Jak rozmawiać z dzieckiem o złości, nie tracąc z oczu miłości? Dwie wyjątkowe książki – Mama się złości i Miłość – stają się punktem wyjścia do osobistej refleksji i literackiej analizy, która pokazuje, że literatura dziecięca potrafi być lustrem dla całej rodziny.
Zapraszam do lektury artykułu autorstwa Agaty Jakubowskiej, który opatrzyłem komentarzem literaturoznawczym.
Co może mieć wspólnego złość z miłością? Chociażby to, że kiedy pojawia się ta pierwsza, druga nie znika. A na pewno nie dzieje się tak w przypadku miłości rodzica do dziecka. Książki „Mama się złości”1 Katarzyny Mikulskiej i „Miłość” Astrid Desbordes czytamy z synem razem. Stworzyliśmy wokół nich własną opowieść, która pozwala nam wrócić do równowagi w sytuacjach, gdy złość bierze górę. Może i Was w tym wesprze?

Czym jest złość i jak ją oswajać?
Złość. Emocja, której chyba wszyscy nie lubimy. Ale emocja po prostu jest — ani dobra, ani zła. Pojawia się i coś o nas mówi. Jest reakcją na wydarzenie, które coś w nas porusza. To „coś” nieraz jest nieuchwytne, ale trzyma mocno, a my szarpiemy się i próbujemy się wyrwać. Jak sobie z nią poradzić? Jakie są akceptowane sposoby jej wyrażenia? To pytania, które stawiamy sobie nie tylko jako rodzice wprowadzający dziecko w świat emocji, ale także jako osoby same ich doświadczające.
Często w poradnikach dla rodziców można znaleźć treści w stylu „jak się nie złościć”, „jak nie krzyczeć na swoje dziecko”. Książka „Mama się złości” Katarzyny Mikulskiej, choć nie jest poradnikiem, dotyka właśnie tych kwestii, ale od innej strony. Pokazuje ona dziecku (i rodzicowi), że złość może być, że może pojawić się irytacja i krzyk, ale bardzo ważne jest to, co następuje po ich zakończeniu i co dzieje się wtedy pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Znajdziemy tu cenne wskazówki, jak przejść przez tę burzę bez wielkich strat.
Wartością dodaną książki „Mama się złości” jest zamieszczony na końcu krótki poradnik dla dorosłych, przedstawiający, jak rozpoznawać swoją złość i jakie strategie radzenia sobie z tą niełatwą emocją są pomocne. Bo złość możemy wyrażać w sposób, który nie rani innych.
Historia z codzienności: złość, rozczarowanie i rozmowa
To historia, która może wydarzyć się wszędzie: pracująca mama, która z uwagi na zawodowe wyzwanie musi odroczyć zaplanowaną wcześniej aktywność z córką Tiną. W obliczu kryzysowej sytuacji w pracy i niewykonania w terminie zadania mama Tiny reaguje złością i krzykiem na jej prośbę o wyjście z domu. Tina oczywiście nie rozumie — przecież były umówione.
Przedstawione jest tutaj rozczarowanie dziecka, które czekało na tę chwilę z niecierpliwością, oraz niecierpliwość mamy, która wie, że to się wydarzy, ale później, po wykonaniu czynności, które są dla niej teraz bardzo ważne. Dla mnie najistotniejsze w tej historii jest to, co dzieje się potem. Ta sytuacja nie zostaje przemilczana — mama rozmawia z córką, wyjaśnia, co się wydarzyło, i przeprasza ją za swoją reakcję. Tak, przeprasza. Bo jej zdenerwowanie zwyciężyło nad inną reakcją, taką, jaką chciałaby córce zaprezentować: bez krzyku, z poświęceniem czasu na bycie z rozczarowaniem dziewczynki.
Miłość, która trwa mimo emocji
Idealne uzupełnienie tego tematu znalazłam w książce „Miłość”2 Astrid Desbordes. Była ona jedną z pierwszych książek, które czytałam synowi, ale teraz, kiedy ma 5 lat, zaczyna ją bardziej rozumieć i rozmawiamy na temat miłości. Niezmiennie urzeka mnie w niej jedno zdanie:
Kocham cię, kiedy zachowujesz się jak trzeba, i kiedy ci przechodzi
Zawiera ono odpuszczenie oczekiwań i dystans, który nieraz trudno odnaleźć w codzienności — właśnie wtedy, gdy pojawia się złość. I właśnie wtedy warto pamiętać, że ta miłość między nami jest; jest poza tymi słowami i zachowaniami, które nieraz sprawiają przykrość.
Jest tu jednak ważne „ale”: musi to zostać świadomie uchwycone, zakomunikowane i wyjaśnione. To nie tłumione złości, pretensje, przemilczane opowieści i oczekiwania. To nie akceptacja przemocy w żadnej jej postaci. Syn niejednokrotnie pyta, czy go kocham, kiedy widzi moją irytację, kiedy podnoszę głos. I to są bardzo piękne rozmowy, niezależnie od tego, że czuję goniący mnie czas i trudne emocje we mnie. Miłość do dziecka jest bezwarunkowa.

Książki jako przestrzeń rozmowy i wspólnego przeżywania
To książki, które mogą stać się dla nas lustrem i pozwolić nam sprostać ważnym rodzicielskim wyzwaniom, a także znaleźć odpowiedzi na pojawiające się na tej drodze pytania. Jakie oczekiwania mamy wobec siebie i naszych dzieci? Jacy chcemy być jako rodzice? Złość była, jest i będzie się pojawiała. Jest granicą, która nas o czymś informuje. I skoro przekazujemy tę wiedzę dziecku, nie możemy w tym procesie pominąć siebie i swoich reakcji.
Ponieważ kwestie związane z emocjami są zawsze bardzo aktualne, a ich ukazywanie z różnych perspektyw ma ogromne znaczenie, pozwoliłem sobie rozbudować recenzję autorstwa Agaty Jakubowskiej o ujęcie literaturoznawcze. Współczesna literatura dziecięca, zwłaszcza ta poruszająca temat emocji, zasługuje na głębszą analizę – nie tylko jako narzędzie wychowawcze, ale także jako pełnoprawna przestrzeń kultury i komunikacji międzypokoleniowej.

Zarówno Mama się złości Katarzyny Mikulskiej, jak i Miłość Astrid Desbordes, to teksty, które – mimo pozornego minimalizmu – operują wyrafinowanymi środkami narracyjnymi. Warto przyjrzeć się im bliżej z perspektywy teorii literatury dziecięcej, by lepiej zrozumieć ich siłę oddziaływania: emocjonalną, poznawczą i relacyjną. Analiza ta nie ma na celu oderwania się od czytelniczego doświadczenia, ale raczej jego pogłębienie z uwzględnieniem tego, jak tekst funkcjonuje w relacji z dzieckiem, dorosłym i wspólnym przeżyciem czytania.
Literatura dziecięca jako narzędzie emocjonalnej inicjacji
Z perspektywy literaturoznawczej obie książki sytuują się w obrębie współczesnej literatury dziecięcej, która, jak wielokrotnie podkreślają badacze, odchodzi od prostego modelu dydaktyzmu na rzecz narracji relacyjnej i dialogowej. Zarówno Mama się złości, jak i Miłość realizują strategię tekstu otwartego, zapraszającego do współtworzenia sensu w akcie wspólnej lektury dziecka i dorosłego. Nie są to więc książki instruktażowe, lecz narracje performatywne, których znaczenie aktualizuje się w konkretnej sytuacji czytania, rozmowy i emocjonalnego napięcia. W tym sensie bliżej im do literatury inicjacyjnej niż do klasycznego poradnika.
Emocje, relacje i wspólna interpretacja
Istotną kategorią interpretacyjną jest tu relacja między warstwą fabularną a aksjologiczną. W obu tekstach fabuła została maksymalnie uproszczona. Mamy do czynienia z epizodem codziennym, niemal banalnym, pozbawionym dramaturgii w sensie zdarzeniowym. Ten minimalizm narracyjny pełni jednak funkcję ramy, w której eksponowana zostaje sfera emocji i relacji. Złość i miłość nie są tu tematami opowiadanymi wprost, lecz raczej pokazywanymi w działaniu, poprzez gest, słowo, ciszę, a także przez to, co następuje po kulminacji emocji. Takie przesunięcie akcentu z akcji na relację jest charakterystyczne dla nowoczesnej literatury dziecięcej, skoncentrowanej na doświadczeniu wewnętrznym bohatera.

Dorosły też czuje: demitologizacja autorytetu rodzica
Warto zwrócić uwagę na konstrukcję podmiotu dorosłego. W tradycyjnych narracjach dla dzieci dorosły pełnił funkcję normatywną, był nośnikiem ładu, stabilności i jednoznacznych ocen. Tymczasem w Mamie się złości figura matki zostaje odheroizowana. Jest ona podmiotem przeżywającym kryzys, emocjonalnie niegotowym, podatnym na błąd. Ten zabieg wpisuje się w szerszy nurt demitologizacji dorosłości w literaturze dziecięcej i ma istotne konsekwencje komunikacyjne. Dziecko otrzymuje prawo do własnej perspektywy, a jednocześnie zostaje wprowadzone w świat relacji opartych na rozmowie i odpowiedzialności za słowo.
Miłość jako stała rama emocjonalna
Z kolei Miłość Astrid Desbordes operuje językiem afirmacji i powtórzenia, który buduje poczucie bezpieczeństwa poprzez rytmiczną strukturę wypowiedzi. Powtarzalność fraz nie jest tu stylistycznym uproszczeniem, lecz świadomą strategią. Miłość zostaje przedstawiona jako stała i niezmienna rama sensu, obejmująca zmienność emocji i zachowań. W kategoriach genologicznych można mówić o liryzacji narracji. Tekst balansuje na granicy prozy i poetyckiej deklaracji, co wzmacnia jego funkcję emocjonalną i performatywną.
Czytelnik jako współtwórca sensu
Obie książki można także odczytywać w kontekście teorii odbioru. Dziecko jako czytelnik nie jest tu biernym adresatem, lecz aktywnym interpretatorem, który konfrontuje tekst z własnym doświadczeniem emocjonalnym. Jednocześnie obecność dorosłego współczytelnika sprawia, że sens powstaje w dialogu między tekstem, dzieckiem i rodzicem. Literatura dziecięca ujawnia się w ten sposób jako przestrzeń mediacji pomiędzy emocją a jej nazewnictwem, pomiędzy przeżyciem a refleksją, pomiędzy indywidualnym doświadczeniem a wspólnym językiem.
Literatura dziecięca jako bezpieczna przestrzeń emocjonalna
W tym ujęciu Mama się złości i Miłość nie tylko opowiadają o emocjach, ale realnie uczestniczą w ich porządkowaniu. Literatura nie tyle uczy, czym jest złość czy miłość, ile stwarza bezpieczną przestrzeń, w której mogą one zostać rozpoznane, nazwane i oswojone. To właśnie ta funkcja relacyjna, dialogowa i wspólnototwórcza wydaje się dziś jedną z najważniejszych cech wartościowej literatury dla dzieci.







