Więź z dzieckiem nie buduje się sama. Jest efektem codziennych nawyków, rozmów i wspólnych chwil. Zanim zostałem ojcem, często zastanawiałem się, jak stworzyć rodzinę opartą na bliskości, a nie tylko na wspólnym spędzaniu czasu. Dziś wiem, że kluczem są proste, powtarzalne rytuały.
Kiedy jeszcze nie byłem mężem ani ojcem, układałem sobie w głowie różne scenariusze przyszłego życia rodzinnego. Pragnąłem, aby nie wyglądało ono tak, jak w przypadku wielu rodzin, które obserwowałem i które w mojej ocenie funkcjonowały w sposób częściowo dysfunkcyjny. Niby znajdowali czas na wspólne wakacje czy cotygodniowe wyjście do restauracji, a jednak można było odnieść wrażenie, że nawet wtedy nie tworzyli prawdziwej jedności. Każdy był obok, zajęty swoimi sprawami.
Na szczęście sporo czasu spędzałem również w domu przyjaciół, który postanowiłem potraktować jako swój wzorzec na przyszłość. Wielokrotnie obserwowałem tam piękny dialog dorosłych z dziećmi i przekonywałem się, że aby się zrozumieć, trzeba rozmawiać. Kiedyś zapytałem wprost, co zrobić, by życie rodzinne nie przeciekało między palcami, jak znaleźć czas na spokojną rozmowę z żoną i z dziećmi. Usłyszałem wtedy, a było to ponad dwadzieścia lat temu, że w ich rodzinie kluczem jest wieczorne dzielenie się tym, co w ciągu dnia było najlepsze, a co najtrudniejsze.
Wydawało mi się to wtedy aż nazbyt oczywiste i proste. Dziś, po ponad dwóch dekadach, wiem, że wdrożenie takiej praktyki rzeczywiście pomaga utrzymywać bliskość w naszej rodzinie. Mam też nadzieję, że kiedy nadejdzie czas dorastania, nasze dzieci wciąż pozostaną blisko nas.
Badania nad rodziną potwierdzają, że to właśnie codzienne, powtarzalne praktyki budują prawdziwy kapitał emocjonalny i społeczny dziecka. Urszula Lewartowicz zauważa, że wspólnotowość i potrzeba „bycia razem” stanowią podstawowy zasób relacji społecznych. W swoim artykule przywołuje słowa jednego z badanych, który wprost stwierdza: „ludzie potrzebują gadać, spotykać się i jeść”1. Nie są to słowa filozofa, choć właśnie tak mogą brzmieć.
Wspólne rozmowy i rytuały dnia codziennego można traktować jako formę swoistej animacji społecznej w obrębie rodziny, ponieważ pozwalają nie tylko na wymianę doświadczeń, lecz przede wszystkim na budowanie poczucia wspólnoty i zakorzenienia. Ten rzeczownik ma moim zdaniem kolosalne znaczenie we współczesnym, zagonionym świecie.
Znaczenie codziennych rytuałów podkreśla także pedagogika wczesnoszkolna. W podejściu Reggio Emilia dzieci, rodzice i nauczyciele współtworzą przestrzeń edukacyjną opartą na dialogu i wzajemnym słuchaniu. Jak pisze Alessandra Maj, istotą tej koncepcji jest to, że komunikacja nie jest dodatkiem, lecz fundamentem relacji. Wszyscy uczestnicy „włączają się w wymianę pomysłów, mając poczucie wspólnego celu i uznając komunikowanie za wartość”2. W rodzinie codzienny dialog powinien tworzyć klimat współodpowiedzialności i zaufania.
Do podobnych wniosków dochodzi Charles Duhigg, autor książki Siła nawyku. Zauważa on, że to nawyki w ogromnym stopniu kształtują nasze życie, ale to my wybieramy, jakie nawyki wprowadzamy i pielęgnujemy. Nie działają one na nas w sposób automatyczny, lecz to nasze wybory sprawiają, że przybieramy określoną formę3. W kontekście rodziny oznacza to, że bliskość i więź nie są dziełem przypadku, ale rezultatem świadomie budowanych rytuałów dnia codziennego.
Budowanie trwałych więzi rodzinnych nie polega na wielkich gestach ani na okolicznościowych podarunkach, ale przede wszystkim na codziennych, powtarzalnych praktykach, które nadają rytm wspólnemu życiu. To właśnie w nich dziecko doświadcza bliskości, poczucia bezpieczeństwa i akceptacji. W literaturze pedagogicznej i psychologicznej podkreśla się, że to małe rytuały, takie jak rozmowa, wspólny posiłek, zabawa czy czytanie, stają się fundamentem więzi emocjonalnych, a także źródłem rozwoju społecznego i poznawczego4.
Dlatego tak ważne jest, aby rodzice świadomie pielęgnowali codzienne nawyki wzmacniające relacje. Ich wartość potwierdzają zarówno badania, jak i doświadczenia rodzin, które od lat stosują proste praktyki budujące bliskość.
Na podstawie własnych doświadczeń, a także literatury naukowej chciałbym przedstawić pięć nawyków, które możecie wprowadzić w waszych rodzinach, aby wzmocnić więź ze swoimi dziećmi.
Jak codzienne rozmowy wzmacniają więź z dzieckiem
Każdy poranek i wieczór są moim zdaniem bardzo ważnym momentem w życiu każdej rodziny. Dlaczego? Kiedy siadamy rano do wspólnego śniadania, czasami zbyt szybkiego, ale zawsze wspólnego, dostrzegam na twarzach dzieci, jak układa się światło poranka. Widać, że ktoś jest niewyspany, komuś nie smakuje kanapka, ktoś miał może zły sen. To dosłownie 20 minut, w trakcie których można spróbować zbudować narrację na cały dzień. Kiedy spotkamy się za kilka godzin, zobaczę te same twarze, ale już z naleciałościami społecznego znoju.
Wieczorem z kolei można dostrzec bruzdy dnia. Ja tak to nazywam. Ktoś jest rozgadany i pełen optymizmu, ktoś jest już zmęczony i chce iść spać. W rodzinie wielodzietnej nie ma miejsca na nudę, ale zawsze jest przestrzeń na rozmowę. Krótka rozmowa rano i wieczorem to nie banał, lecz świadomy i potrzebny nawyk budowania relacji.
Takie codzienne rytuały komunikacyjne mają ogromne znaczenie dla kształtowania więzi, ponieważ dają dziecku poczucie przewidywalności i bezpieczeństwa. Jak podkreśla Anna Mitręga, stałe i jasne granice w wychowaniu, także te dotyczące obecności i komunikacji, tworzą dziecku „bezpieczną bazę”, z której może poznawać świat i uczyć się samodzielności5. Poranne słowo wsparcia czy wieczorne podsumowanie dnia są właśnie takimi granicami: pokazują, że dorosły jest dostępny i zainteresowany.
Badania nad aktywnym rodzicielstwem pokazują, że to właśnie codzienna, powtarzalna obecność rodziców ma największy wpływ na dobrostan dziecka. Ron Oostdam i Edith Hooge dowodzą, że rozmowy w domu dotyczące chociażby szkolnych doświadczeń czy relacji z rówieśnikami nie tylko wzmacniają więź, ale także stymulują rozwój intelektualny i językowy dziecka. To krótkie momenty kontaktu, w których rodzic wysyła jasny sygnał, że sprawy dziecka są dla niego ważne. I nie chodzi wyłącznie o reagowanie na potencjalne problemy, które bywają już wołaniem o pomoc, ale o codzienny, uważny wgląd w całokształt życia dziecka.
Z naszego doświadczenia mogę powiedzieć, że czasami wystarczą zaledwie dwie lub trzy minuty rozmowy, które dobrze wykorzystane przynoszą lepszy efekt niż wielogodzinne tłumaczenia. Traktuję takie chwile jak inwestycję w przyszłość, ponieważ wierzę, że jej owoce będziemy mogli obserwować szczególnie w okresie dorastania, gdy, jak wszyscy wiemy, więź rodzinna zostaje wystawiona na próbę.
Dlaczego wspólna zabawa buduje więź z dzieckiem
Być może dla wielu z was zabrzmi to jak oczywistość, ale muszę się przyznać, że odkrycie wspólnej zabawy było dla nas olbrzymim krokiem naprzód w naszych relacjach rodzinnych. Mam wrażenie, że zabawa z dziećmi nie jest czynnością, w którą rodzice chętnie się włączają, a tym bardziej angażują. Na pewno składa się na to wiele czynników, wśród których jest zmęczenie po pracy, ogrom obowiązków dodatkowych i wszystkie „musy”: muszę posprzątać, muszę ugotować, muszę powiesić pranie i tak dalej.
Często w takich sytuacjach w domu pojawia się dużo zabawek, które mają rekompensować brak czasu dla dzieci. Często także słyszę od rodziców, że dzieci zabawkami się nie bawią. Zadajmy sobie pytanie: dlaczego? Moja odpowiedź brzmi, że dzieci nie chcą bawić się „z zabawkami”, one marzą, żeby bawić się z rodzicami. Naprawdę wszystkie wymienione „musy” możecie nieco rozciągnąć w czasie. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że dzieci chętnie zjedzą zwykłe kanapki na kolację, jeśli wcześniej dobrze się z nimi wybawicie.
Zabawa to nie tylko sposób na spędzanie wolnego czasu, ale przede wszystkim przestrzeń, w której dziecko uczy się relacji, zasad i współpracy. Badania nad aktywnym rodzicielstwem pokazują, że angażowanie rodziców w aktywności edukacyjne z dziećmi w domu komunikuje im oczekiwania wobec osiągnięć. Można zatem powiedzieć, że wspólna zabawa, czy to w formie klocków, gry w piłkę, czy wspólnego gotowania, staje się inwestycją w relację i rozwój kompetencji dziecka.
Zabawa ma także wymiar wychowawczy. Jak zauważa Anna Mitręga, kompetencje rodzicielskie polegają między innymi na łączeniu bliskości z wyznaczaniem granic, a zabawa jest naturalnym polem do ćwiczenia tej równowagi. Gra w planszówki, układanie puzzli, sport czy wspólne budowanie z klocków pozwalają dziecku doświadczać zarówno swobody, jak i konieczności przestrzegania reguł.
Co ważne, zabawa nie traci znaczenia wraz z dorastaniem. Agata Komendant podkreśla, że relacje młodych ludzi kształtują się w interakcjach, w których ważną rolę odgrywają status i akceptacja grupy. Pierwszą i najważniejszą grupą dla dziecka pozostaje jednak rodzina. Wspólna aktywność z rodzicem daje dziecku, a później także nastolatkowi, poczucie bezpieczeństwa oraz pewność, że jest akceptowane i traktowane poważnie. Szczególnie mocno widać to w przypadku dzieci z ASD, które w środowisku szkolnym często stykają się z sytuacjami społecznymi, jakich wcześniej nie znały. Chodzi między innymi o intrygi, wykluczanie, nieszczerość czy kłamstwo.
Pamiętajcie, że zabawa to także język miłości. To wyjątkowe chwile, w których rodzic przestaje być kontrolerem, a staje się partnerem. W takim doświadczeniu dziecko otrzymuje ważny komunikat: jesteś dla mnie ważny nie dlatego, że masz osiągnięcia, ale dlatego, że chcę z tobą być. Moim zdaniem taki przekaz kształtuje w dzieciach poczucie własnej wartości i wzmacnia rodzinne więzi, które, podobnie jak rozmowa, będą procentować szczególnie w okresie dorastania.
Jako tata w rodzinie wielodzietnej muszę się jeszcze do czegoś przyznać. Dla wielu rodziców może się to wydawać nieoczywiste, ale w większej jednostce społecznej łatwiej jest budować relacje. Dzieci nauczone zabawy bardzo dobrze organizują swój czas samodzielnie. Piszę ten artykuł trzeci dzień, poświęcając mu około półtorej godziny dziennie, a w tym czasie moje dzieci doskonale się bawią, żona odpoczywa lub rysuje, a tylko sporadycznie „ekipa” potrzebuje wsparcia, bo przecież sytuacje konfliktowe także się zdarzają.
W jaki sposób odkładanie telefonu wspiera więź z dzieckiem
Mam nieodparte wrażenie, że ten fragment może się wam szczególnie nie podobać. Chciałbym bowiem zwrócić waszą uwagę na zachowanie, które w mojej ocenie jest bardzo popularne, zdecydowanie zbyt popularne. Wiąże się ono z potrzebą bycia w ciągłym kontakcie, a w rzeczywistości często oznacza pozostawanie bez kontaktu z tymi, którzy są dla nas najważniejsi, czyli z rodziną.
Telefon komórkowy, a precyzyjniej smartfon, to prawdopodobnie jeden z największych „pożeraczy uwagi” w naszych rodzinach i życiu społecznym. Oczywiście jest to bardzo przydatne narzędzie, które pozwala znacząco uprościć wiele codziennych czynności. Dzięki odpowiednim aplikacjom nie trzeba już samodzielnie szukać szlaków w górach, najlepszych restauracji, a nawet partnera życiowego. Na to wszystko patrzą jednak nasze dzieci. Z rozmów z wychowawcami w szkole wiem, że zdarzają się sytuacje, w których dzieci próbują scrollować ilustracje w książkach, jakby były ekranem telefonu.
W wielu domach powtarza się podobny scenariusz: wspólny posiłek, rodzina zgromadzona przy stole, a w trakcie nakładania zupy pojawia się pokusa sprawdzenia wyniku meczu czy wiadomości. Chwila szybko zmienia się w kilkanaście minut całkowitej nieobecności. Dzieci w tym czasie mogą się wycofać lub próbować zwrócić na siebie uwagę. To, co miało być krótkim przerywnikiem, staje się barierą w budowaniu więzi.
Rodzice mają niestety trudności w stawianiu stałych (My także 🙂 )granic, zarówno dzieciom, jak i sobie samym. Anna Mitręga zauważa, że kompetencje wychowawcze polegają nie tylko na dawaniu bliskości, lecz także na umiejętności odmawiania, panowania nad impulsami i modelowania zachowań.
Charles Duhigg wyjaśnia, że nawyki funkcjonują w pętli składającej się z bodźca, rutyny i nagrody. Spoglądanie w telefon przy stole jest właśnie taką pętlą. Na szczęście każdą z nich można zmienić, jeśli świadomie wypracujemy nową rutynę. Dobrą praktyką może być odkładanie telefonu do innego pomieszczenia w czasie posiłku. Nagrodą staje się realna obecność i bliskość z rodziną.
W szerszej perspektywie społecznej Urszula Lewartowicz zwraca uwagę, że jednym z podstawowych zasobów wspólnoty jest potrzeba bycia razem. Telefon w ręku rodzica w czasie, który miał być czasem rodziny, rozbija tę wspólnotowość. Bycie razem nie sprowadza się bowiem do fizycznej obecności, ale do realnego uczestnictwa w rozmowie i wspólnym doświadczeniu.
Spróbujcie więc potraktować odkładanie telefonu po pracy jako świadomy rytuał rodzinny. To nie tylko rezygnacja z bodźców zewnętrznych, ale przede wszystkim symboliczny gest, którym dajecie swojej rodzinie sygnał, że jest dla was ważniejsza niż wszystko, co dzieje się w sieci.
Jak zadawanie pytań pogłębia więź z dzieckiem
Wydawać by się mogło, że pytania są jednym z najprostszych nawyków rodzicielskich. W rzeczywistości kryje się w nich pewna pułapka. Jeśli zadawane są w sposób przypominający przesłuchanie, dziecko może zacząć się zamykać zamiast otwierać. Kluczem jest intencja, którą dziecko bardzo szybko rozpoznaje.
Podstawą relacji, co podkreśla także podejście Reggio Emilia, jest dialog rozumiany jako autentyczna komunikacja, a nie jedynie wymiana informacji. Pytanie zadane z ciekawością i szacunkiem staje się zaproszeniem do rozmowy. Codzienne pytania nie tylko o oceny, ale także o emocje i relacje, uczą dziecko, że jego świat jest ważny.
Umiejętne zadawanie pytań buduje zaufanie. Jeśli dziecko doświadcza zainteresowania bez oceny, w okresie dorastania łatwiej będzie mu mówić o sprawach trudnych. W przeciwnym razie pytania mogą zostać odebrane jako kontrola.
Warto więc rozwijać w sobie postawę autentycznej ciekawości. Można potraktować to jako nawyk: bodźcem jest powrót dziecka do domu, rutyną zadanie pytania, a nagrodą pogłębienie relacji.
Dlaczego wspólne czytanie rozwija więź z dzieckiem
Jednym z moich najpiękniejszych wspomnień z okresu, kiedy dzieci były jeszcze małe, są wieczory spędzane na wspólnym czytaniu. Zdarzało mi się przekręcać słowa ze zmęczenia, ale reakcje dzieci wynagradzały wszystko. Śmiech, emocje, komentarze w trakcie lektury dawały poczucie, że to moment naprawdę ważny.
Czytanie nie jest jedynie rozrywką ani przygotowaniem do samodzielnej lektury. To przestrzeń spotkania, w której dziecko doświadcza uwagi i bliskości rodzica. Badania nad aktywnym rodzicielstwem pokazują, że takie praktyki wspierają rozwój poznawczy i motywację szkolną, ale równie istotne są korzyści emocjonalne.
Wspólne czytanie ma także głęboki wymiar kulturowy. Nawiązuje do tradycji ustnego przekazywania opowieści, które budowały wspólnotę i tożsamość. Nawet kilkanaście minut dziennie może stać się rytuałem, który wzmacnia więź i poczucie przynależności.
Moim zdaniem wspólne czytanie jest jednym z najprostszych, a zarazem najpiękniejszych nawyków, jakie rodzic może wypracować z dzieckiem. Książka staje się wtedy nie tylko źródłem wiedzy, ale także pretekstem do bycia razem.
Mam nadzieję, że opisane powyżej nawyki staną się dla was inspiracją do budowania własnych rytuałów rodzinnych. Każda rodzina jest inna, ale to właśnie codzienne, drobne działania tworzą trwałą więź i poczucie bezpieczeństwa dziecka.
Na zakończenie chciałbym zaproponować pytanie, które możecie skierować do swojego dziecka:
„Czy uważasz, że spędzam za dużo czasu z telefonem? Dlaczego tak lub dlaczego nie?”
Pisząc ten artykuł korzystałem z następujących źródeł:
- U. Lewartowicz, Możliwości i ograniczenia działalności animacyjnej w gminnych ośrodkach kultury, „Dyskursy Młodych Andragogów” 21/2020, s. 319. ↩︎
- Cyt. za: A. Maj, Podejście Reggio Emilia jako doświadczenie partycypacji rodziców, Wrocław 2014, s. 113 ; P. Cagliari, A. Barozzi, C. Guidici, Ku edukacyjnemu przedsięwzięciu opartemu na partycypacji – przemyślenia, teorie i doświadczenia, [w:] Demokracja i edukacja: dylematy, diagnozy, doświadczenia, red. K. Gawlicz, P. Rudnicki, M. Starnawski, T. Tokarz, Wrocław 2014, s. 221. ↩︎
- Ch. Duhigg, Siła nawyku. Dlaczego robimy to, co robimy, i jak można to zmienić w życiu i biznesie, tłum. A. Paszkowska, Warszawa 2013, s. 18–20. ↩︎
- R. Oostdam, E. Hooge, Making the difference with active parenting: forming educational partnerships between parents and schools, „European Journal of Psychology of Education” 28(2013), s. 338. ↩︎
- A. Mitręga, Stawianie stałych granic zachowania – obszar (nie)kompetencji rodziców, Uniwersytet Wrocławski 2016, s. 189. ↩︎