Przy okazji, jeśli ktoś z Was zna Narnię głównie z filmowych ekranizacji, to naprawdę zachęcam do sięgnięcia po książki Lewisa. Kino, nawet gdy bywa efektowne, naprawdę zubożyło fabułę pierwszych trzech części i spłaszczyło wiele sensów, które na papierze wybrzmiewają mocniej właśnie dzięki metaforze, niedopowiedzeniu i rytmowi opowieści. A warto pamiętać, że Srebrnego Krzesła, czyli czwartej części, a także kolejnych tomów, nie zekranizowano, więc bez lektury ten świat po prostu zostaje urwany w połowie.
Dlatego książkę Pyszna Środa czytam (i odczytuję) jako opowieść stojącą po stronie świata zabawy. Taką, która z tego, co drobne i codzienne, potrafi zbudować przestrzeń znaczeń, w której metafora nie jest ozdobą, tylko sposobem widzenia, a wyobraźnia działa jak mięsień, nie jak kaprys.
Być może niektórzy z Was zapytają, co łączy współczesną czeską literaturę dziecięcą z Lewisem i takim postrzeganiem świata. Otóż bardzo wiele. Także dlatego, że w dobrych tekstach dla młodych odbiorców symbol i metafora nie muszą oznaczać ucieczki od realności. W analizach poświęconych strategiom symbolicznego mówienia o świecie przypomina się, że utwory paraboliczne, alegoryczne czy symboliczne mogą być czytane krytycznie i świadomie, bez redukcjonizmu, z jednoczesnym ujawnianiem, na czym polega instrumentalizacja sensów i zawłaszczanie tego, co nie mieści się w prostym, jednowymiarowym odczytaniu.1 Właśnie to interesuje mnie w książce Pyszna Środa: nie prosta metafora do odhaczenia, tylko wieloznaczność, która pracuje w czytaniu wspólnym, powracającym, rozmownym.
Pyszna Środa jako opowieść o przejściu
Zaproszeniem do takiego postrzegania książki jest sam sposób zawiązania akcji, który znamy z literatury dziecięcej bardzo dobrze, i który zwykle wskazuje na pewne przejście, na przekroczenie granicy. Chodzi mianowicie o pociąg. Ekspres Polarny, druga część Narnii, Harry Potter, to tylko niektóre przykłady, które w pierwszej kolejności przychodzą mi na myśl. Pociąg staje się niejako furtką do innego świata.2 W przypadku książki Pyszna Środa ten środek lokomocji nabiera podobnego wymiaru, staje się wyraźnym sygnałem, krokiem uruchamiającym cały ciąg zdarzeń, które rozegrają się w dalszej części książki. To także element pięknej kompozycji kolistej z motywem powrotu, o której jeszcze napiszę w dalszej części artykułu, bo jest to zabieg porządkujący fabułę.
Pozwólcie, że na chwilę zatrzymam się przy scenie, w której konduktor Młynek robi obchód po zakończeniu biegu pociągu. Jak można się spodziewać, znajduje wówczas różne rzeczy, które roztargnieni podróżni zostawiają na siedzeniach, pod siedzeniami, gdziekolwiek. Co tym razem znajduje? Kapelusz z rozprutą poszewką, koszyk z robótką ręczną, w którym były także dwie czerwone rękawiczki, ale obie na lewą rękę, oraz pluszowego pieska, który „gdy się go nakręciło, mógł machać ogonkiem i robić fikołki, ale brakowało mu kluczyka, więc tylko się gamoniowato uśmiechał”3.
Być może nie zwrócilibyście na te elementy uwagi, ale pozwólcie, że kierując się wewnętrzną potrzebą dekonstrukcyjną, zatrzymam na nich Waszą uwagę, zanim przejdę do ostatniego „znaleziska”, ponieważ w moim odczuciu jest to kolejny doskonały zabieg artystyczny autorki. Spójrzcie na te przedmioty jak na swoistą symbolikę braku, przez pryzmat metaforyki niekompletności, synekdochy świata dorosłych: drobny element materialny odsłania tu większy porządek aksjologiczny.4 To pod względem interpretacyjnym bardzo ważny trop, który będzie się też łączył ze wspomnianym ostatnim „znaleziskiem”. Moja propozycja odczytania tych symboli, w które obfituje Pyszna Środa jest następująca:
- Szary kapelusz z podartą podszewką
Szary kolor kapelusza wskazuje na jego nijakość, bezbarwność, przeciętność. Kapelusz był dla kogoś być może mało ważny, a może ten ktoś był w ogóle mało ważny. Jeśli dodamy podartą poszewkę, czyli tak naprawdę wnętrze, uzyskamy pewien ukryty obraz rozpadu pod pozorem porządku. Czyż nie jest to doskonały symbol, w który można wpisać wielu z nas, dorosłych?5 Taka zewnętrzna poprawność, pod którą skrywają się wewnętrzne zaniedbania. Dostrzegam tu także pewne zużycie, być może zmęczenie światem. Trochę jak u Van Gogha malującego buty.
Jest to także przejaw braku troski o to, co niewidoczne. Może jakaś relacja? Może życie wbrew wyznawanym ideałom? Nie jestem psychologiem, żeby opisać ten stan zgodnie z naukową terminologią, ale dla mnie jest to po prostu bardzo subtelny obraz hipokryzji połączonej z obojętnością, jakby znak naszych czasów.
2. Koszyk z robótką ręczną a w nim dwie lewe rękawiczki koloru czerwonego
Bardzo mocny obraz i świetnie zbudowany kontrast, to metafora niekompetencji wpisana w rekwizyt. Pomyślcie proszę, ile tu jest głębi! Jakie są Wasze skojarzenia z koszykiem z robótką ręczną? Dla mnie to ewidentne skojarzenie z domowością, troską, tradycyjną kobiecą opieką, pamiętam doskonale, jak moja mama robiła na drutach bambosze z akrylowej (!) włóczki, a babcia specjalizowała się w szalikach. Jak myślicie, dlaczego robótkami ręcznymi częściej zajmowały się kobiety? Ponieważ miały do tego cierpliwość i pewną właściwość, którą nazwałbym naprawianiem świata, łaty na spodniach, cerowane pończochy, skarpety.
Dzisiaj to oczywiście zajęcia niepopularne, choć robótki ręczne od wielu lat są w kręgu zainteresowań wielu osób, ale bardziej jako hobby niż konieczność. Ten koszyk jest wobec tego pewną przestrzenią porządku i opieki. I w tej, jakbyśmy tego chcieli, harmonii, bam! Flesh! Dwie lewe czerwone rękawiczki. Jakby nagle w tym porządku pojawił się pewien błąd. Rękawiczki są czymś, co ma za zadanie chronić dłonie, ale w szerszym kontekście nie tylko, a tu okazuje się, że mamy do czynienia z brakiem dopasowania, niespójnością, niedbalstwem.
Dwie lewe rękawiczki nabierają moim zdaniem wręcz idiomatycznego znaczenia z ironicznym przesłaniem. Jeśli jeszcze dodam, że rękawiczki są koloru czerwonego, to myślę, że bez trudu dostrzeżecie emocjonalną nadmiarowość zamiast realnej troski. A może jako całość miały stworzyć ironiczną dekonstrukcję domowej troski? A może mamy tu zasygnalizowane elementy, z którymi zetkniemy się w dalszej części fabuły, czyli pewien obraz świata dorosłych, którzy chcą naprawiać, ale robią to źle? A może to po prostu błąd „systemu”? Zostawiam Was z tymi pytaniami, na które mam nadzieję znajdziecie odpowiedź w książce Pyszna Środa.6
3. Nakręcany piesek bez kluczyka
Na koniec zostawiłem chyba najmocniejszy symbol. Zaznaczam, że nadal jesteśmy na pierwszej stronie książki Pyszna Środa, ale naprawdę uważam, że warto poświęcić chwilkę, żeby tę książkę objąć i przytulić, bo naprawdę jest tego warta. Wróćmy do pieska. Ewidentne skojarzenie z dzieciństwem, prawda?
Nakręcany piesek to przecież zabawka, o której kiedyś można było pomarzyć, dzisiaj dostępne są sterowane zdalnie, robiące siku, szczekające etc., ale dzieci nadal marzą o „nakręcanych pieskach”. To przejaw pewnej mechanizacji, braku autonomii. Dziecko samo nie stanie się posiadaczem takiej zabawki. Najczęściej będzie to prezent od kogoś dorosłego, mamy, taty, cioci… Zabawka zapewne ucieszy każde dziecko, ale gdy zabraknie kluczyka? Kiedy nie będzie baterii?
Mimo przeznaczenia to jednak w pewnym sensie dorosły nadaje sens i pomaga wprawić zabawkę w ruch. Bez kluczyka, bez baterii, świat przestaje działać, dzieciństwo jest pozbawione opieki, pojawia się bezradność. Dostrzegam tu potencjał, bo w moim odczuciu dzieciństwo to wielki potencjał, ale „bez kluczyka”, bez dorosłego, ten potencjał nie ma wsparcia i nie może się rozwijać. Dzieci potrzebują dorosłych, także do tego, by towarzyszyli im w lekturze książki Pyszna Środa.7
Mam nadzieję, że nie zamęczyłem Was jeszcze, ponieważ zostało nam wspomniane ostatnie „znalezisko”.
Co znalazł konduktor Młynek w ostatnim przedziale? „A w ostatnim przedziale ostatniego wagonu znalazł dzidziusia”8. Zobaczcie, co tu się nawyprawiało! Pamiętacie, jak pisałem o tych pociągach w literaturze? Teraz mamy ten moment! Podejrzewam, że ogromna zasługa tłumaczki Julii Różewicz w zbudowaniu tej figury.
Pod względem konstrukcyjnym otrzymaliśmy bardzo ładną kulminację przestrzenną, podkreśloną podwojeniem przymiotnika „ostatni”. Czy nie brzmi to Wam jak dojście do pewnej granicy… świata?9 Ostatni wagon, kres trasy (i jeszcze konduktor nazywa się Młynek! Pomieszanie!). I właśnie na tym końcu pewnej struktury znajduje się początek, życia. Mamy tu naprawdę bardzo mocny układ znaczeń: ostatni przedział, ostatni wagon, koniec pociągu, koniec trasy i nagle niemowlę, które będzie tworzyło kiedyś kompozycję kolistą. Jeszcze wrócimy jako czytelnicy do pociągu, do zaniedbań, teraz jednak dziecko staje się symboliczną figurą odrodzenia.10
Pyszna Środa i świat naprawiania: urzędowa machina
Jeśli potraktujemy pociąg jako metaforę życia, drogi, może społeczeństwa (?), dorosłego świata (?), może w ogóle człowieka dorosłego jako takiego, to ten ostatni wagon jest jego krańcem, peryferią, miejscem zapomnienia, a tam znajduje się dziecko. Czyżby zatem życie zaczynało się na marginesie? Może jako dorośli porzucamy albo gubimy na jakiejś stacji nasze wewnętrzne dziecko? Jest o czym myśleć w trakcie lektury… a my nadal jesteśmy na pierwszej stronie!
Nie będę oczywiście zdradzał całej fabuły książki Pyszna Środa, natomiast chciałbym jeszcze napisać kilka słów o dalszych losach znalezionego dziecka, które tak naprawdę trafia od razu w tryby urzędowej machiny.11 Wiek, waga, długość, „mam ją odłożyć na półkę?” pyta urzędnik, „co za czasy, co za ludzie!” konstatuje wreszcie. Moim zdaniem to kolejny przykład świetnej pracy Julii Różewicz, od razu miałem skojarzenia ze słowami wypowiedzianymi przez Cycerona w rzymskim Senacie, gdy demaskował spisek Katyliny planującego obalenie republiki. Jest to jednocześnie zwrot oburzenia wobec upadku moralności w antycznym Rzymie. Prawda, że znamienne i jakże pasujące do tej historii?
Jak już wspomniałem, „znalezisko”, dziewczynka, wpada w tryby urzędniczej machiny. Punkt rzeczy znalezionych, biuro dyrektora, komisariat policji, izba dziecka, pogotowie opiekuńcze, ośrodek dla niemowląt, i „choć tyle razy przenoszono ją z miejsca na miejsce, dziewczynka cały czas była spokojna, w ogóle nie marudziła i ani razu się nie rozpłakała. Oczywiście pojawił się kolejny problem, który trzeba było rozwiązać. Dziecko trzeba wpisać na listę sierot pod jakimś imieniem… Hiacynta? Elżbieta? Sylwia? Izabela? Anna?… a może po prostu akronim, Hesia. I takie imię się przyjęło”.12
Kiedy Hesia miała już odpowiedni wiek, została przeniesiona do domu dziecka Słonecznik, który mieścił się na peryferiach dużego miasta. Panował tam, chyba mogę tak napisać, artystyczny nieład, nad którym (nie)panowała dyrektorka zwana przez wszystkich Pralinką. „Wyobraźnia dziecka musiała się więc mieć tam doskonale!”.13 Czy potrzeba lepszej rekomendacji dla placówki opiekuńczej, do której Hesia trafia jako osiemdziesiąte czwarte dziecko?
Skoro placówka była miejscem sprzyjającym wyobraźni, to możecie sobie jedynie wyobrazić, że dopóki w ośrodku była dyrektorka sprzyjająca rozwijaniu tego najpiękniejszego kwiatu, działy się tam naprawdę dobre rzeczy. W pewnym jednak momencie dochodzi do nieoczekiwanej zmiany, w każdym obszarze. Chciałbym napisać, że ośrodkiem zaczął zarządzać ktoś dorosły, ktoś, kto chciał wszystko zmienić i naprawić. Czy mu się udało? Czy może efekt przypominał nieco zepsuty kapelusz i pieska bez kluczyka? O tym powinniście przekonać się sami w trakcie lektury książki Pyszna Środa. Oczywiście bez trudu rozszyfrujecie wtedy także sam tytuł.
Chciałbym teraz wrócić na chwilę do wspomnianej przeze mnie już wolty związanej ze stacją kolejową, na której w pewnych okolicznościach, o których dowiecie się z książki, znowu znajduje się Hesia, już nie niemowlę, lecz dziewczynka prowadzona przez tego samego konduktora. Dziewczynka zostaje zauważona przez dyrektorkę Pralinkę, która nie może pozwolić, by Hesia przeżyła po raz kolejny historię swojego dzieciństwa, „bo ta dziewczynka to moje dziecko!”.
I teraz sytuacja się jeszcze bardziej komplikuje, prawda? Żeby zostawić Was z jeszcze większą chęcią sięgnięcia po książkę, przywołam słowa Pralinki:
„Są na tym świecie rzeczy i dzieci, które odnajdują się same, bez pomocy PUNKTU RZECZY ZANLEZIONYCH.(…) Bo tak naprawdę nigdy się nie zgubiły!”
Pyszna Środa to w mojej ocenie książka dla dzieci i rodziców, każdy znajdzie w niej coś ważnego: dziecko dość zabawną historyjkę, która u mojej córki wzbudziła przynajmniej kilka razy salwy śmiechu, a dla dorosłych to filozoficzny wykład pedagogiki współistniejącej, takiej, która nie dąży do naprawiania, ale stara się zrozumieć, że dzieci powinny być przede wszystkim dziećmi, natomiast dorośli powinni pełnić w ich życiu rolę kluczyka, który będzie napędzał marzenia i wyobraźnię. Jeszcze raz, na zakończenie, chciałbym pogratulować tłumaczce doskonałego wyczucia i kunsztu translatorskiego Julii Różewicz.
Ilustracje i wydanie Pysznej Środy: kolory jabłka i papier
Warto jeszcze wspomnieć o ilustracjach, które wyszły spod ręki Kasi Michałkiewicz-Hansen, ponieważ nie są tu wyłącznie ozdobą, ale dopełniają kompozycyjnie cały utwór i w pewnym sensie prowadzą czytelnika przez ten świat tak samo konsekwentnie jak narracja. Znamienna jest ich spójność kolorystyczna: żółty, czarny i czerwony. To ograniczenie palety nie zubaża, tylko porządkuje znaczenia, jakby ilustracje od początku ustawiały ton opowieści i pilnowały, żebyśmy nie czytali jej wyłącznie dosłownie.
Ta triada kolorów daje się czytać jak jabłko rozumiane jako proces, a nie martwy znak. Żółć przywodzi na myśl etap wzrastania i niedojrzałości, moment „jeszcze nie”, w którym potencjał dopiero się zbiera, a jednocześnie niesie energię, światło, dziecięcą żywotność i ruch, czyli to wszystko, co w Pysznych Środach wiąże się z wyobraźnią i otwieraniem świata.
Czerwień to dojrzałość, gotowość i smak, konkretny czas, kiedy można już sięgnąć, zjeść i dzielić się z innymi, o czym przekonacie się w trakcie lektury, a więc także wejść w doświadczenie, zamiast tylko się do niego przymierzać, ale równocześnie jest to barwa emocjonalnego napięcia, ciepła, pragnienia, impulsu, czasem ostrzeżenia. Czerń natomiast wiąże ten cykl z tym, co najpierwotniejsze: z ziemią, drewnem, naturą, z tym, co stanowi tło i warunek wzrostu, ale też działa jak kontrapunkt, przypominając o cieniu, rygorze i mechanizmach „domykania”, które lubią wkładać rzeczy w rubryki i na półki.
W efekcie ilustracje pracują jak kolejna warstwa opowieści: nie dopowiadają sensów wprost, tylko ustawiają emocjonalne i symboliczne pole, w którym czytelnik zaczyna widzieć więcej. To bardzo pysznośrodowe, bo niewielkim gestem, ograniczoną paletą i prostym motywem uruchamia się wyobraźnię i sprawia, że codzienność nagle zaczyna znaczyć, a dojrzewanie nie wygląda jak linia prosta, tylko jak cykl, w którym coś nabiera barwy, osiada w świecie i dopiero wtedy staje się naprawdę „do wzięcia”.
Na koniec chcę jeszcze podziękować wydawnictwu Afera za jakość wydania. Doceniam doskonały papier, bardzo lubię jego szorstkość i brak „świecenia”. To detal, ale w lekturze dla mnie ważny, bo papier nie narzuca się czytelnikowi, nie odbija światła, nie krzyczy, tylko daje spokój oku i dłoni. I znów, w dziwny, ale trafny sposób, ten materialny wybór idealnie współgra z przesłaniem książki Pyszna Środa: mniej efektu, więcej sensu, mniej błysku, więcej wyobraźni.
- Anita Jarzyna, omawiając „utwory alegoryczne czy symboliczne”, podkreśla, że nie należy ich z góry pomijać ani sprowadzać do jednego, „przezroczystego” sensu. Nawet jeśli takie przedstawienia są umowne i nie dają nam dostępu do „rzeczywistości” wprost, to wciąż można i warto czytać je krytycznie na poziomie dyskursywnym i imagologicznym, bo właśnie tam ujawniają się zbiorowe wyobrażenia, językowe nawyki oraz mechanizmy zawłaszczania i instrumentalizacji znaczeń. Jarzyna proponuje w tym kontekście „plan minimum wyobraźni”, który pozwala uniknąć redukcjonizmu, a jednocześnie odsłania to, co tekst robi z sensem i jak go organizuje. ↩︎
- M. Hedegaard, Imagination and emotion in children’s play: A cultural-historical approach, „International Research in Early Childhood Education” 2016, Vol. 7, No. 2, s. 65, pisze o tym, że dzieci tworzą play-worldy także na podstawie motywów zaczerpniętych z literatury i mediów, a tematy takie jak podróż mogą wejść do świata zabawy jako element organizujący scenariusz działań. Zob. też tamże, s. 70, o doświadczeniach Elkonina, gdzie wizyta w miejscach takich jak stacja kolejowa i obserwacja ról, na przykład konduktora, wpływa na to, jakie role i jakie ciągi czynności dzieci włączają do zabawy. ↩︎
- Iva Procházková, Pyszna Środa, tłum. Julia Różewicz, ilustr. Kasia Michałkiewicz Hansen, Wydawnictwo Afera, 2018, s. 7. ↩︎
- M. Hedegaard, Imagination and emotion in children’s play: A cultural-historical approach, „International Research in Early Childhood Education” 2016, Vol. 7, No. 2, s. 61, w omówieniu Wygotskiego: w zabawie dziecko uczy się oddzielać znaczenie od przedmiotu, a „inny przedmiot” działa jako pivot umożliwiający przeniesienie nazwy i sensu, dzięki czemu rzecz staje się nośnikiem znaczenia. ↩︎
- M. Hedegaard, Imagination and emotion in children’s play: A cultural-historical approach, „International Research in Early Childhood Education” 2016, Vol. 7, No. 2, s. 61: o tym, że w zabawie dziecko zaczyna oddzielać znaczenie od przedmiotu, a sens może zostać „przeniesiony” dzięki pivotowi, czyli innej rzeczy, która pozwala „ukraść nazwę” i uruchomić sferę semantyczną. To stanowi zaplecze dla odczytywania rekwizytów jako nośników znaczeń, a nie wyłącznie przedmiotów użytkowych.
↩︎ - A. Guzy, Dziecięce wyobrażenia paidii, „Paidia i Literatura” 2019, nr 1, s. 43: opis etapów tworzenia nowego obrazu umysłowego, w tym dysocjacji, czyli rozkładania elementów na mniejsze, którym przypisywane są nowe znaczenia, oraz syntezy jako momentu powstania wytworu wyobraźni. To dobrze koresponduje z Twoim „rozbieraniem” rekwizytów na znaczące detale i budowaniem z nich sensu.
↩︎ - M. Hedegaard, Imagination and emotion in children’s play: A cultural-historical approach, „International Research in Early Childhood Education” 2016, Vol. 7, No. 2, s. 70: o tym, że rodzice i edukatorzy są ważni w kierowaniu uwagi dzieci na działania i role oraz w towarzyszeniu im w zabawie, co wpływa na to, jak dzieci włączają obserwowane role i czynności do własnych scenariuszy. To wzmacnia Twoją intuicję o „kluczyku” jako figurze dorosłego, który nie odbiera autonomii, tylko umożliwia uruchomienie działania i sensu. ↩︎
- Pyszna Środa, s.7 ↩︎
- M. Hedegaard, Imagination and emotion in children’s play: A cultural-historical approach, „International Research in Early Childhood Education” 2016, Vol. 7, No. 2, s. 71: autorka podkreśla, że tematy wyobraźni i fantazji „rozszerzają się” poza codzienność, gdy dzieci wchodzą w kontakt z literaturą i mediami, a to pozwala rozumieć motywy przejścia i przekroczenia jako element organizujący sposób widzenia świata, także w narracjach.
↩︎ - A. Guzy, Dziecięce wyobrażenia paidii, „Paidia i Literatura” 2019, nr 1, s. 45: w charakterystyce stadium wyobraźni twórczej i spontanicznej pojawia się teza, że dziecko żyje równolegle w świecie realnym oraz wyobrażonym, a świat „na niby” bywa dla niego równie ważny jak realny. To daje mocne zaplecze dla odczytania niemowlęcia jako figury początku i „odrodzenia” wpisanego w logikę końca oraz powrotu, a nie jako jedynie fabularnej niespodzianki. ↩︎
- A. Guzy, Dziecięce wyobrażenia paidii, „Paidia i Literatura” 2019, nr 1, s. 45: w charakterystyce stadium wyobraźni twórczej i spontanicznej pojawia się teza, że dziecko żyje równolegle w świecie realnym oraz wyobrażonym, a świat „na niby” bywa dla niego równie ważny jak realny. To daje mocne zaplecze dla odczytania niemowlęcia jako figury początku i „odrodzenia” wpisanego w logikę końca oraz powrotu, a nie jako jedynie fabularnej niespodzianki. ↩︎
- D. Brzostek, referując S. Fisha, pokazuje, że procedury interpretacyjne i wytwarzanie znaczeń mogą zostać uruchomione przez instytucjonalny autorytet, a „przedmioty” sensu są w praktyce tworzone poprzez strategie interpretacyjne wprawiane w ruch. To dobrze tłumaczy, że „wpisanie na listę” i nadanie imienia działa jak akt ustanowienia, a nie neutralna czynność. D. Brzostek, Tekst (uczyniony) z kontekstu. Jak rozmawiamy o książkach, które nie istnieją?, „Litteraria Copernicana” 2016, nr 3(19), s. 170.
↩︎ - M. Hedegaard pisze o potrzebie programów i praktyk, które wspierają w szkole dziecięce wejście w działania wyobrażeniowe i eksploracyjne oraz o tym, że wyobraźnia i eksploracja są ważne w instytucjonalnych warunkach uczenia się. Ten trop dobrze podpiera Twoją intuicję o „artystycznym nieładzie” jako środowisku sprzyjającym wyobraźni. M. Hedegaard, Imagination and emotion in children’s play: A cultural-historical approach, „International Research in Early Childhood Education” 2016, Vol. 7, No. 2, s. 72. ↩︎
Bibliografia
Brzostek Dariusz, Tekst (uczyniony) z kontekstu. Jak rozmawiamy o książkach, które nie istnieją?, „Litteraria Copernicana” 2016, nr 3(19), s. 163–176.
Guzy Anna, Dziecięce wyobrażenia paidii, „Paidia i Literatura” 2019, nr 1, s. 41–53.
Hedegaard Mariane, Imagination and emotion in children’s play: A cultural-historical approach, „International Research in Early Childhood Education” 2016, Vol. 7, No. 2, s. 59–72.
Jarzyna Anita, O czym myślę, kiedy myślę o zwierzętach w edukacji polonistycznej? Siedem odpowiedzi, „Polonistyka. Innowacje” 2020, nr 11, s. 64–76.
Lewis C. S., Srebrne krzesło, przeł. Andrzej Polkowski, Media Rodzina, Poznań 2022, ISBN 978-83-8265-181-2.
Procházková Iva, Pyszna środa, tłum. Julia Różewicz, ilustr. Kasia Michałkiewicz Hansen, Wydawnictwo Afera, Wrocław 2018.
Ungeheuer Gołąb Alicja, Literatura dla dzieci jako przestrzeń wczesnej edukacji w kontekście kanonu lektur szkolnych, „Lubelski Rocznik Pedagogiczny” 2020, t. XXXIX, z. 3, s. 173–186.