Wybór książki dla dziecka rzadko bywa przypadkowy. Nawet jeśli decyzja zapada intuicyjnie, lektura szybko weryfikuje jej trafność: jedne teksty wciągają, inne nużą, jeszcze inne budzą opór lub obojętność. Różnice te nie wynikają wyłącznie z indywidualnych upodobań czytelnika, lecz także z tego, że sam tekst zakłada określony sposób odbioru. Literatura, także dziecięca, projektuje bowiem swojego adresata, przewidując jego kompetencje językowe, wrażliwość emocjonalną oraz gotowość do interpretacyjnego zaangażowania.
Tę relację między strukturą tekstu a potencjalnym odbiorcą opisuje pojęcie czytelnika implikowanego, sformułowane przez Wolfganga Isera. Czytelnik implikowany nie jest realną osobą ani konkretnym dzieckiem, lecz figurą wpisaną w tekst – zespołem dyspozycji i oczekiwań, które uruchamiają się w akcie lektury. Analiza tej kategorii pozwala przesunąć uwagę z pytania, czy dana książka „podoba się” dziecku, na pytanie o to, jakiego czytelnika tekst zakłada i jakie formy aktywności czytelniczej umożliwia lub wymusza.
Z tej perspektywy interesującym przykładem są Opowieści Mysiej Treści Anny B. Ignatowskiej. Choć książka ta sytuuje się w obrębie literatury dziecięcej o ciepłym, przyrodniczo-rodzinnym charakterze, nie proponuje prostych rozwiązań interpretacyjnych ani jednoznacznych ocen. Przeciwnie, pozostawia wiele miejsc niedookreślenia, wymagających od odbiorcy uważności, dopowiadania sensów i emocjonalnego zaangażowania. Tym samym konstruuje czytelnika implikowanego jako uczestnika, a nie biernego odbiorcę opowieści.
Refleksja nad tym, jakiego czytelnika zakłada tekst i w jakim stopniu czytelnik realny jest gotów wejść w przewidzianą dla niego rolę, pojawiła się w moim doświadczeniu lekturowym w sposób nieoczekiwany – w trakcie codziennej rozmowy z dzieckiem, która stała się impulsem do dalszych rozważań.
Młody: Mamoooo, pani od polaka nas chyba nie lubi. Wybiera nam same nudne lektury.
Ja: Mhm… a co teraz przerabiacie?
M.: Asiunię.
Ja: To bardzo fajna książeczka. Ale chyba niekoniecznie dla chłopców, co?
M. (podsumowując, jak to tylko on potrafi): Czyli, że pani nie lubi tylko chłopaków?
Czytelnik i tekst, czyli jak działa czytelnik implikowany?
Kiedy zastanowić się nad tą rozmową spokojniej, trudno odmówić dziecku racji. Odbiór książki i to, czy lektura okaże się wciągająca, obojętna czy wręcz zniechęcająca, w dużej mierze zależy nie od samego czytelnika, lecz od tego, jakiego odbiorcę zakłada sam tekst. Innymi słowy: literatura nie jest neutralna wobec swoich adresatów. Każdy utwór wytwarza określony model lektury i projektuje czytelnika, który ma tę lekturę „uruchomić”.

Mechanizm ten opisał Wolfgang Iser w książce The Implied Reader (1974), pisząc, że „every text creates a kind of reader who is invited to respond in specific ways – the implied reader”1. Czytelnik implikowany nie jest więc postacią realną ani empirycznie uchwytną, lecz figurą tekstową – zespołem dyspozycji odbiorczych wpisanych w strukturę dzieła. Konstruują go takie elementy, jak sposób prowadzenia narracji, dobór słownictwa, rytm i tempo opowieści, stopień złożoności świata przedstawionego, a także miejsca niedookreślenia, które domagają się aktywnego dopełnienia przez odbiorcę. Tekst „projektuje” swojego czytelnika, zakładając określony zasób kompetencji kulturowych, językowych i interpretacyjnych, a także pewien typ wrażliwości estetycznej i emocjonalnej.

W tym ujęciu lektura nie jest aktem biernego odbioru gotowego sensu, lecz procesem współtworzenia znaczenia, przebiegającym w napięciu między strukturą tekstu a aktywnością czytelnika. Iser podkreślał, że sens utworu ujawnia się dopiero w akcie czytania — jako rezultat dynamicznej interakcji między tym, co zapisane, a tym, co dopowiedziane przez odbiorcę.
Podobne stanowisko zajmuje Umberto Eco, rozwijając koncepcję czytelnika modelowego, którego zadaniem jest „współdziałanie w aktualizacji sensu tekstu”. Autor, posługując się określoną strategią narracyjną, konwencjami gatunkowymi i systemem znaków, antycypuje sposób lektury, lecz nie narzuca jednego, zamkniętego znaczenia. Przeciwnie – tekst pozostaje strukturą otwartą, wymagającą kompetentnego odbiorcy, zdolnego rozpoznać reguły gry interpretacyjnej i podjąć zaproszenie do jej kontynuowania.
Z perspektywy teorii czytelnika implikowanego szczególnie istotne staje się pytanie o zgodność (bądź jej brak) między czytelnikiem realnym a tym, którego „przewiduje” tekst. Jeśli rzeczywisty odbiorca nie dysponuje kompetencjami zakładanymi przez utwór (kulturowymi, językowymi czy emocjonalnymi) lektura może okazać się trudna, nużąca lub wręcz odrzucająca. Jeżeli jednak dochodzi do swoistego spotkania obu figur, tekst zostaje „uruchomiony”, a doświadczenie czytania nabiera charakteru satysfakcjonującej współpracy. W tym sensie pytanie o to, czy dana książka „jest dla mnie”, okazuje się w istocie pytaniem o to, jakiego czytelnika dany tekst zakłada i czy jestem gotów wejść w przewidzianą dla mnie rolę.
„Opowieści Mysiej Treści” jako książka otwarta
Patrząc przez pryzmat kategorii czytelnika implikowanego (czytelnika modelowego), warto odnieść się do Opowieści Mysiej Treści Anny B. Ignatowskiej – zbioru opowiadań dla dzieci, który niedawno trafił w moje ręce. Bohaterami książki są dwie mysie rodziny, Myszorscy i Leśniorscy, oraz dorastająca myszka Pafnucy, która wraz z bliskimi i przyjaciółmi doświadcza codziennych przygód, obserwuje zmieniający się świat i stopniowo uczy się relacji z innymi. Opowieści łączą wątki przyrodnicze z tematami rodzinnymi oraz sytuacjami bliskimi dziecięcemu doświadczeniu, ukazanymi z perspektywy młodej bohaterki.

Autorka posługuje się językiem prostym i przystępnym, dostosowanym do możliwości dziecka, a jednocześnie bogatym w środki stylistyczne charakterystyczne dla literatury dziecięcej: personifikacje, zdrobnienia, porównania oraz dialogi nasycone emocjami. Ton opowiadań jest ciepły i łagodny, opiekuńczy, budujący atmosferę bezpieczeństwa i spokoju. Już na tym poziomie można dostrzec, jakiego odbiorcę tekst zakłada – wrażliwego, uważnego, gotowego na spokojną, refleksyjną lekturę.
Opowieści Mysiej Treści nie są jednak prostą bajką z jednoznacznym morałem. To zbiór krótkich historii, w których wiele pozostaje niedopowiedziane. Autorka nie wskazuje wprost, co jest dobre, a co złe, nie formułuje gotowych ocen ani wniosków moralnych. Sens opowieści ujawnia się dopiero w procesie lektury: czytelnik zostaje zaproszony do samodzielnego „dopisywania” znaczeń, do zastanowienia się nad motywacjami bohaterów, charakterem ich relacji oraz nad tym, jak zmieniają się oni wraz z upływem czasu, pór roku i zdobywanych doświadczeń.
„Tekst leniwy” i aktywny czytelnik
Odwołując się do koncepcji Umberta Eco, tekst Ignatowskiej można określić mianem „leniwego”. Lenistwo to ma jednak znaczenie jednoznacznie pozytywne. Jak pisał Eco w Lector in fabula, „tekst jest maszyną leniwą, która wymaga od czytelnika wiele pracy”. Utwór nie podaje więc sensów wprost, lecz zakłada ich aktywne współtworzenie przez odbiorcę. Taki charakter mają Opowieści Mysiej Treści. Narracja nie prowadzi czytelnika wyłącznie po linii zdarzeń, lecz zachęca do zatrzymania się, namysłu i interpretacji.
Dziecko czytające lub słuchające tej opowieści nie pozostaje biernym odbiorcą fabuły. Tekst skłania je do uważnej obserwacji przyrody, dostrzegania detali świata przedstawionego oraz reagowania na pytania formułowane wprost lub ukryte w strukturze narracji. Co istotne, pytania te nie odnoszą się jedynie do przebiegu wydarzeń, lecz otwierają przestrzeń refleksji nad emocjami, relacjami rodzinnymi, odpowiedzialnością, dobrem i gotowością niesienia pomocy. W ten sposób lektura wykracza poza sam tekst i przenosi się w sferę rozmowy, doświadczenia oraz wyobraźni.
Książka Ignatowskiej funkcjonuje więc podobnie jak ecońskie „dzieło otwarte”. Nie zamyka znaczeń, lecz inicjuje proces ich dalszego rozwijania. Sens nie wyczerpuje się w zapisanych słowach, lecz aktualizuje się w myśleniu czytelnika, w dialogu z dorosłym pośrednikiem oraz w pytaniach pojawiających się po zakończeniu lektury. W tym kontekście figura czytelnika modelowego ujawnia się pełniej jako odbiorca ciekawy świata, uważny na otoczenie, skłonny do refleksji i gotowy do podjęcia intelektualnego wysiłku. Jest to czytelnik, który nie tylko „odbiera” opowieść, lecz aktywnie ją współtworzy, wpisując własne doświadczenia i emocje w przestrzeń tekstu.
Ilustracja elementem współtworzenia dzieła
Wolfgang Iser zauważa, że „luki w tekście dają czytelnikowi możliwość wykorzystania własnej zdolności do ustanawiania powiązań”2. Oznacza to, że tekst literacki z natury pozostaje niepełny, a jego pełne znaczenie konstytuuje się dopiero w akcie lektury, wtedy gdy czytelnik wypełnia tak zwane miejsca niedookreślenia własnymi emocjami, domysłami, doświadczeniami i wyobraźnią. Sens nie jest zatem immanentną właściwością tekstu, lecz efektem interakcji pomiędzy strukturą dzieła a aktywnością odbiorcy.
W tym kontekście szczególnie interesujące okazuje się pytanie o to, co dzieje się wówczas, gdy luki tekstowe zostają wypełnione nie tylko przez proces mentalny czytelnika, lecz również przez obrazy, czyli materialne wytwory wyobraźni potencjalnego odbiorcy, w tym przypadku dzieci. „Odwołując się do ustaleń badaczy literatury i języka obrazów, można zauważyć, że tekst literacki charakteryzuje się swoistą cechą, jaką jest „niedookreślenie”: (…) Z kolei materia obrazu graficznego czy malarskiego niesie w sobie swego rodzaju „nadokreśloność” (…) Cechy te mogą zostać … odczytane jako źródła dodatkowych znaczeń i wskazówki interpretacyjne”3.
Odwołując się do ustaleń badaczy literatury oraz teorii obrazu, można dostrzec istotną różnicę pomiędzy statusem słowa i obrazu. Tekst literacki charakteryzuje się swoistą niedookreślonością. Pozostawia przestrzeń interpretacyjną, domaga się dopowiedzeń i aktywizuje wyobraźnię odbiorcy. Materia obrazu graficznego czy malarskiego niesie natomiast pewien rodzaj nadokreśloności. Obejmuje ona konkretność kształtów, barw oraz relacji przestrzennych, które w pewnym stopniu ukierunkowują interpretację. Cechy te nie muszą być jednak postrzegane jako przeciwstawne. Można je rozumieć jako komplementarne, a więc jako źródła dodatkowych znaczeń i wskazówki interpretacyjne. Obraz nie zamyka sensu tekstu, lecz wprowadza jego nowy wymiar, dookreślając go emocjonalnie i wizualnie.
Szczególnego znaczenia nabiera w tym miejscu fakt, że książka została zilustrowana przez córki autorki, jej pierwsze modelowe czytelniczki, które jednocześnie stały się współautorkami dzieła. Ich ilustracje, pełne miękkich linii, pastelowych kolorów i subtelnych detali przyrody, nie tylko ożywiają narrację, lecz także budują jej emocjonalny kontekst oraz wizualną interpretację świata przedstawionego. Zabieg ten nadaje opowiadaniom autentyczności i wyraźnie rodzinnego charakteru, a zarazem pokazuje dzieciom, że posiadają realną sprawczość w procesie tworzenia tekstu kultury.
W tym sensie warto przywołać myśl Umberta Eco, zgodnie z którą „tekst reprezentuje potencjalny efekt, który urzeczywistnia się w procesie czytania. Dzieło literackie ma dwa bieguny: artystyczny i estetyczny. Biegun artystyczny to tekst autora, a estetyczny jego urzeczywistnienie przez czytelnika”4. Choć Eco nie odnosi się bezpośrednio do roli ilustratora, jego koncepcja współtworzenia dzieła trafnie opisuje sytuację, w której autor tekstu i ilustrator działają wspólnie, tworząc utwór o podwójnej strukturze semiotycznej, werbalnej i wizualnej. Czytelnik staje się wówczas trzecią stroną tej relacji, aktualizując sens zarówno słowa, jak i obrazu.
Co więcej, w omawianym przypadku proces twórczy przebiega w kierunku odwrotnym do tradycyjnego. Sama autorka przyznaje, że impulsem do napisania tekstu były rysunki młodych artystek, które „urzekły duszę i oczarowały myśli”. Oznacza to, że ilustracja nie stanowi jedynie dodatku do gotowego tekstu, lecz jego źródło, punkt wyjścia i współtwórczy impuls. Tak rozumiana książka staje się nie tylko przestrzenią lektury, lecz także modelem dialogu międzypokoleniowego oraz przykładem literatury, w której dziecko nie jest wyłącznie adresatem, ale aktywnym uczestnikiem procesu tworzenia znaczeń.
Czytelnik implikowany tworzy nowe dzieło
Opowieści Mysiej Treści najtrafniej można podsumować słowami Umberta Eco z Dzieła otwartego, że każda lektura staje się nowym dziełem, ponieważ każdy czytelnik jest inny. Każdy odbiorca wnosi do tekstu własne doświadczenia, wrażliwość, wiedzę i emocje, a w efekcie odczytuje opowieść na swój sposób. Mysie historie dają się czytać na wielu poziomach. Dziecko zobaczy przede wszystkim bohaterów, ich przygody i zabawne sytuacje. Dorosły odnajdzie w nich sensy związane z bliskością, troską, wychowaniem i relacjami rodzinnymi. Nauczyciel lub wychowawca może potraktować je jako punkt wyjścia do rozmów o emocjach, uważności wobec przyrody oraz odpowiedzialności za świat, który nas otacza.
W tym znaczeniu każda lektura tworzy inne dzieło. Nie dlatego, że zmienia się sam tekst, lecz dlatego, że zmienia się sposób jego odczytania i przeżycia. Autorka nie zamyka znaczeń ani nie narzuca jednego trybu interpretacji. Przeciwnie, konsekwentnie zaprasza odbiorcę do współtworzenia sensu. Tekst pozostaje otwarty na różne perspektywy i gotowy do ponownego czytania w zależności od wieku, sytuacji i kontekstu.







Opowieści Mysiej Treści nie są więc książką do biernego odbioru, lecz opowieścią, która żyje w dialogu. Dialog ten toczy się między dorosłym a dzieckiem, między tekstem a wyobraźnią czytelnika oraz między słowem a obrazem. Lektura staje się doświadczeniem wspólnym i relacyjnym. Jest przestrzenią spotkania różnych interpretacji, w której sens nie zostaje ustalony raz na zawsze, lecz każdorazowo wyłania się na nowo. W tej otwartości i dialogowości ujawnia się zarówno literacka, jak i edukacyjna wartość książki. To właśnie one sprawiają, że opowieści te uczą nie tylko czytania tekstu, ale także uważnego czytania świata i siebie nawzajem.
Opowieści Mysiej Treści pokazują, że literatura dziecięca może być przestrzenią prawdziwego spotkania. Tekst nie narzuca gotowych sensów, lecz zaprasza do uważnej lektury, rozmowy i wspólnego namysłu. Dziecko, dorosły i sam tekst pozostają w relacji, w której znaczenie nie jest dane raz na zawsze, lecz rodzi się w czytaniu. W tym właśnie dialogu ujawnia się wartość książki. Nie tylko jako opowieści o myszach i ich świecie, lecz jako doświadczenia, które uczy wrażliwości, uważności i współtworzenia sensu.
- Crosman, Robert. Review of Discontinuities, by Wolfgang Iser. NOVEL: A Forum on Fiction 8, no. 3 (1975): 280–83. https://doi.org/10.2307/1345113. Tłum. autorki tekstu: „Każdy tekst tworzy pewien typ czytelnika, którego zaprasza do reagowania w określony sposób – tzw. czytelnika implikowanego.” ↩︎
- Tekst oryginału: „Gaps in the text give the reader the chance to exercise his own faculty for establishing connections.” ↩︎
- Wojciech Birek ujął temat w swoim artykule pt. „Komiksologia”. ↩︎
- Tekst oryginału: „The text represents a potential effect that is realized in the reading process. The literary work has two poles: the artistic and the aesthetic; the artistic pole is the author’s text, and the aesthetic is the realization accomplished by the reader.” (The Implied Reader) ↩︎
Bibliografia:
Birek W., Komiks i czytelnictwo: Komiksologia.
Eco U., Lector in fabula. Współdziałanie w interpretacji tekstów narracyjnych, przeł. Piotr Salwa, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994.
Ignatowska A. B., Opowieści mysiej treści, Wydawnictwo Poligraf, 2025.
Iser W., The Implied Reader: Patterns of Communication in Prose Fiction from Bunyan to Beckett, Johns Hopkins University Press, Baltimore – London 1974



























