Literatura dziecięca już dawno przestała być wyłącznie grzeczną przestrzenią pełną idealnych bohaterów, moralizatorskich historyjek i sterylnie czystego świata. Współczesne książki dla dzieci coraz częściej schodzą w rejony cielesności, biologii, emocji i tematów, które jeszcze kilkanaście lat temu wielu dorosłych uznałoby za zbyt „obrzydliwe” albo po prostu nieodpowiednie. I bardzo dobrze. Dzieci przecież od zawsze fascynowały się tym, co fizjologiczne, lepkie, śmieszne i pozornie nieestetyczne. Śmieją się z kupy, robaków, błota i wszystkiego tego, co dorośli próbują przykryć warstwą kulturowego pudru.
Właśnie dlatego Żuk Hugo Simony Smatany okazał się dla mnie książką tak interesującą. Z jednej strony jest to pełna humoru opowieść o żuku gnojowym toczącym kulki nawozu. Z drugiej jednak kryje się tutaj coś znacznie głębszego: opowieść o chciwości, konsumpcjonizmie, samotności i świecie, który nieustannie każe nam biec szybciej i gromadzić więcej.
A wszystko to ukryte pod warstwą przepięknych ilustracji, dziecięcego humoru i historii, która na pierwszy rzut oka wydaje się po prostu uroczą książką obrazkową.
Żuk Hugo jako współczesny Syzyf
Wybór żuka gnojowego na głównego bohatera nie jest w mojej ocenie wyłącznie komicznym pomysłem mającym przyciągnąć uwagę dziecka. Owszem, młody czytelnik natychmiast zainteresuje się światem nawozowych kulek, podziemnych norek i owadów zajmujących się czymś tak absurdalnym jak toczenie kupy. Simona Smatana bardzo dobrze rozumie dziecięcą fascynację tym, co biologiczne i „obrzydliwe”. Nie wykorzystuje jednak tego motywu wyłącznie jako zabawnego chwytu.
Mam wręcz wrażenie, że żuk gnojowy okazuje się tutaj bohaterem symbolicznym. Hugo przypomina trochę współczesnego Syzyfa. Nieustannie toczy kolejne kule nawozu, przekonany, że następna przyniesie mu szczęście i spełnienie. Im więcej posiada, tym bardziej staje się nienasycony. Jedna kula już nie wystarcza. Potrzebna jest kolejna. I jeszcze jedna.
W tym miejscu trudno nie pomyśleć o współczesnym świecie, który nieustannie mówi nam, że mamy za mało. Za mało pieniędzy, za mało sukcesów, za mało osiągnięć, za mało rzeczy. Hugo zaczyna przypominać człowieka żyjącego w rytmie pracy, obowiązków i niekończącej się pogoni za kolejnym celem. Toczy swoją kulę nawozu niczym człowiek wtaczający codziennie własny głaz pod górę.
Jego głazem jest kulka nawozu.
Jego karą jest nienasycenie.
Jego górą staje się nieustanne pragnienie posiadania.
I właśnie tutaj książka Simony Smatany zyskuje zaskakującą głębię. „Żuk Hugo” można oczywiście czytać jako prostą opowieść o chciwości, ale można też zobaczyć w niej bardzo trafną alegorię współczesnego człowieka, który przestał pytać, po co właściwie nieustannie gromadzi kolejne rzeczy.
Żuk Hugo i dziecięca fascynacja tym, co obrzydliwe
Od pewnego czasu coraz mocniej interesuje mnie obecność motywów fizjologicznych we współczesnej literaturze dziecięcej. Pisałem już o książkach takich jak „Kupa siku” Stéphanie Blake, „Kupa. Przyrodnicza wycieczka na stronę” Nicoli Davies czy „O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę”. Wszystkie te teksty pokazują, że dziecięca fascynacja kupą i tym, co cielesne, nie jest czymś złym ani niepokojącym. To naturalny etap poznawania świata.
Simona Smatana doskonale wpisuje się w ten nurt literatury rehabilitującej to, co niskie, biologiczne i pozornie nieestetyczne. Jej bohater nie jest przecież uroczym kotkiem ani dzielnym pieskiem. Jest owadem żyjącym wśród odchodów innych zwierząt. I właśnie dlatego dzieci prawdopodobnie pokochają go od pierwszych stron.
Co jednak ważne, autorka nie traktuje tego tematu wyłącznie jako źródła taniego humoru. Podobnie jak Nicola Davies pokazuje, że odchody są częścią ekosystemu, elementem biologicznego obiegu natury i czymś absolutnie naturalnym. Żuk gnojowy nie jest tutaj obrzydliwym stworzeniem. Jest ważnym uczestnikiem życia lasu.
To bardzo cenna perspektywa, ponieważ literatura dziecięca przez lata próbowała unikać tematów związanych z cielesnością albo zamykała je w ramach prostego żartu. Tymczasem dzieci chcą poznawać świat takim, jaki jest naprawdę. Chcą zadawać pytania o kupę, robaki, błoto i wszystko to, co budzi ich ciekawość.
„Żuk Hugo” daje im taką możliwość, ale robi to z ogromnym wyczuciem i inteligencją.
Żuk Hugo i siła utraty
Najważniejszy moment książki przychodzi wtedy, gdy deszcz rozpuszcza wszystkie zgromadzone przez Hugo skarby. To scena bardzo prosta, ale jednocześnie niezwykle mocna symbolicznie. Woda unieważnia jego majątek, zabiera efekt obsesyjnej pracy i zatrzymuje mechanizm nieustannego gromadzenia.
Deszcz pełni tutaj rolę oczyszczającą.
Nie jest karą wymierzoną bohaterowi.
Nie ma w tej scenie okrucieństwa.
Jest zatrzymanie.
Dopiero utrata pozwala Hugo naprawdę zobaczyć świat wokół siebie. Żuk zwalnia, zaczyna dostrzegać las, przyjaciół i zwykłe chwile, które wcześniej całkowicie ignorował. Odkrywa, że nie musi bez końca toczyć kolejnych kul nawozu, aby mieć poczucie sensu i spełnienia.
I właśnie za to najbardziej cenię tę książkę.
Simona Smatana nie moralizuje. Nie tworzy kolejnej terapeutycznej opowiastki, która próbuje wprost tłumaczyć dziecku, jak powinno żyć. Takich książek pojawia się obecnie na rynku bardzo dużo i przyznam szczerze, że wiele z nich pozostaje literacko martwych. Autorzy często bardziej chcą przekazać konkretną lekcję niż opowiedzieć dobrą historię.
Tutaj jest inaczej.
Przemiana Hugo nie wydaje się sztuczna ani dydaktycznie wymuszona. Wynika z doświadczenia straty i zatrzymania. Dzięki temu zarówno dziecko, jak i dorosły mogą samodzielnie przeżyć tę historię i wyciągnąć własne wnioski.
Ilustracje, które budują cały świat
Nie sposób mówić o Żuku Hugo bez zwrócenia uwagi na ilustracje. Simona Smatana tworzy świat ciepły, przytulny i lekko baśniowy. Posługuje się miękką kreską oraz kredkowymi fakturami, dzięki którym każda rozkładówka wydaje się pełna życia.
Kolory pozostają stonowane, ale jednocześnie bardzo bogate. W lesie pojawiają się błękitne liście, różowe grzyby, podziemne mieszkania i mnóstwo drobnych detali codzienności. Zwierzęta noszą buciki, piją kawę i funkcjonują trochę jak ludzie, co dodatkowo wzmacnia alegoryczny charakter opowieści.
To właśnie ilustracje sprawiają, że dziecko może długo wracać do tej książki i za każdym razem odkrywać coś nowego. Smatana świetnie rozumie specyfikę książki obrazkowej. Obrazy nie są tutaj wyłącznie dodatkiem do tekstu. One opowiadają własną historię.
Mam też wrażenie, że Żuk Hugo to książka, którą warto czytać wspólnie z dzieckiem. Młody odbiorca bez problemu odnajdzie humor i przygodę, ale dorosły może pomóc mu odczytać ukryte znaczenia, symbole i pytania, które autorka pozostawia między wierszami.
Bo właśnie o odczytywanie tutaj chodzi.
Nie tylko o przeczytanie.
Ekologia, ciekawostki i książka, która zostaje na dłużej
Ogromnym atutem Żuka Hugo jest również to, że książka nie kończy się wraz z ostatnią stroną fabuły. Na końcu publikacji znalazły się ciekawostki przyrodnicze dotyczące żuka gnojowego, jego sposobu życia, rozmnażania i roli w ekosystemie. Dzieci mogą dowiedzieć się, jak wygląda rozwój owada, czym się żywi i dlaczego jest tak ważny dla natury.
To jednak nie wszystko.
Autorka przygotowała również humorystyczny przewodnik po kupach różnych zwierząt, co idealnie wpisuje się w dziecięcą fascynację tym, co cielesne i pozornie obrzydliwe. Ten element wywoła zapewne mnóstwo śmiechu, ale jednocześnie pełni funkcję poznawczą. Dziecko uczy się patrzeć na naturę bez sztucznego wstydu.
Dopełnieniem całości jest przepis na słodkie kulki inspirowane głównym bohaterem książki. To drobny dodatek, ale bardzo dobrze pokazuje filozofię Smatany: literatura ma nie tylko opowiadać historię, ale też zapraszać do wspólnej aktywności, rozmowy i zabawy.
Warto wspomnieć również o samym wydaniu książki. „Żuk Hugo” ukazał się zgodnie z zasadą Zielonej karty 3R: refuse, reuse, recycle. To detal, który świetnie współgra z przesłaniem całej historii. Książka mówiąca o naturze, ekologii i odpowiedzialności za świat została przygotowana z troską o środowisko również na poziomie materialnym.
I właśnie dzięki temu wszystkiemu „Żuk Hugo” okazuje się czymś znacznie więcej niż zwykłą książką obrazkową.
To opowieść zabawna, mądra i zaskakująco uniwersalna.
Dzieci będą śmiały się z kupowych kulek.
Dorośli prawdopodobnie zobaczą w Hugo samych siebie.
A to chyba najlepsza rekomendacja, jaką można wystawić współczesnej literaturze dziecięcej.