plusy ujemne.

Wadą było to, że nie wchodziłyśmy w nowe obrazy, nowych autorów i postaci. Po miesięcznym maratonie z jedną pozycją, książki wyglądały, jakby same chciały już wrócić na półkę – w naszym przypadku był to „Koziołek Matołek” oraz „Psierociniec”.

Zaletą tego systemu było to, że dziewczyny zaczynały kojarzyć słowa, z czasem prosiły, żebym pokazywał palcem, w którym miejscu czytam. Działały wszystkie zmysły i bez wątpienia był to etap, który bardzo przysłużył się nauce czytania.

Krok 5: Czas i powtarzalność – święta dwójca

Uczenie się czytania wymaga nie tylko czasu, ale i powtarzalności. To właśnie regularna ekspozycja na tekst oraz cierpliwe powracanie do znanych słów wspomaga utrwalanie wiedzy i rozwój strategii czytelniczych.

W badaniach Wiśniewskiej-Kin podkreślono również rolę środowiska edukacyjnego, które wspiera stopniowe nabywanie umiejętności poprzez działania interwencyjne i zabawowe.

Po staroświecku uważam, że czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła
– Wisława Szymborska

Tygodnik Powszechny nr 49/2015

Epilog: Czy naprawdę chodzi o czytanie?

Z punktu widzenia psychologii rozwojowej, najważniejsze jest nie tyle opanowanie techniki czytania, ile relacja z osobą wspierającą ten proces.

zauważają Kaźmierczak i współautorki, fundamentem zdrowego rozwoju dziecka jest emocjonalna dostępność rodziców i poczucie bezpieczeństwa w relacji z nimi.

Dlatego być może największym sukcesem nie będzie moment, gdy dziecko przeczyta pierwsze zdanie, lecz ten, w którym zapamięta wspólne chwile spędzone z rodzicem nad książką

Pozytywne budowanie więzi będzie z całą pewnością owocować w przyszłych relacjach – zarówno wobec rodzica, jak i wobec książek.

Bibliografia

Chrzanowska, I., Szumski, G. (red.) (2019). Edukacja włączająca w przedszkolu i szkole. Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji.

Sochacka, K. (2004). Rozwój umiejętności czytania. Białystok: Trans Humana.

Wiśniewska-Kin, M. (2022). Innowacyjny projekt wdrożeniowy „Skuteczne zdziwienie. Wyzwalająca myślenie nauka czytania”. Edukacja Ekonomistów i Menedżerów, 66(4), 87–103.

Kaźmierczak, M., Lewandowska-Walter, A. (red.) (2023). Rodzina w cyklu życia – rozwój, zmiana, kryzysy. Gdańsk: Wydawnictwo Liberi Libri.

Krasowicz-Kupis, G. (1999). Rozwój metajęzykowy a osiągnięcia w czytaniu u dzieci 6–9 letnich. Lublin: Wydawnictwo UMCS.

Czytając dzieci, czytając system

Refleksja o edukacji, rodzicach i książkach (które nie krzyczą)

Jaką dobrą książkę ostatnio przeczytałeś ze swoimi dziećmi?
Pytam zupełnie poważnie — nie z pozycji recenzenta literatury dziecięcej, ale rodzica, który wierzy, że czytanie dzieciom może być jednym z najskuteczniejszych sposobów na budowanie relacji i rozumienie świata edukacji.

Rozmowy o edukacji — co myślą rodzice dzieci wczesnoszkolnych

W kręgu znajomych, z którymi spotykamy się w miarę regularnie, większość ma dzieci w wieku wczesnoszkolnym lub nieco starsze. Nic więc dziwnego, że rozmowy często schodzą na tematy związane z edukacją naszych pociech.

Przy takich okazjach nie brakuje głosów krytyki wobec systemu kształcenia. Niestety, większość tych opinii nie zostawia suchej nitki ani na rozwiązaniach systemowych, ani na nauczycielach, którzy — zdaniem krytyków — albo wymagają zbyt wiele, albo nie wymagają niczego, kierując się być może ideą szkoły bez stresu.

Czy system edukacji naprawdę zawodzi? A może to my?

Równocześnie pojawiają się jednak głosy o alternatywnych rozwiązaniach, takich jak szkoła w chmurze, mikro szkoły i inne oddolne inicjatywy, które próbują modernizować, a może wręcz uzdrawiać rzekomo chory system edukacji.

Ale… czy to rzeczywiście system jest chory, czy raczej sposób, w jaki go odbieramy?

Głos nauczycieli

Od jednej z zaprzyjaźnionych nauczycielek usłyszałem ostatnio, że ma dość pracy w szkole — co mnie zaskoczyło, bo przez ostatnie kilka lat wypowiadała się o swojej pracy niemal wyłącznie w superlatywach.

Zapytałem więc, co się zmieniło.
Dotychczas słyszałem, że największym problemem nauczycieli są tzw. „trudni uczniowie” i ograniczone możliwości wpływania na ich zachowanie. Tymczasem ona nie powiedziała ani jednego złego słowa o uczniach.

Powiedziała natomiast, że ma dość… rodziców.

Mam ochotę zapytać: czy to system zawiódł nauczycieli, czy może to rodzice zawiedli system?

A może — i to już wersja dla miłośników teorii spiskowych z domieszką kafkowskiej beznadziei — wszyscy uczestniczymy w grze pozorów, udając, że wiemy, o co chodzi, choć nikt nie odważy się przyznać, że mapa, według której podróżujemy, została narysowana przez ślepego kartografa?

Nadinterpretacja Konstytucji?

Zresztą, może problem leży właśnie w tym, że… rodzice czytają Konstytucję zbyt dosłownie?
Skoro bowiem rodzice mają prawny obowiązek zapewnienia dziecku edukacji, a nieprzestrzeganie tego może prowadzić do interwencji sądu rodzinnego — zgodnie z prawem oświatowym (Dz.U. 2017 poz. 59) — to może niektórzy wzięli to sobie tak bardzo do serca, że dziś czują się nie tylko odpowiedzialni za naukę, ale także za:

  • ocenianie nauczycieli
  • układanie podstawy programowej
  • drobne złośliwości w wiadomościach przez Librusa

Czytanie dzieciom zamiast reform — najprostsze rozwiązanie

Nie poprawimy efektywności energetycznej budynku remontując komin.

W moim odczuciu można zacząć znacznie prościej.
Bez skomplikowanej reformy systemu.
Bez petycji.
Bez TED Talka.

Od czytania dzieciom. I wspólnego czytania z nimi.
Nie chodzi mi jednak o czytanie „na spanie”!
Sugeruję raczej taki sposób obcowania z literaturą, by zaczęła ona wykraczać poza ramy okładki.

5 powodów, dla których wspólne czytanie książek z dziećmi zmienia wszystko

1. Czytanie zbliża cię fizycznie do twojego dziecka

W dobie cyfryzacji i powszechnego dostępu do różnych urządzeń, które — w mojej ocenie — zostały stworzone po to, żeby odciągnąć dzieci od rodziców, wspólne czytanie książek działa jak lep na muchy.

Wiem, że czasem chcielibyśmy odpocząć, zmarnować kilka godzin w smartfonach, przeczesać media społecznościowe, zajrzeć na blog tataczyta.com.
Naprawdę to wszystko rozumiem.

Spróbujcie jednak wydzielić ten czas, tak jak próbujecie dawkować dzieciom telewizję, słodycze i inne rzeczy. A kiedy już będziecie gotowi — bez żadnego przymusu — zawołajcie swoje dzieci na kolana. Po to je macie!

Razem czytajcie, oglądajcie ilustracje.
Pozwólcie sobie na bliskość, póki nie jest za późno.
Zobaczycie, jak wspaniała więź powstanie między wami.
Owoce tej relacji będą wam smakowały za kilka lat — ale nie sądzę, by były cierpkie.

2. Czytanie motywuje cię, żeby być interesującym

Mam świadomość, że wielu rodziców traktuje czytanie dzieciom jako pewną formę powinności. A jeśli robimy coś w duchu przymusu, to niestety — efekty mogą być mizerne.

W Massachusetts wprowadzono w roku 1642 przepis prawny nakazujący głowie rodziny naukę czytania (…).

Wychowanie religijne w purytańskich rodzinach Nowej Anglii
– Piotr Stawiński, Forum Pedagogiczne 2016/2, cz. 2

Na szczęście dziś żyjemy w zupełnie innych realiach i czytanie możemy traktować jako przyjemność — zarówno dla rodziców, jak i dla dzieci.

Żeby jednak osiągnąć zamierzone cele, powinniśmy jako rodzice czuć się jak najlepsi trenerzy personalni dla swoich dzieci. Jeśli będziecie czytać monotonnym głosem, to jest więcej niż pewne, że wasze dziecko zaśnie.
Pozwólcie sobie na odrobinę szaleństwa: zmieniajcie tembr, tempo, pokazujcie emocje.
W ten sposób pomożecie dzieciom być szczerymi w kwestii własnych uczuć.

3. Wspólne czytanie pozwala ci obserwować i cieszyć się swoimi dziećmi

Kiedy czytam, lubię obserwować reakcję moich dzieci na historię.
Wiem, kiedy są skoncentrowane, kiedy się zastanawiają, martwią losem bohatera.

Mamy na koncie książki, których nie skończyliśmy — bo nie daliśmy rady przebrnąć przez sferę emocji.
To bardzo cenna wiedza dla mnie jako rodzica o tym, jak lepiej przekazywać im ważne wartości i nauki.

Kolaż okładek książek dla dzieci wspierających czytanie dzieciom: „Kicia Kocia w przedszkolu”, „Zagadki babci”, „To my, dzieci świata”, „Kryjówka krowy Matyldy”, „Supermoce”
Czytanie dzieciom to coś więcej niż wspólna chwila — to decyzja, które książki budują dziecięcy świat.

4. Podczas czytania możesz zadawać pytania

W trakcie czytania budujemy wyjątkową przestrzeń do zadawania pytań.

„Co to znaczy?”
„Dlaczego myślisz, że on tak zrobił?”
„Co ty byś zrobił na jego miejscu?”

To świetna okazja, by lepiej poznać swoje dziecko, przekazać mu swoje wartości i ocenić jego zrozumienie oraz dojrzałość umysłową.
To również moment, w którym ono może zadawać pytania nam — dorosłym.

5. Wzajemne uczenie się

Moje najstarsze córki czytają już samodzielnie.
Nie mam na myśli prostych historii dla najmłodszych, ale książki z prawdziwą fabułą.
Widzę, że są momenty, kiedy nie potrafią się oderwać od lektury.

Czasami zaczynają mi opowiadać lub pytać o nierzadko trudne kwestie, z którymi zetknęły się w trakcie lektury.Dla mnie to źródło wielkiej radości.
Wiem, że książki są dla nich poligonem doświadczalnym emocji, z którymi zetkną się lub już stykają w prawdziwym świecie.

Zamiast kolejnego raportu…

Więc może to właśnie tu tkwi cały sens?
Zamiast kolejnego raportu o reformie edukacji, kolejnego webinaru o wypaleniu nauczycieli i rodziców — wystarczy wieczór, książka i dziecko, które chce wiedzieć, co było dalej.

Bo może to nie system wymaga naprawy.
Może wystarczy, że zaczniemy częściej czytać – nie tylko dzieciom, ale i samym sobie.

Napiszcie w komentarzach, jaką dzisiaj opowieść przeczytaliście swoim dzieciom!

Wczesne ojcostwo: strategie adaptacyjne, wsparcie ojców

Wczesne ojcostwo to czas intensywnych wyzwań i przemian – nie tylko w codziennej organizacji życia rodzinnego, lecz także w sposobie myślenia o sobie i swojej roli. Każdy tata inaczej adaptuje się do nowej rzeczywistości: jedni przejmują codzienne obowiązki, inni chcą być „obrońcami” i rozładowywać napięcia, jeszcze inni starają się łączyć życie zawodowe i rodzinne w harmonijny sposób.

W tym artykule chcę opowiedzieć o strategiach adaptacyjnych ojców, pokazać, jak wsparcie systemowe – zarówno ze strony personelu medycznego, jak i instytucji – może zdziałać cuda, a także dlaczego wspólne czytanie od pierwszych dni życia dziecka stało się dla mnie kluczowym elementem budowania więzi.

Z własnego doświadczenia wiem, jak bardzo pierwsze miesiące po narodzinach dziecka potrafią wywrócić cały świat do góry nogami. Warto jednak pamiętać, że nawet drobne gesty i świadome decyzje mogą sprawić, że przeżyjemy ten czas w poczuciu autentycznego spełnienia i bliskości z dzieckiem.

Strategie adaptacyjne ojców

Uległość i wsparcie

Wielu mężczyzn – i ja sam byłem w tej grupie na początku – skupia się głównie na „pomaganiu” partnerce. Przejmujemy część domowych obowiązków i uważamy, że to w zupełności wystarczy. Czy jednak rzeczywiście czujemy się wtedy spełnieni w nowej roli? Jak słusznie zauważa Tina Miller (2011), taka postawa, choć niezbędna i naturalna, może niekiedy prowadzić do pewnego poczucia niespełnienia – ponieważ czujemy, że robimy jedynie minimum, a rola ojca powinna być w naszym odczuciu czymś więcej niż tylko „asystą”.

Z własnej perspektywy mogę powiedzieć, że ten etap był dla mnie bardzo ważny, bo nauczył mnie organizacji i planowania dnia, który zaczyna się z reguły bardzo wcześnie i pulsuje w rytmie trzech serc: mamy-żony, dziecka i taty. Zrozumiałem także, że samo wyręczanie w codziennych obowiązkach nie czyni mnie prawdziwym partnerem. Partnerstwo to także umiejętność rozmawiania o potrzebach każdej ze stron i wspólne poszukiwanie rozwiązań, które pozwalają zyskać satysfakcję obojgu rodzicom.

Nie jesteśmy w stanie w pełni wyręczyć żony we wszystkich zajęciach, które dotychczas były ich codziennością. Jeśli Wasza żona lub partnerka, ma ochotę wyjść z psem na spacer, to nie wmawiajcie jej, że jest brzydka pogoda i że wy to zrobicie. Pewne przeprogramowanie codzienności jest konieczne, ale nie może się kończyć odbieraniem którejś ze stron ukształtowanej wcześniej przestrzeni i niezależności.

Rola „obrońcy”

Jest także pewna grupa ojców, która mocno identyfikuje się z rolą „obrońcy rodziny”. Ja także miałem w sobie silne przekonanie, że moim zadaniem jest ochronić żonę i dziecko przed wszelkimi możliwymi zagrożeniami czy stresami. Wielokrotnie tłumiłem własne emocje, byle tylko nie dokładać jej zmartwień, by mogła spokojnie realizować swoje macierzyństwo. Celowo podkreśliłem słowo swoje, by dać wam do zrozumienia, że w ten sposób prowadzimy do tłumienia naszego ojcostwa.

Z czasem zrozumiałem, że takie postępowanie może przynieść odwrotny skutek: ukrywając zmęczenie czy niepokój, odcinałem się od realnego wsparcia, którego mogłem też potrzebować – wbrew pozorom nie jesteśmy ze stali! Ta lekcja nauczyła mnie jednego: warto dbać nie tylko o spokój partnerki, ale i o własną kondycję psychiczną. Rozmowa z przyjaciółmi, innymi ojcami, a w razie konieczności także z terapeutą to wspaniały sposób na uporządkowanie emocji, by w dłuższej perspektywie móc być faktycznym filarem dla rodziny.

Ojcostwo to taki stan ducha, kiedy nawet barbarzyńca staje się delikatny i wyrozumiały
Ojcostwo to nie tylko spacery – to także wspólne odkrywanie książek i budowanie więzi poprzez czytanie.

Dążenie do równowagi

Trzeci styl, który obecnie staram się praktykować, to łączenie życia zawodowego i rodzinnego w sposób bardziej świadomy. Wielu ojców wybiera elastyczne rozwiązania w pracy, takie jak redukcja etatu, praca zdalna czy czasowa rezygnacja z części dochodów na rzecz spędzania większej ilości czasu z dzieckiem.

W moim przypadku oznaczało to przejście na system pracy hybrydowej i stopniowe rozwijanie własnej działalności. Każda rodzina ma jednak swoją specyfikę, dlatego zachęcam do rzetelnej analizy możliwości i potrzeb. Nawet drobna zmiana – np. ustalenie jednego dnia w tygodniu, kiedy tata wcześniej kończy pracę – może mieć duże znaczenie dla budowania relacji z dzieckiem. Czasami warto porozmawiać z pracodawcą o swoich potrzebach.

Może się okazać, że uzyskamy zgodę, by pracować na przykład godzinę dłużej na rzecz jednego dnia wolnego w tygodniu. Rozmawiałem kiedyś z kolegą, którego szef zgodził się na takie rozwiązanie. Okazało się, że ta dodatkowa godzina w pracy miała jeszcze jedną korzyść – powrót do domu odbywał się poza godzinami szczytu powrotów, więc zamiast tracić czas na dojazd, kolega wykorzystywał go efektywnie w pracy. Do domu wracał 20 minut później niż miało to miejsce w normalnym trybie 8-godzinnym.

Jak poprawić wsparcie dla ojców?

Edukacja personelu medycznego

Bardzo ważne jest, by lekarze, położne i pielęgniarki dostrzegali w ojcu równie istotnego uczestnika procesu ciąży i porodu. Kilka razy zdarzyło mi się, że personel medyczny kierował wszystkie pytania i uwagi wyłącznie do mojej żony, jakbym był tylko „widzem” rozgrywającego się na moich oczach przedstawienia. Gdy w końcu zdarzyło się, że położna zapytała o moje samopoczucie i oczekiwania, poczułem, że rzeczywiście jestem częścią wyjątkowego i niepowtarzalnego cudu narodzin.

Proste gesty i słowa: „Jak pan to widzi?”, „Czy ma pan jakieś pytania?” mogą sprawić, że tata odczuje realne zaangażowanie i uzyska pewność, że jego opinia też się liczy.

Elastyczność w opiece

Z moich doświadczeń wynika, że mężczyznom często brakuje przestrzeni, w której mogliby swobodnie opowiedzieć o swoich troskach i sukcesach w roli taty. Warsztaty czy grupy wsparcia dla ojców bywają organizowane rzadziej niż te dedykowane mamom. W małych miejscowościach w zasadzie podobne inicjatywy nie mają racji bytu. Tymczasem w mojej ocenie spotkania, grupy dyskusyjne czy grupy wsparci są szalenie potrzebne, ponieważ nie tylko poszerzają perspektywę, ale przede wszystkim budują poczucie, że jako ojcowie, nie jesteśmy sami z podobnymi wyzwaniami.

Promowanie partnerskiego podejścia

Kiedy z żoną rozmawialiśmy o planie porodu, chcieliśmy mieć pewność, że decyzje dotyczące miejsca, sposobu znieczulenia czy ewentualnych procedur medycznych będą rzeczywiście wspólne. Gdy trafiliśmy na położną, która z zaangażowaniem wysłuchała naszych potrzeb, od razu poczuliśmy się pewniej.

Wspólne podejmowanie decyzji wzmacnia poczucie sprawczości i odpowiedzialności także u ojca. Jeśli personel medyczny pozwala parze omawiać różne rozwiązania, tata ma szansę stać się faktycznym partnerem w ciągu całego procesu, a nie tylko „towarzyszem” czekającym na korytarzu.

Praktyczne wsparcie po porodzie

Po porodzie przyszedł kolejny trudny okres – połóg. Uczyłem się wtedy troszczyć o żonę, która potrzebowała regeneracji, i jednocześnie odnajdywać się w roli taty dla noworodka. Bywało, że czułem się bezradny, bo nie wiedziałem, „jak” konkretnie pomóc.

Wtedy cenne okazało się wsparcie położnej środowiskowej i poradni laktacyjnej. Moja rada: jeśli masz możliwość, poproś specjalistów o wskazówki, nie wstydź się pytać nawet o rzeczy pozornie oczywiste (jak kąpać malucha, jak uspokajać, jak przygotować mieszkanie). Takie zachowania pozwolą utrzymać w rodzinny spokój.

Dlaczego świadome ojcostwo jest tak ważne?

Świadome ojcostwo polega na uważnym wchodzeniu w nową rolę oraz na zrozumieniu, jak istotna jest obecność taty w pierwszych miesiącach i latach życia dziecka. Różne strategie adaptacyjne – począwszy od wspierania partnerki w codziennych obowiązkach, poprzez ochronę jej przed stresem, aż po próby łączenia rozwoju kariery z życiem rodzinnym – wskazują, że nie ma jednego uniwersalnego modelu „idealnego ojca”. Kluczem do sukcesu jest elastyczność i otwartość na zmiany, które przychodzą wraz z pojawieniem się dziecka.

Jednocześnie warto pamiętać o istotnej roli wsparcia systemowego. Kompetentny personel medyczny, dostępne warsztaty i grupy wsparcia pomagają młodym tatom odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Partnerska komunikacja w związku sprzyja poczuciu bezpieczeństwa, a wzajemne rozumienie potrzeb obojga rodziców pozwala na wypracowanie takiego modelu podziału obowiązków, który będzie satysfakcjonujący dla wszystkich członków rodziny. W efekcie świadome ojcostwo staje się fundamentem silnych relacji, opartych na wzajemnym wsparciu i zrozumieniu.

Bibliografia:

Miller, Tina. (2010). Making Sense of Fatherhood: Gender, Caring and Work. 1-206. 10.1017/CBO9780511778186.

Wyzwania w procesie stawania się ojcem i „Nowy ojciec” – ideał a rzeczywistość

Tata, ojciec…to ekscytująca, ale i pełna wyzwań przygoda. Przyszli tatusiowie mierzą się z formalnościami (np. przy porodzie rodzinnym), niedostatecznym wsparciem systemowym, a także muszą mierzyć się z wieloma dylematami natury osobistej. Jednocześnie media i społeczeństwo kreują obraz „nowego ojca” – w pełni zaangażowanego, czułego i obecnego w życiu dziecka. W tym wpisie, który jest kontynuacją wcześniejszych rozważań, spróbuję opisać, jak wyglądają wyzwania przyszłego ojca w praktyce, czym różni się ideał od rzeczywistości oraz dlaczego aktywne ojcostwo wymaga zarówno partnerstwa w rodzicielstwie, jak i odpowiedniego wsparcia.

Wyzwania w procesie stawania się ojcem

Podczas pierwszej ciąży byliśmy z żoną zdecydowani na poród rodzinny. Nie wyobrażałem sobie, że mogłoby mnie zabraknąć przy narodzinach pierwszego dziecka, chociaż nie ukrywam, że miałem pewne lęki i obawy związane z tym doświadczeniem. Szczególnie mocno utkwiły mi w pamięci słowa, że personel obawia się tego, że będzie musiał zająć się „reanimacją” ojca, zamiast przyjmować na świat nowe życie. Okazało się , że aby uzyskać zgodę personelu medycznego na moją obecność, musimy z żoną odbyć kurs określany mianem „szkoły rodzenia”. W 2015 roku dało się jeszcze wyczuć, że „mężczyzna musi zasłużyć” na wejście na salę porodową. Z czasem dostrzegłem, że taka szkoła rodzenia była dla mnie cennym wsparciem – pomogła zrozumieć proces porodu i podpowiedzieć, jak jako przyszły tata mogę realnie pomóc.

Emocjonalna przepaść i fizyczny dystans

Jednym z większych wyzwań przed którymi stanąłem jako przyszły ojciec nie był natomiast w pierwszej kolejności sam poród. Przez dziewięć miesięcy doświadczałem bowiem tego, o czym nie wspomina chyba nigdzie, a był to brak fizycznego kontaktu z dzieckiem w łonie matki. Przyszła mama czuje ruchy i doświadczane przez nią zmiany są dla niej bardziej namacalne. Ojciec – nawet zaangażowany – może to wszystko jedynie obserwować „z zewnątrz”. Przykładanie dłoni do brzucha to ledwie namiastka tego, co przeżywa kobieta. Wiele osób opisuje to uczucie jako „patrzenie przez zamazaną szybę”. Cieszyłem się, że już niedługo będę mógł wziąć w ramiona małego człowieka, owoc miłości dwojga kochających się osób, ale czułem dystans. Myślę, że wielu mężczyzn o tym nie mówi, ale odczuwa podobnie.

Ojciec trzymający za rękę żonę podczas badania USG
Ojcowie coraz częściej towarzyszą swoim partnerkom w czasie ciąży i porodu

Marginalizacja ojców w opiece medycznej

Nie będzie oczywiście żadnym odkryciem stwierdzenie, że w systemie opieki zdrowotnej uwaga koncentrowana jest głównie na matce i dziecku. To zrozumiałe, ale często prowadzi do wykluczenia ojców. Badania (Deave & Johnson, 2008) wskazują, że lekarze i położne rzadko pytają o emocje taty. Na szczęście obserwujemy powolną poprawę – coraz więcej personelu medycznego dostrzega potrzeby i rolę ojca w procesie ciąży, porodu i połogu. Nie wiem jakie są doświadczenia innych ojców uczestniczących w porodach rodzinnych, ale dla mnie to były niesamowite doświadczenia.

Za każdym razem, kiedy stałem obok żony, trzymałem ją za rękę, całowałem, dotykałem, by pobudzić wydzielanie oksytocyny, moje ciało i umysł przepełniało uczucie, że jestem w centrum cudu. Z dwóch połączonych komórek kształtował się w brzuchu mojej żony człowiek, nigdy nie myślałem o naszym dziecku w kategoriach płodu. Kiedy tak stałem, patrzyłem, bałem się – w pierwszej kolejności o żonę, kiedy próbowałem czuć to, czego nawet w najmniejszym stopniu nie mogłem odczuć czułem się niesamowicie. A kiedy słyszeliśmy pierwszy krzyk…polecam. Dodam jeszcze, że dopiero przy trzecim porodzie faktycznie odczułem wyraźną zmianę, kiedy położona zaproponowała mi kangurowanie z noworodkiem.

Dylematy moralne i „moralna pozostałość”

Jako ojcowie często chcemy aktywnie uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących ciąży i porodu, jednak to kobieta, która nosi w sobie dziecko, podejmuje ostatecznie większość decyzji i nie ma się czemu dziwić – ona chce przeżyć poród w sposób w miarę komfortowy. Draper i Ives (2013) nazywają to „moralną pozostałością” – ojciec czuje ogromną odpowiedzialność, a zarazem ma ograniczone możliwości wpływu. Taki konflikt może prowadzić do sprzecznych emocji, w tym poczucia frustracji czy wykluczenia.

„Nowy ojciec” – ideał a rzeczywistość

Współcześnie promowany wizerunek „nowego ojca”: czułego, zaangażowanego i wszechstronnie wspierającego dziecko i matkę to piękna wizja. Natomiast samo modelowanie wizerunku ojca jest niewystarczające. Żeby model przekształcił się w pełni funkcjonalny byt niezbędne jest odpowiednie, wielowymiarowe wsparcie – zarówno społeczne, jak i systemowe. Wiele zależy też od indywidualnych uwarunkowań, takich jak sytuacja rodzinna, zawodowa czy finansowa.

Oczekiwania a rzeczywistość: dlaczego się rozmijają?

Chcemy być perfekcyjnymi tatusiami i jednocześnie sprawnie rozwijać naszą karierę. Pojawiają się też stereotypy dotyczące męskości i roli żywiciela rodziny. Czy rezygnacja z awansu na rzecz większego zaangażowania w wychowanie dziecka nie podważa „męskości”? Czy okazując czułość i empatię, wciąż wzbudzam szacunek u dziecka i otoczenia?
Moje doświadczenia pokazują, że bycie obecnym w pierwszych miesiącach życia dziecka to wartość nie do przecenienia. Zrezygnowałem z intensywnego rozwoju zawodowego na rzecz rodziny i nie żałuję.

Każda rodzina jest jednak inna – nie istnieje uniwersalny wzór, który sprawdzi się w każdej sytuacji. Warto jednak moim zdaniem usłyszeć w sobie naturalny głos, porzucić na jakiś czas ambicje zawodowe, hobby i inne rzeczy, które dotychczas stanowiły oś naszego życia. Kiedy w domu pojawia się dziecko, to ona powinno być dla Ciebie najważniejsze. Nie zastąpisz swojej obecności nawet najlepszą zabawką.

Bibliografia:

Ewolucja ojcostwa: od patriarchatu do bliskości

Ewolucja ojcostwa to temat, który coraz częściej pojawia się w debacie publicznej. Coraz częściej słyszymy o zaangażowanym tacie, który przełamuje patriarchalny model rodziny i aktywnie uczestniczy w życiu domowym oraz w wychowaniu dzieci. Współczesne ojcostwo to nie tylko obowiązek finansowy, ale także równość ról, świadoma opieka oraz bliska relacja z dzieckiem. W tym wpisie przyjrzymy się przemianom, jakie zachodzą w postrzeganiu roli ojca: dlaczego urlop ojcowski zyskuje na popularności, co stoi na przeszkodzie pełnej współpracy w rodzinie i jak wspólne zaangażowanie rodziców wpływa na poczucie bezpieczeństwa dziecka.

Ojcostwo jako dziejowa spuścizna

Patriarchalny model rodziny, w którym ojciec jest dominującą postacią, głową rodziny i żywicielem, wciąż ma swoich zwolenników. Spotkałem się z opiniami, że „mężczyzna to musi być facetem z krwi i kości, a nie tam pętać się w kuchni czy na placu zabaw”. Usłyszałem kiedyś żartobliwy komentarz kolegi: „Ale cię żona wychowała, stary, że ty pieluchy zmieniasz?!”. Muszę wam przyznać, że nie poczułem się w żaden sposób urażony tymi słowami. W mojej ocenie to był nawet komplement, chociaż intencja była jak sądzę inna.

Nie jest moją intencją potępiać rodzin, w których tradycyjny układ się sprawdza, o ile panuje tam wzajemny szacunek i zgoda wszystkich domowników. Problem pojawia się wtedy, gdy ojciec jest w tej roli nieszczęśliwy lub gdy matka przytłoczona jest całym ciężarem obowiązków domowych, bo „przecież to jej zadanie”. W takiej sytuacji brak równowagi prowadzi do frustracji obojga rodziców. A kiedy rodzice są sfrustrowani, cierpi na tym relacja z dzieckiem, które nie otrzymuje wystarczającego wsparcia emocjonalnego.

Co więcej, dzieci, które dorastają w atmosferze ciągłego stresu lub w domu z wyraźnym podziałem ról „mama od wszystkiego, tata od zarabiania”, mogą powielać te schematy w dorosłym życiu. Zmiana wzorców wymaga więc nie tylko indywidualnej decyzji każdego z nas, ale i szerszej edukacji społecznej.

Nowe spojrzenie na rolę taty

Współcześnie coraz częściej mówi się o „zaangażowanym ojcu” lub „nowym ojcu”, który nie tylko zapewnia byt materialny, lecz także daje dziecku poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego. Taki tata to osoba otwarta, empatyczna i gotowa współdziałać z matką w wychowaniu dzieci – nie boi się pieluch, codziennej opieki czy wspólnych zabaw.

Według licznych badań psychologicznych (np. raportów Tato.Net czy publikacji naukowych z obszaru psychologii rozwojowej) zaangażowanie ojca jest istotne dla prawidłowego rozwoju dziecka. Maluch, który czuje emocjonalną więź z tatą, uczy się budować zdrowe relacje, rozwija poczucie własnej wartości i lepiej radzi sobie z wyzwaniami życiowymi. Obecność ojca jest więc nie tylko wsparciem dla matki, ale też inwestycją w dobrostan i przyszłość dziecka.

Przeszkody na drodze do równości ról

Podział obowiązków zawodowych i rodzinnych

Najtrudniejsze bywa pogodzenie życia zawodowego z rodzinnym. W teorii brzmi to pięknie: idziesz do pracy, wracasz szybko do domu, spędzasz czas z rodziną. W praktyce – etat i dojazdy często zabierają mnóstwo czasu, a pracodawcy stawiają wysokie wymagania co do dyspozycyjności.

Wielu mężczyzn stoi przed wyborem: albo w pełni zaangażuję się w pracę, tracąc cenne chwile z dzieckiem, albo stawiam na rodzinę, ryzykując konsekwencje zawodowe. Każdy próbuje znaleźć własny „złoty środek”, ale nie zawsze jest to łatwe. Wpływa to na poziom stresu i może odbijać się negatywnie na relacjach w domu – a przecież celem powinno być dążenie do work-life balance, który służy zarówno rodzicom, jak i dzieciom.

Urlop ojcowski – teoria a praktyka

Wprowadzenie w Polsce (w 2010 r.) urlopu ojcowskiego było dużym krokiem naprzód. Teoretycznie daje on ojcom możliwość spędzenia dwóch tygodni z dzieckiem. W praktyce jednak bywa różnie. Wielu mężczyzn boi się reakcji pracodawcy lub słyszy: „Po co ci ten urlop, przecież i tak nic nie zrobisz przy dziecku?”. Takie komentarze skutecznie zniechęcają do aktywnego korzystania z praw, które de facto przysługują nam ustawowo.

Są jednak pozytywne przykłady ojców, którzy z dumą korzystają z urlopu i w pełni angażują się w opiekę. W dużych, międzynarodowych firmach często promuje się „work-life balance”, umożliwiając elastyczną pracę lub dodatkowe benefity dla rodziców. Wciąż jednak do pełnej normalności i powszechnej akceptacji zaangażowanego ojcostwa potrzeba zmiany mentalności – tak wśród pracodawców, jak i w samym społeczeństwie.

Dlaczego warto dążyć do bliskości w ojcostwie?

Budowanie głębokiej więzi

Zaangażowany tata buduje z dzieckiem bliską relację już od pierwszych dni życia. Wspólne karmienie (choćby butelką), usypianie, przewijanie czy zabawy na macie uczą dziecko, że tata jest obecny i troszczy się o jego potrzeby. Taka więź procentuje w przyszłości: maluch nabiera zaufania do świata, bo czuje, że ma obok siebie bezpieczną i stabilną figurę

Rozwój emocjonalny dziecka

Psychologowie są zgodni, że obecność ojca w życiu dziecka przyspiesza jego rozwój społeczno-emocjonalny. Tata, który potrafi wyrażać emocje, uczy swoją pociechę, że nie tylko mama daje ciepło i wsparcie. Dziecko może w ten sposób czerpać wzorce zarówno męskiej, jak i kobiecej wrażliwości.

Wzajemne wsparcie rodziców

Gdy obowiązki są dzielone pomiędzy mamę a tatę, żadna ze stron nie czuje się samotna w „rodzicielskiej przygodzie”. To przekłada się na lepsze relacje w związku, mniej konfliktów i większe zrozumienie potrzeb drugiej osoby. W dłuższej perspektywie taka współpraca sprzyja umacnianiu więzi partnerskich, co z kolei tworzy bezpieczne środowisko dla rozwoju dziecka.

Ewolucja ojcostwa: wnioski

Ewolucja ojcostwa to proces, który trwa i przechodzi przez różne etapy: od patriarchalnego modelu, wciąż zakorzenionego w niektórych rodzinach, po zaangażowane i bliskie relacje, gdzie ojciec i matka są partnerami w opiece nad dzieckiem. Wyzwania, takie jak trudności z łączeniem pracy i życia rodzinnego czy obawy przed krytyką ze strony pracodawców i znajomych, nie powinny nas jednak powstrzymywać od świadomego podejmowania ról, które przynoszą korzyść całej rodzinie.

Warto pamiętać, że decyzja o aktywnym ojcostwie nie tylko wzbogaca relację z dzieckiem, lecz także pozytywnie wpływa na samopoczucie ojca i jego więź z partnerką. Chociaż przed nami jeszcze wiele do zrobienia, rosnąca popularność urlopów ojcowskich, warsztatów i inicjatyw dla tatów pokazuje, że zmiany postępują. To od nas zależy, czy staniemy się częścią tej pozytywnej transformacji.

Rola ojca w procesie macierzyństwa – nowe spojrzenie

To, że czytacie blog poświęcony zaangażowaniu ojców i przemianom, jakie przechodzi dziś rola ojca. Jeszcze kilkanaście lat temu ojciec był często „cichym bohaterem drugiego planu”: miał zapewnić rodzinie utrzymanie, a w wychowaniu pojawiał się raczej wtedy, gdy trzeba było wyegzekwować dyscyplinę lub nakreślić surowe granice. Dziś jednak wiele się zmienia, a współczesne normy coraz mocniej kładą nacisk na zaangażowanie emocjonalne, fizyczną obecność oraz partnerski podział obowiązków związanych z wychowaniem dzieci (Dermott, 2008).

I chociaż nierzadko, jako ojcowie obserwujemy kpiące uśmieszki, to właśnie w takich codziennych działaniach tkwi wielki potencjał zmiany, o której pragnę napisać, podpierając się także danymi, które zgromadziłem, analizując badania naukowe w tym obszarze.

Chciałbym w tym cyklu artykułów poświęconych roli ojca w przyjrzeć się temu, w jaki sposób mężczyźni definiują swoją rolę w okresie ciąży, porodu oraz w pierwszych latach życia dziecka, a także jakie wyzwania napotykają na tej drodze. Bo choć wiele się mówi o „nowym ojcostwie” i partnerstwie w wychowaniu dzieci, to jednak w praktyce bywa różnie. Oprócz tego pragnę przedstawić moje własne doświadczenia – te radosne, ale i te, które wprawiały mnie w zakłopotanie.

Zależy mi, by ten tekst był nie tylko teoretycznym omówieniem zjawiska, ale też swego rodzaju „listem” do innych ojców (i przyszłych ojców), którzy szukają wsparcia, zrozumienia i wskazówek. Zachęcam was także do włączenia się do dyskusji pod artykułem, bo mam wrażenie, że istnieje potrzeba zwrócenia uwagi na niedoceniany wpływ „nowego ojcostwa” na wyłaniający się zza horyzontu obraz nowego społeczeństwa.

Moje wyobrażenia związane z ojcostwem

Gdy jako młody mężczyzna marzyłem o zostaniu najlepszym ojcem pod słońcem, miałem w głowie obraz raczej tradycyjny. W moim wyobrażeniu ojciec reagował tylko wtedy, gdy sytuacja osiągała punkt krytyczny, czyli na przykład dziecko robiło się niegrzeczne albo pojawiał się jakiś poważny kłopot w szkole. Taka wizja marginalizowała rolę taty w codziennym życiu dziecka. Myślałem, że to w porządku – skoro tata całymi dniami pracuje, po pracy dokonuje drobnych napraw i remontów, a niestety często także jest pod wpływem alkoholu, co czterdzieści lat temu było pewną „normą”.

Mama była zawsze w stanie znaleźć dla nas czas, chociaż także pracowała w pełnym wymiarze, często pomagała tacie w „remontach” (przynieś, podaj, przytrzymaj), gotowała obiady, robiła pranie, chodziła na wywiadówki. Mama była jakby bardziej obecna – i to ona była także od czułości i przewijania, a tata od „poważnych spraw”. Przyznam szczerze, Z perspektywy czasu widzę, jak mocno ograniczona była moja wizja tego, czym może być rola ojca w codziennym życiu dziecka. Dobrze, że mogłem „podglądać” rodziny, w których życie toczyło się naprawdę z naciskiem na słowo „życie”.

Pamiętam moment, kiedy dotarło do mnie, jak ograniczony i krzywdzący dla wszystkich stron był opisany powyżej model rodziny. Podczas pierwszej ciąży mojej żony zacząłem czytać książki o rozwoju dziecka w łonie matki. Na zajęciach w szkole rodzenia uświadomiłem sobie, że ojciec może, a wręcz powinien być w samym centrum wydarzeń rodzinnych, a nie tylko na ich obrzeżach. Nie dlatego, że to jakaś „moda”, ale dlatego, że ma to kluczowe znaczenie dla rozwoju dziecka.

Dzięki wewnętrznej, naturalnej potrzebie obecności i bliskości, której pozwalałem się rozwijać od pierwszych tygodni ciąży, doświadczyłem jako przyszły tata wyjątkowego współuczestnictwa, chociaż nie do końca rozumiałem zachodzące wokół mnie i we mnie zmiany. Dałem się nieść fali, która kołysze naszą rodzinę do dnia dzisiejszego.

Rola ojca w wychowaniu dzieci – badania

W literaturze naukowej ojcostwo bywa definiowane na wiele sposobów, natomiast w mojej ocenie najtrafniejszego określenia, które stało się jednocześnie pierwszym bodźcem do napisania tego artykułu, użyła Tina Miller nazywając ojcostwo dynamicznym „performance’em”, zależnym od zmieniających się norm społecznych (Miller, 2011). Myślę, że dla wielu z nas, ojców, te zmiany są bardzo widoczne. Tradycyjne role patriarchalne, chociaż wciąż obecne, ustępują miejsca bardziej zrównoważonym wzorcom ojcostwa.

Rola ojca – tata zmieniający pieluchę niemowlakowi, codzienna troska i budowanie bliskości z dzieckiem.
Rola ojca wyraża się w codziennych działaniach – opieka i troska od pierwszych dni życia.

Esther Dermott (2008) podkreśla, że współczesne ojcostwo opiera się na intymnościemocjonalnej bliskości, co wymaga ponownego zdefiniowania dawnych ról. Kiedyś wystarczało, by mężczyzna był żywicielem rodziny, a w razie potrzeby wymierzał sprawiedliwość i ustalał zasady. Dziś sami mamy potrzebę (i słusznie!), żeby być emocjonalnym filaremrównoprawnym partnerem w rodzicielstwie – od pierwszych chwil życia dziecka.

Ostatnie lata przyniosły wiele raportów i badań potwierdzających zwiększone zaangażowanie ojców w opiekę nad dziećmi. Mężczyźni coraz częściej towarzyszą partnerkom w trakcie ciąży i w czasie porodu, coraz chętniej biorą urlop ojcowski, a także angażują się w codzienne obowiązki związane z pielęgnacją niemowlęcia. Rośnie też liczba ojców, którzy uczestniczą w różnych formach edukacji rodzicielskiej: warsztatach, spotkaniach klubu taty czy specjalistycznych szkoleniach dla przyszłych rodziców.

Ta przemiana nie dokonuje się jednak w próżni – równolegle wzmocnił się społeczny dyskurs na temat równości płci. Choć wciąż jeszcze daleko nam do pełnej równości w każdym aspekcie, świadomość znaczenia partnerskiego podejścia w rodzinie wzrasta. Niektórzy badacze wskazują nawet, że zaangażowanie ojców w opiekę nad dziećmi staje się swego rodzaju „nową normą”, a mężczyzna niezaangażowany spotyka się nieraz z krytyką środowiska. Oczywiście, wszystko zależy od kontekstu kulturowego i wsparcia systemowego, którego w Polsce nadal brakuje.

Urlopy ojcowskie: Polska na tle innych krajów

Jednym z najważniejszych wyznaczników transformacji ojcostwa jest rosnąca liczba mężczyzn korzystających z urlopów ojcowskich i rodzicielskich. W Polsce w 2023 roku z tej formy urlopu skorzystało 19 tysięcy ojców (w porównaniu do 3,7 tysiąca rok wcześniej). Co ciekawe, od stycznia do kwietnia 2024 roku urlop rodzicielski wykorzystało już 13,8 tysiąca mężczyzn, ale wciąż stanowi to zaledwie 7% wszystkich uprawnionych.

Na tle innych krajów nie wypadamy najlepiej. W Finlandii, Hiszpanii, Holandii, Norwegii czy Słowacji ojcowie mają prawo do dłuższych i lepiej płatnych urlopów. Istotny może okazać się wpływ dyrektywy work-life balance w Polsce, która wprowadza nietransferowalne prawo do 9 tygodni urlopu dla ojca. Jeśli więcej mężczyzn zacznie z tego prawa korzystać, być może przyspieszy to dalszą zmianę społeczną.

To pokazuje, że choć mamy do czynienia z pozytywnym trendem – więcej ojców niż kiedykolwiek wcześniej bierze czynny udział w życiu rodzinnym – wciąż jest wiele do zrobienia. Warto, abyśmy nawzajem inspirowali się dobrymi wzorcami i przekonywali innych mężczyzn, że aktywny tata to nie tylko moda, lecz przede wszystkim realne wsparcie dla partnerki, a także inwestycja w szczęśliwe i zdrowe dzieciństwo – i taka powinna być w moim odczuciu rola ojca.

Pamiętajmy, że zaangażowany tata to:

  • Bezpieczne i pełne wsparcia środowisko dla dziecka
  • Budowanie trwałej więzi od najmłodszych lat
  • Partnerstwo w codziennych obowiązkach i decyzjach wychowawczych
  • Wzorzec pozytywnych relacji dla przyszłych pokoleń

Mimo że rola ojca coraz częściej pojawia się w debacie publicznej, w praktyce wciąż jesteśmy gdzieś pomiędzy starym a nowym modelem. Z jednej strony, rosną oczekiwania wobec ojców (bo mamy świadomość, że ich obecność i zaangażowanie są kluczowe), a z drugiej – nie zawsze istnieją realne warunki, by te oczekiwania spełnić.

Ciąg dalszy w następnym wpisie – przyjrzymy się przeszkodom, które najczęściej pojawiają się na drodze do równości ról w rodzinie, oraz praktycznym wyzwaniom, z jakimi musi zmierzyć się współczesny tata – zarówno w okresie ciąży i porodu, jak i w pierwszych latach życia dziecka. Dowiecie się także, jak sam próbowałem łączyć pracę z rodzicielstwem i czego nauczyły mnie te doświadczenia.

Bibliografia:

  1. Dermott, E. (2008). Intimacy and Family Relationships in Modern Fatherhood.
  2. Miller, T. (2011). Making Sense of Fatherhood: Gender, Caring and Work.
  3. „Coraz więcej ojców korzysta z urlopów rodzicielskich”, PAP (pap.pl)
  4. Rośnie liczba ojców korzystających z urlopów rodzicielskich”, Gazeta Prawna (gazetaprawna.pl)
  5. Urlopy dla rodziców: Polska na tle innych krajów”, Share the Care (sharethecare.pl)

Rozwój dziecka: milion połączeń neuronowych na sekundę – jak pierwsze lata życia kształtują przyszłość

Rozwój dziecka w pierwszych latach życia to temat, który budzi coraz większe zainteresowanie zarówno wśród rodziców, jak i specjalistów. Realizując cele, które postawiłem sobie, zakładając tego bloga, od początku wiedziałem, że chcę sięgnąć nie tylko po własne obserwacje i doświadczenia innych rodziców, lecz także po twarde dane naukowe. W tym artykule opowiem, dlaczego pierwsze 2000 dni życia dziecka są tak istotne i jak wspierać jego rozwój na poziomie emocjonalnym, poznawczym i społecznym.

Wiele osób, które planują lub spodziewają się przyjścia na świat dziecka, ma – jak sądzę – pewne obserwacje związane z zrachowaniami innych rodziców, którzy bardzo często poświęcają się bez reszty, aby zapewnić swoim pociechom optymalne, a może lepiej napisać: najlepsze warunki rozwoju. Czytanie książek nienarodzonym jeszcze dzieciom to bardzo ważna i, niestety, coraz rzadziej praktykowana czynność. Tak naprawdę stanowi jednak tylko preludium. Już po narodzeniu dziecka w domu pojawiają się aktywizujące i angażujące zabawki, specjalne książeczki dla niemowląt oraz cała masa przedmiotów, które dla postronnego obserwatora mogą wydawać się zbędne lub nieco na wyrost.

Rozwój dziecka – tata czytający książkę niemowlakowi, wspólne chwile wspierające rozwój językowy i emocjonalny.
Wspólne czytanie to kluczowy element wspierania rozwoju dziecka w pierwszych latach życia.

Proszę jednak, abyście spróbowali wczuć się w sytuację, w której znajduje się noworodek. Z wygodnego i ciepłego łona trafia do świata, którego nie zna i którego nie jest w stanie ogarnąć zmysłami. Mózg noworodka jest w pewnym sensie zdezorganizowaną wiązką przewodów, czyli neuronów. To jeden z niewielu organów, które w momencie narodzin nie są w pełni rozwinięte – potrafi tak naprawdę kontrolować wyłącznie najprostsze funkcje, przede wszystkim te, które pozwolą mu przetrwać, jak bicie serca, pracę płuc czy odruch ssania, umożliwiający zapełnienie żołądka. W trakcie kolejnych 2000 dni mózg rozwinie się na tyle, że dziecko nie tylko zacznie mówić, biegać i skakać, ale nawet „pyskować” rodzicom. Oczywiście jest to pewna ironia z mojej strony, ale zawiera sporo prawdy.

Czy bezgraniczne angażowanie się rodziców w rozwój dziecka, często kosztem własnych wyrzeczeń, ma jakieś niepodważalne uzasadnienie naukowe? Okazuje się, że przeprowadzone na przestrzeni dziesięcioleci badania neurobiologiczne i behawioralne prowadzą do jednoznacznych wniosków – troska o prawidłowy rozwój dziecka od narodzenia do 5. roku życia decyduje tak naprawdę o kształtowaniu jednostki, która będzie w przyszłości podstawą dobrze prosperującego i zrównoważonego społeczeństwa. Każdy z nas staje się bowiem jego reprezentantem.

1. Mózg – od fundamentu po szczyty

Podstawowa architektura ludzkiego mózgu kształtuje się już od okresu życia płodowego i trwa nieprzerwanie do dorosłości. Doświadczenia gromadzone od najmłodszych lat mają olbrzymie znaczenie dla rozwoju wszystkiego, z czego będziemy korzystali w dorosłym życiu: inteligencji, zdrowia oraz wzorców zachowań. Pierwsze pięć lat życia dziecka można w dużym uproszczeniu porównać do budowy domu, a raczej do stawiania jego fundamentów. Najpierw powstają zbrojenia – podstawowy „szkielet” utrzymujący całą konstrukcję. Później wylewa się ławę fundamentową, na której będą posadowione mury. Jakiekolwiek zaniedbania na tym etapie będą bardzo trudne do skorygowania w przyszłości – osłabiona architektura mózgu, podobnie jak niewłaściwie wykonany fundament, może sprawić, że cała konstrukcja okaże się niestabilna czy podatna na pęknięcia.

Żeby jeszcze mocniej podkreślić znaczenie tych pierwszych 2000 dni oraz to, jak ważna jest ich jakość dla rozwoju Waszych dzieci, trzeba zdać sobie sprawę, że w badaniach, na które się powołałem, wykazano, iż w tym krótkim czasie w każdej sekundzie powstaje ponad milion nowych połączeń neuronowych. Po okresie szybkiego namnażania się komórek, niektóre połączenia zostają zredukowane w procesie zwanym przycinaniem, dzięki czemu obwody mózgowe stają się bardziej wydajne. Zaobserwowałem to u swoich dzieci – po przekroczeniu 5. roku życia (a w zasadzie bliżej 6.) stały się wtedy jakby „dojrzalsze” i bardziej wyrozumiałe.

Etapy rozwoju mózgu u dziecka można zauważyć w zasadzie z dnia na dzień. Jednego dnia dziecko nie jest w stanie „oderwać” się od piersi mamy, a kolejnego w ogóle nie myśli już o korzystaniu z jej pokarmu. Z naszej rodziny mogę przytoczyć przykład młodszej córki, miała wtedy niespełna 2. lata. Pewnego dnia powiedziała: Tata w smoczku jest dziura! To wyrzuć powiedziałem. Od tego dnia smoczek przestał istnieć w jej świadomości. Słyszałem wiele takich historii od różnych mam. Oczywiście przywołuję tutaj pewne skrajne przypadki, by pokazać, że poszczególne etapy rozwojowe mogą mieć gwałtowny przebieg, dlatego często określa się je mianem skoków rozwojowych.

Jednymi z pierwszych ścieżek, które zaczynają faktycznie wpływać na rozwój dziecka, są te odpowiedzialne za sensorykę. W tym okresie świadomi rodzice dostarczają dziecku kontrastowe, czarno-białe zabawki sensoryczne – książeczki kontrastowe, kostki, pluszaki, zawieszki do wózka czy kontrastowe maty. Pamiętam, że było tego naprawdę sporo. Wzrok i słuch to w dalszym ciągu zestaw pomagający przetrwać, ale równocześnie spełniają one ważną funkcję socjalizacyjną – pozwalają odróżnić rodziców od innych bodźców. Mniej więcej w tym samym czasie zaczynają się kształtować połączenia odpowiedzialne za wczesne umiejętności językowe (ok. 5. miesiąca życia – głużenie, gaworzenie, giganie) i wyższe funkcje poznawcze. Nadchodzi prawdziwa burza – połączenia neuronowe mnożą się i przycinają w określonej kolejności, a późniejsze, bardziej złożone obwody mózgowe budują się na bazie wcześniejszych, prostszych obwodów.

2. Interakcje bodźcem rozwojowym mózgu

Napiszę tak: mózg się „lasuje”. Opierając się na artykule, który będzie można pobrać pod tym wpisem w oryginale, można odnieść wrażenie, że na tym etapie rozwoju mózgu dochodzi do fazy wzajemnej eksploracji, a może nawet fascynacji? Naukowcy są przekonani, że głównym elementem tego momentu rozwojowego mózgu jest poszukiwanie i tworzenie relacji między rodzicami lub opiekunami. Małe dzieci w naturalny sposób szukają i potrzebują tych interakcji poprzez gesty, mimikę, głużenie, gaworzenie.

Dorośli, mając znacznie bardziej rozwiniętą sferę emocjonalną i percepcyjną, powinni odpowiadać dziecku analogiczną informacją zwrotną. Czasami wygląda to zabawnie dla postronnego obserwatora, ale zwróćcie uwagę, jak wielką radość daje uczestnikom tych „rozmów” ten pozorny dialog – dołeczki na policzkach dziecka i wzruszenie u rodzica. To pierwsze dialogi. Jeśli adresat komunikatu (dorosły) nie zareaguje lub jego odpowiedź okaże się w ocenie malucha nieodpowiednia, wówczas mogą wystąpić pierwsze zaburzenia, które mogą rzutować na przyszłe zachowania, bo rozwój struktur neuronalnych nie przebiegnie zgodnie z ewolucyjnym planem.

Rozwój dziecka – niemowlę patrzące na kontrastowe ilustracje wspierające rozwój wzroku i percepcji.
Zabawy sensoryczne pomagają rozwijać zmysły i wspierają rozwój dziecka od pierwszych dni.

3. Elastyczność mózgu jest odwrotnie proporcjonalna do wieku

Największą plastycznością charakteryzuje się mózg na wczesnym etapie życia, co ma logiczne uzasadnienie w konieczności dostosowania się do ogromnego spektrum interakcji, w które musi wejść. Z wiekiem dokonuje się pewna specjalizacja, umysł zaczyna wkraczać w stadium stabilizacji, a jego zdolności reorganizacyjne i adaptacyjne słabną.

Reakcja na nowe, nieoczekiwane wyzwania nie przypomina już „burzy w szklance wody”. Przykładowo, w pierwszym roku życia obszar mózgu odpowiedzialny za rozpoznawanie dźwięków w ujęciu fonicznym dokonuje specjalizacji w kierunku języka, w którym dziecko najczęściej przebywa. W tym czasie mózg traci zdolność do rozpoznawania dźwięków obecnych w innych językach.

Oczywiście nie oznacza to braku możliwości nauki języków obcych, ale z każdym kolejnym rokiem obwody odpowiedzialne za zdolności lingwistyczne stają się coraz bardziej „skostniałe”. Dlatego warto zainteresować się, czy w przedszkolu, do którego będzie uczęszczało dziecko, realizowany jest program dwujęzyczności.
Plastyczność na wczesnym etapie rozwoju oznacza, że znacznie łatwiej i z większą skutecznością można wpływać na kształtującą się architekturę mózgu, niż próbować przekształcać ją w wieku dorosłym.

4. Wszystko jest ze sobą powiązane

Kiedy tworzy się ośrodkowy układ nerwowy (OUN), mózg przejmuje rolę „dyrektora”, który koordynuje niejako „książkę skarg i zażaleń” całego organizmu. Aby tak skomplikowana struktura jak człowiek działała niezawodnie, potrzebna jest właściwa koordynacja wielu procesów. Stabilność emocjonalna oraz nabywane w trakcie rozwoju kompetencje społeczne mają kluczowe znaczenie dla zdolności poznawczych, stając się jednocześnie tworzywem i spoiwem dla dalszego rozwoju człowieka. Sukcesy zawodowe, a wcześniej szkolne, są konsekwencją wcześniej nabytych umiejętności społecznych, zdolności językowo-poznawczych i zjawisk zachodzących w sferze fizyczno-emocjonalnej.

5. Przewlekły stres lub traumatyczne przeżycia uszkadzają rozwijającą się architekturę mózgu

W zasobach Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego znalazłem bardzo interesujący artykuł dotyczący roli stresu w naszym życiu. Agnieszka Chocyk i Iwona Majcher-Maślanka zwracają uwagę, że przewlekły stres przyczynia się do wyeksploatowania fizjologicznego oraz emocjonalnego, grożąc poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi (tzw. stres toksyczny). Zainteresowanych tym tematem zachęcam do przeczytania wspomnianego artykułu, który zamieściłem w przypisach.

Odnieśmy się jednak do głównej kwestii poruszonej w tym wpisie. Zdaniem naukowców z Harvardu, przewlekły stres spowodowany zwykle czynnikami środowiskowymi, takimi jak życie w skrajnym ubóstwie czy w sytuacji długotrwałego konfliktu – nie tylko zbrojnego, ale także „wojen domowych” – ma toksyczny wpływ na rozwijający się mózg małego dziecka. Dlatego tak ważne jest, aby jak najszybciej prowadzić działania zmierzające do przywrócenia elastyczności mózgu na przykład u sierot wojennych, dzieci emigrantów czy świadków tragedii. Zaburzenia, z którymi dzieci nie są sobie w stanie same poradzić, pozostają często na całe życie, wpływając zarówno na stany emocjonalne, jak i na zdrowie fizyczne.

Żeby jeszcze bardziej uzmysłowić czytającym znaczenie pierwszych 2000 dni rozwoju dziecka, dodam, że tempo wzrostu mózgu jest naprawdę niewiarygodne. Po urodzeniu ma on około jednej czwartej wielkości przeciętnego mózgu dorosłego, w pierwszym roku podwaja swoją wielkość, a dziecko w wieku 3 lat dysponuje mózgiem stanowiącym aż 80% rozmiaru dojrzałego mózgu. U 5-latka to już 90%!

Wnioski?

Opierając się na przytoczonych powyżej informacjach, zapewne doszliście do podobnych wniosków, co ja. Moim zdaniem troska o prawidłowy rozwój emocjonalny i ewentualna wczesna interwencja mogą okazać się znacznie skuteczniejsze niż terapie naprawcze w późniejszym okresie. Jest to oczywiście apel do rodziców, aby dbali nie tylko o rozwój intelektualny, lecz także emocjonalny dziecka, na przykład czytając książki, opowiadając historie czy śpiewając wspólnie piosenki. To również sugestia dla instytucji i struktur państwowych sprawujących pieczę nad rodzinami, szczególnie tymi zagrożonymi nieprawidłowościami.

Właściwe podejście do rozwoju emocjonalnego, poznawczego, społecznego i językowego jest bowiem najlepszą ścieżką przygotowującą dzieci do odnoszenia sukcesów w szkole, miejscu pracy oraz w społeczeństwie. Wspieranie relacji i pozytywnych doświadczeń zaczyna się w rodzinie, ale może być również prowadzone w innych przestrzeniach – dla mnie ważnym miejscem było harcerstwo i biblioteka, gdzie życzliwe bibliotekarki wspierały moje „ucieczki” do świata literatury. Mózgi dzieci potrzebują stabilnych interakcji z dorosłymi – każde miejsce i metoda, które będą w stanie sprostać tym potrzebom, są godne uwagi (teatrzyki, bajkoterapia, zajęcia śpiewu i tańca itp.).


W przypadku dzieci doświadczających toksycznego stresu niezbędne bywają specjalistyczne, wczesne interwencje, które będą ukierunkowane na przyczynę stresu i ochronią dziecko przed jego konsekwencjami. Jeśli dostrzegasz, że w Twoim otoczeniu dzieje się krzywda dzieciom – nie pozostawaj bierny, działaj.

Rozwój dziecka – niemowlę bawiące się na kolorowej macie edukacyjnej z zabawkami stymulującymi zmysły.
Przyjazne bodźce stymulują rozwój dziecka już od pierwszych miesięcy życia.

Czytanie to nie tylko sposób na rozwój – to sposób na bliskość. Kiedy dziś przeczytasz swojemu dziecku książkę, co przeczyta ono Tobie za 30 lat?

Powyższy materiał powstał w oparciu o następujące materiały źródłowe:

  • 1. Center on the Developing Child (2007). The Science of Early Childhood Development (InBrief). Retrieved from www.developingchild.harvard.edu.
  • 2. Agnieszka Chocyk, Iwona Majcher-Maślanka: Wróg, wybawca, trener personalny czy guru? Zrozumieć stres i wypracować równowagę. Pism Przyrodnicze Wszechświat. Tom 124 Nr 1-3 (2023), s. 55-62.