Krainy idealne w twórczości Wergiliusza i Owidiusza powracają do mnie wraz z pytaniem o to, co właściwie znaczy dobrze i godnie żyć. Są, moim zdaniem, dwie okoliczności, które szczególnie sprzyjają takim rozważaniom i skłaniają nas do weryfikowania własnego obrazu świata oraz naszego w nim miejsca.
Pierwszą jest spotkanie z naturą i jej rytmem. Wiosna i jesień sprzyjają refleksji: jedna pozwala obserwować odradzanie się życia, druga przypomina o przemijaniu. Właśnie jesienna refleksja stała się dla mnie impulsem do napisania tego tekstu.
Drugą jest doświadczenie straty. To, co dotąd wydawało się trwałe i oczywiste, nagle przestaje takie być. Zmienia się hierarchia spraw, a pytania odkładane na później domagają się odpowiedzi. Dawne memento mori, czyli pamiętaj o śmierci, nabiera wówczas osobistego znaczenia. Przypomina o ograniczoności czasu, który mamy, i każe zastanowić się, jak chcemy go przeżyć.
Natura i strata, choć na różne sposoby, przywołują nas zatem do pytania o dobre i godne życie. Co właściwie je tworzy? Spokój, bliskość innych, poczucie sensu? Możliwość pozostania w miejscu, które nazywamy domem? I dlaczego tak często dostrzegamy wartość tych rzeczy dopiero wtedy, gdy zaczyna ich brakować? Z tymi pytaniami sięgam do utworów obu rzymskich poetów. Kreowane przez nich światy pozwalają przyjrzeć się ludzkim potrzebom i tęsknotom. Przestrzeń wolną od codziennych trosk można odczytać jako wyraz pragnienia harmonii, ale także jako miarę, którą przykładamy do własnej rzeczywistości. Wyobrażając sobie szczęśliwe życie, odsłaniamy przecież to, czego najbardziej nam brakuje
Krainy idealne w literaturze. Skąd tęsknota za Arkadią?
Alina Witkowska w rozważaniach nad tradycją sielankową przywołuje słowa niemieckiego filozofa Johanna Gottfrieda Herdera: „Arkadia mieszka w naszym sercu; tu jest Arkadia, przed tobą, dookoła ciebie, ona jest tylko w tobie; Arkadia kwitnie wszędzie, albo nie kwitnie nigdzie”1.
Być może zatem poszukiwanie idealnej krainy zaczyna się od naszego sposobu patrzenia. Pozostaje jednak pytanie, czy sama wewnętrzna harmonia wystarczy, kiedy człowiek traci dom, bliskich albo poczucie bezpieczeństwa. Właśnie to napięcie między pragnieniem szczęścia a kruchością jego podstaw odnajduję w twórczości obu rzymskich poetów.
Poetyckie wizje krain idealnych mają u Wergiliusza i Owidiusza wiele znaczeń. Pozbawiona doczesnych trosk przestrzeń staje się przedmiotem tęsknoty, ale również sposobem rozpoznawania własnych potrzeb. Łatwo przecież powiedzieć, że pragniemy szczęścia. Znacznie trudniej określić, na czym miałoby ono polegać i z czego bylibyśmy gotowi zrezygnować, aby je osiągnąć.
Arkadyjski mit pozwala nadać tym rozważaniom konkretny kształt. Poeci budują coś na podobieństwo pomostu między doświadczeniem czytelnika a wyobrażeniem lepszego świata. Niczym przewodnicy prowadzą nas przez miejsca, w których życie mogłoby wyglądać inaczej. Nie zawsze jednak obiecują, że można w nich zamieszkać. Czasami pozwalają jedynie zobaczyć, co utraciliśmy.
Warto przy tym pamiętać, że Arkadia, złoty wiek i Elizjum nie oznaczają dokładnie tego samego. Pierwsza przywołuje przede wszystkim pasterską przestrzeń i bliskość natury. Złoty wiek jest wyobrażeniem szczęśliwego czasu, natomiast Elizjum należy do świata zmarłych. Łączy je pragnienie harmonii, lecz każda z tych wizji inaczej określa warunki jej osiągnięcia.
Złoty wiek w Metamorfozach Owidiusza
Żeby przyjrzeć się sposobom kreowania idealnego świata u obu poetów, proponuję rozpocząć od Owidiusza, choć jego twórczość jest późniejsza. Dlaczego wybieram taką kolejność? Opis czterech wieków ludzkości zawarty w „Metamorfozach”, nazywanych również „Przemianami”, pozwala najpierw zobaczyć świat, który nie potrzebuje naprawy. Dopiero z tej perspektywy chciałbym spojrzeć na Wergiliuszowe próby odnajdywania ładu w rzeczywistości znacznie mniej przyjaznej człowiekowi.
Obaj poeci tworzyli w czasach wielkich przemian rzymskiego świata, ale ich doświadczenia nie były jednakowe. Wergiliusz znał niepokój wojen domowych, którego ślady odnajdujemy w „Bukolikach”. Młodszy Owidiusz dorastał w warunkach stopniowo umacniającego się porządku Augusta. Przywoływana w tym kontekście Pax Romana nie oznaczała jednak całkowitego zaniku wojen. Rzymski pokój miał swoje granice, a bezpieczeństwo jednych nie zawsze stawało się udziałem innych.
Na tym tle opowieść Owidiusza o złotym wieku nabiera szczególnego znaczenia. Otrzymujemy obraz życia opartego na prawości, zaufaniu i bliskości natury. Ludzie nie potrzebują kar, aby postępować uczciwie. Nie budują fortyfikacji, nie chwytają za broń, nie zabiegają o zdobycie cudzej ziemi. Dobro nie wymaga jeszcze obrony przed drugim człowiekiem.
Wieczna wiosna i dostatek. Czyż nie był piękny wiek złoty? Ziemia sama wydaje pożywienie, a człowiek korzysta z jej darów bez konieczności nieustannego przekształcania otoczenia. Nie musi obawiać się zimowego głodu ani walczyć o każdy plon. Co równie istotne, potrafi poprzestać na tym, co otrzymuje.
Ten ostatni szczegół wydaje mi się szczególnie ważny. Nawet najbardziej hojna natura nie zaspokoi przecież pragnień, które nie mają końca. Owidiuszowy dobrobyt jest możliwy także dlatego, że człowiek nie próbuje bezustannie powiększać własnego udziału w świecie.
W kolejnych wiekach pierwotna harmonia stopniowo zanika. Wiek srebrny przynosi zmienność pór roku, potrzebę budowania schronień i uprawiania ziemi. Wiek brązowy wiąże się z większą skłonnością do walki. W żelaznym dochodzą do głosu chciwość, oszustwo i przemoc, a zagrożenie przenika nawet relacje między bliskimi.
Ziemia zostaje podzielona, jej bogactwa stają się przedmiotem pożądania, człowiek zaś coraz sprawniej zdobywa środki służące zarówno pomnażaniu majątku, jak i prowadzeniu wojny. Trudno podczas tej lektury nie pomyśleć o współczesności. Nie traktuję jednak Owidiuszowej opowieści jako dosłownej historii ludzkiego postępu. Widzę w niej raczej pytanie o to, co tracimy, kiedy coraz więcej potrafimy, a coraz mniej nam wystarcza.
Koncentrując się na złotym wieku, otrzymujemy obraz krainy, którą, jak można przypuszczać, chciałby na swój sposób „uprawiać” Wergiliusz. W tym miejscu pojawia się jednak pewna sprzeczność. Jak uprawiać ideał, którego istotą jest właśnie brak konieczności uprawy?
Wergiliusz i krainy idealne w Bukolikach, Georgikach i Eneidzie
Zaproponowana przeze mnie kolejność lektury ma więc swoje uzasadnienie. Owidiusz znał twórczość Wergiliusza, my natomiast możemy spojrzeć na dzieła starszego poety przez obraz utraconej harmonii przedstawiony w „Metamorfozach”. Nie oznacza to odwrócenia historycznej zależności między autorami. Pozwala jedynie wyraźniej dostrzec pytania, które ich utwory stawiają obok siebie.
W „Georgikach” ważne miejsce zajmuje praca. Uprawa ziemi wymaga wiedzy, cierpliwości i podporządkowania własnych zamiarów rytmowi przyrody. Człowiek nie otrzymuje wszystkiego bez wysiłku. Musi obserwować, przewidywać, wracać do rozpoczętych zajęć i czekać na ich owoce.
Można odnaleźć w tym poemacie zachętę do gospodarowania oraz przywiązania do ziemi, które chciałbym określić jako amor terrae. Sprowadzenie „Georgik” wyłącznie do pochwały produkcji rolnej byłoby jednak krzywdzącym uproszczeniem. Wergiliusz zastanawia się także nad ciężarem pracy i nad tym, jak niewiele czasami zależy od człowieka, mimo jego największych starań.
Rolniczy trud może porządkować życie, ale nie daje gwarancji bezpieczeństwa. Zaraza czy niesprzyjająca pogoda potrafią zniszczyć owoce wieloletniego wysiłku. W tej wizji odnajduję przekonanie, że warto troszczyć się o świat, chociaż nie otrzymujemy pewności, iż nasza troska zostanie wynagrodzona.
U Owidiusza ziemia złotego wieku nie potrzebuje pługa. U Wergiliusza człowiek żyjący poza tym idealnym czasem musi nauczyć się odpowiedzialnie gospodarować. Nie jest to zatem proste przeciwstawienie bezczynności i pracy. Obaj poeci przyglądają się innym warunkom ludzkiego istnienia.
Nieco inaczej kształtuje się problematyka „Bukolik”. Eklogi I i IX pokazują doświadczenie utraty ziemi i zagrożenia dotychczasowego sposobu życia. Szczególnie wymowne jest zestawienie Tityrusa, który może odpoczywać pod drzewem, z Melibeuszem opuszczającym ojczyste strony. Ten sam krajobraz dla jednego pozostaje domem, dla drugiego staje się bolesnym wspomnieniem.
Czy Arkadia rzeczywiście może wtedy mieszkać wyłącznie w sercu? Trudno odpowiedzieć twierdząco komuś, kto właśnie traci miejsce, z którym związał całe życie. Wergiliusz pozwala zobaczyć, że spokój potrzebuje także bardzo konkretnych podstaw. Własnego skrawka ziemi, schronienia, możliwości pozostania wśród tego, co znajome.
Ekloga IV otwiera natomiast perspektywę odrodzenia. Pojawia się w niej zapowiedź powrotu złotego wieku, związana z narodzinami niezwykłego dziecka. Nie jest to dalszy ciąg losów jednego z wypędzonych pasterzy, lecz osobna wizja poetycka. Zmienia się również kierunek spojrzenia. To, co u Owidiusza należało do utraconego początku, tutaj staje się przedmiotem oczekiwania.
Co ciekawe, również Wergiliusz przedstawia w tej eklodze świat, w którym ziemia będzie rodzić bez przymusu, a rolnik uwolni woły od jarzma. Praca nie stanowi więc osi każdej jego wizji szczęścia. Bywa koniecznością godnego życia, lecz poeta potrafi także wyobrazić sobie rzeczywistość, która już jej nie wymaga.
O idealnej krainie Wergiliusz opowiada również w VI księdze „Eneidy”. Eneasz schodzi do podziemi, aby spotkać swojego ojca, Anchizesa. Prowadzi go Sybilla, a w Elizjum drogę do ojca wskazuje Muzajos, wyróżniony wśród przebywających tam dusz jako wybitny śpiewak.
Elizjum ukazane jest jako przestrzeń zielonych łąk, gajów i szczególnej jasności. Ma własne słońce i gwiazdy. Jego mieszkańcy śpiewają, tańczą, ćwiczą i oddają się zajęciom, które zachowują dla nich wartość. Szczęście nie oznacza tutaj całkowitego bezruchu. Przypomina raczej możliwość istnienia uwolnionego od ziemskiego niepokoju.
W tej krainie spotykamy ludzi zasłużonych, między innymi obrońców ojczyzny, pobożnych kapłanów, poetów i tych, którzy swoim działaniem przynieśli dobro innym. Piękno otoczenia łączy się zatem z moralną oceną życia. Można dostrzec w tym obrazie podobieństwo do wyobrażenia raju, choć nie należy utożsamiać Elizjum z chrześcijańskim niebem. Dalsza rozmowa z Anchizesem wprowadza przecież także temat oczyszczenia dusz i ponownych narodzin. Jeśli natomiast chcielibyście przyjrzeć się chrześcijańskiej opowieści o zwycięstwie nad śmiercią i jej literackiemu przedstawieniu, zachęcam do lektury mojego wpisu poświęconego „Historyi o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim” Mikołaja z Wilkowiecka.
Nawet tutaj pozostaje jednak ślad straty. Eneasz próbuje objąć ojca, ale nie może odzyskać dawnej bliskości. Dociera do szczęśliwej krainy, słyszy znajomy głos, a mimo to nie zostaje uwolniony od wszystkiego, co boli. Ten szczegół wydaje mi się szczególnie poruszający. Wergiliusz nie pozwala nam zapomnieć, z jakiego doświadczenia wyrasta potrzeba wyobrażania sobie lepszego świata.
Powyższe rozważania traktuję jako zaproszenie do dalszej lektury. Nie rozwijam szerzej wątków miłości ani aktywności bogów, choć oba mają ogromne znaczenie dla sposobu kreowania tych poetyckich przestrzeni. Chciałem przede wszystkim przyjrzeć się temu, czego człowiek szuka w krainach idealnych i dlaczego tak uparcie do nich powraca.
Być może jesień sprzyja takim powrotom. Łatwiej wtedy pomyśleć o tym, co przemija, ale również o tym, czemu nadal warto poświęcać uwagę. Tylko czy potrafimy jeszcze rozpoznać, co rzeczywiście jest dla nas ważne? Współczesność coraz częściej przywodzi mi na myśl świat rodem z „Matrixa”. Ekrany podsuwają nam obrazy szczęścia, algorytmy podpowiadają, na co patrzeć, a reklamy przekonują, czego potrzebujemy, żeby wreszcie dobrze żyć. W tej obfitości gotowych odpowiedzi coraz trudniej usłyszeć własne pytania.
Zastanawiam się zatem, czy nadal poszukujemy Arkadii, czy wystarcza nam jej przekonująca symulacja. Cóż bowiem znaczy obraz nieskazitelnej rzeki na ekranie, jeżeli obok naszego domu płynie zatruta woda? Co daje oglądanie cudzej bliskości, jeśli nie mamy czasu dla ludzi siedzących przy tym samym stole? Wergiliusz i Owidiusz pozwalają nazwać tęsknotę za światem, w którym chcielibyśmy żyć. Od nas zależy jednak, co z tą tęsknotą zrobimy. Pytanie o dobre i godne życie zaczyna się przecież właśnie tutaj, kiedy odkładamy telefon i rozglądamy się wokół siebie.
Przypisy
- Cyt. za: A. Witkowska, „Słowiański mit początku”, w: tejże, Sławianie, my lubim sielanki…, Warszawa 1972, s. 75. ↩︎
Bibliografia
Wergiliusz, Bukoliki i Georgiki. Wybór, przeł. i oprac. Zofia Abramowiczówna, Ossolineum, 2006.
Owidiusz, Metamorfozy, przeł. Anna Kamieńska i Stanisław Stabryła, oprac. Stanisław Stabryła, Biblioteka Narodowa, seria II, nr 76, wyd. II zmienione, Ossolineum, Wrocław 1995.
Witkowska Alina, Sławianie, my lubim sielanki…, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972.
Wergiliusz, Eneida, księga VI.