Tata, ojciec…to ekscytująca, ale i pełna wyzwań przygoda. Przyszli tatusiowie mierzą się z formalnościami (np. przy porodzie rodzinnym), niedostatecznym wsparciem systemowym, a także muszą mierzyć się z wieloma dylematami natury osobistej. Jednocześnie media i społeczeństwo kreują obraz „nowego ojca” – w pełni zaangażowanego, czułego i obecnego w życiu dziecka. W tym wpisie, który jest kontynuacją wcześniejszych rozważań, spróbuję opisać, jak wyglądają wyzwania przyszłego ojca w praktyce, czym różni się ideał od rzeczywistości oraz dlaczego aktywne ojcostwo wymaga zarówno partnerstwa w rodzicielstwie, jak i odpowiedniego wsparcia.
Wyzwania w procesie stawania się ojcem
Podczas pierwszej ciąży byliśmy z żoną zdecydowani na poród rodzinny. Nie wyobrażałem sobie, że mogłoby mnie zabraknąć przy narodzinach pierwszego dziecka, chociaż nie ukrywam, że miałem pewne lęki i obawy związane z tym doświadczeniem. Szczególnie mocno utkwiły mi w pamięci słowa, że personel obawia się tego, że będzie musiał zająć się „reanimacją” ojca, zamiast przyjmować na świat nowe życie. Okazało się , że aby uzyskać zgodę personelu medycznego na moją obecność, musimy z żoną odbyć kurs określany mianem „szkoły rodzenia”. W 2015 roku dało się jeszcze wyczuć, że „mężczyzna musi zasłużyć” na wejście na salę porodową. Z czasem dostrzegłem, że taka szkoła rodzenia była dla mnie cennym wsparciem – pomogła zrozumieć proces porodu i podpowiedzieć, jak jako przyszły tata mogę realnie pomóc.
Emocjonalna przepaść i fizyczny dystans
Jednym z większych wyzwań przed którymi stanąłem jako przyszły ojciec nie był natomiast w pierwszej kolejności sam poród. Przez dziewięć miesięcy doświadczałem bowiem tego, o czym nie wspomina chyba nigdzie, a był to brak fizycznego kontaktu z dzieckiem w łonie matki. Przyszła mama czuje ruchy i doświadczane przez nią zmiany są dla niej bardziej namacalne. Ojciec – nawet zaangażowany – może to wszystko jedynie obserwować „z zewnątrz”. Przykładanie dłoni do brzucha to ledwie namiastka tego, co przeżywa kobieta. Wiele osób opisuje to uczucie jako „patrzenie przez zamazaną szybę”. Cieszyłem się, że już niedługo będę mógł wziąć w ramiona małego człowieka, owoc miłości dwojga kochających się osób, ale czułem dystans. Myślę, że wielu mężczyzn o tym nie mówi, ale odczuwa podobnie.

Marginalizacja ojców w opiece medycznej
Nie będzie oczywiście żadnym odkryciem stwierdzenie, że w systemie opieki zdrowotnej uwaga koncentrowana jest głównie na matce i dziecku. To zrozumiałe, ale często prowadzi do wykluczenia ojców. Badania (Deave & Johnson, 2008) wskazują, że lekarze i położne rzadko pytają o emocje taty. Na szczęście obserwujemy powolną poprawę – coraz więcej personelu medycznego dostrzega potrzeby i rolę ojca w procesie ciąży, porodu i połogu. Nie wiem jakie są doświadczenia innych ojców uczestniczących w porodach rodzinnych, ale dla mnie to były niesamowite doświadczenia. Za każdym razem, kiedy stałem obok żony, trzymałem ją za rękę, całowałem, dotykałem, by pobudzić wydzielanie oksytocyny, moje ciało i umysł przepełniało uczucie, że jestem w centrum cudu. Z dwóch połączonych komórek kształtował się w brzuchu mojej żony człowiek, nigdy nie myślałem o naszym dziecku w kategoriach płodu. Kiedy tak stałem, patrzyłem, bałem się – w pierwszej kolejności o żonę, kiedy próbowałem czuć to, czego nawet w najmniejszym stopniu nie mogłem odczuć czułem się niesamowicie. A kiedy słyszeliśmy pierwszy krzyk…polecam. Dodam jeszcze, że dopiero przy trzecim porodzie faktycznie odczułem wyraźną zmianę, kiedy położona zaproponowała mi kangurowanie z noworodkiem.
Dylematy moralne i „moralna pozostałość”
Jako ojcowie często chcemy aktywnie uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących ciąży i porodu, jednak to kobieta, która nosi w sobie dziecko, podejmuje ostatecznie większość decyzji i nie ma się czemu dziwić – ona chce przeżyć poród w sposób w miarę komfortowy. Draper i Ives (2013) nazywają to „moralną pozostałością” – ojciec czuje ogromną odpowiedzialność, a zarazem ma ograniczone możliwości wpływu. Taki konflikt może prowadzić do sprzecznych emocji, w tym poczucia frustracji czy wykluczenia.
„Nowy ojciec” – ideał a rzeczywistość
Współcześnie promowany wizerunek „nowego ojca”: czułego, zaangażowanego i wszechstronnie wspierającego dziecko i matkę to piękna wizja. Natomiast samo modelowanie wizerunku ojca jest niewystarczające. Żeby model przekształcił się w pełni funkcjonalny byt niezbędne jest odpowiednie, wielowymiarowe wsparcie – zarówno społeczne, jak i systemowe. Wiele zależy też od indywidualnych uwarunkowań, takich jak sytuacja rodzinna, zawodowa czy finansowa.
Oczekiwania a rzeczywistość: dlaczego się rozmijają?
Chcemy być perfekcyjnymi tatusiami i jednocześnie sprawnie rozwijać naszą karierę. Pojawiają się też stereotypy dotyczące męskości i roli żywiciela rodziny. Czy rezygnacja z awansu na rzecz większego zaangażowania w wychowanie dziecka nie podważa „męskości”? Czy okazując czułość i empatię, wciąż wzbudzam szacunek u dziecka i otoczenia?
Moje doświadczenia pokazują, że bycie obecnym w pierwszych miesiącach życia dziecka to wartość nie do przecenienia. Zrezygnowałem z intensywnego rozwoju zawodowego na rzecz rodziny i nie żałuję. Każda rodzina jest jednak inna – nie istnieje uniwersalny wzór, który sprawdzi się w każdej sytuacji. Warto jednak moim zdaniem usłyszeć w sobie naturalny głos, porzucić na jakiś czas ambicje zawodowe, hobby i inne rzeczy, które dotychczas stanowiły oś naszego życia. Kiedy w domu pojawia się dziecko, to ona powinno być dla Ciebie najważniejsze. Nie zastąpisz swojej obecności nawet najlepszą zabawką.
Nie czekaj, aż życie samo napisze scenariusz Twojego ojcostwa
weź sprawy w swoje ręce już dziś!
Bibliografia:
- Deave, T., & Johnson, D. (2008). The transition to parenthood: what does it mean for fathers? Journal of Advanced Nursing, 63(6), 626–633.
- Draper, J., & Ives, J. (2013). Men’s involvement in antenatal care and labour: Rethinking a gendered model. Midwifery, 29(5), 494–500.