Jastuś
TataCzyta.com > Jastuś

Jastuś

Udostępnij:
Pobierz PDF:

Szczegóły

O autorze

Zuzanna Trojnacka-Dasiak

Twórczość Zuzanny Trojnackiej-Dasiak lokuje się w tym nurcie literatury dziecięcej, który nie traktuje dzieciństwa jako etapu „niedokończonego”, lecz jako pełnoprawny sposób bycia w świecie. Autorka konsekwentnie buduje swoje opowieści z perspektywy uważności – tej szczególnej...

O autorze →

Jastuś to jedna z tych książek, które trudno opisać jednym zdaniem, bo jej siła nie leży w jednej efektownej scenie, tylko w tym, jak konsekwentnie buduje nastrój i jak długo ten nastrój zostaje w człowieku. W zakładce „książki” na moim blogu chcę zbierać właśnie takie tytuły, które działają ciszej, ale trafiają głębiej. Dlatego zaczynam od historii, która prowadzi czytelnika do miejsca niby realnego, bo autorka podaje konkretne tropy i lokalizacje, a jednocześnie zaprasza do przestrzeni mniej materialnej, bardziej miękkiej, zbudowanej z wyobraźni, relacji i codziennych rytuałów.

Kiedy patrzę na okładkę, widzę zachodzące słońce i uśmiechniętego chłopca, który pewnym krokiem idzie w stronę czytelnika. Widzicie go. To Jaś. I chociaż opowieść jest osadzona w konkretnym świecie, to ja proponuję spojrzeć na nią tak, jakbyśmy wchodzili do środka przez światło zachodu, przez ciepło i spokój, które zapowiadają, że nie będzie tu gonitwy za sensacją. Będzie za to uważność. I będzie Jastuś, książka, która potrafi dodać skrzydeł, ale bez hałasu.

To ważne, bo bardzo łatwo dziś przyzwyczaić się do tego, że literatura dla dzieci musi natychmiast przykuwać uwagę. Musi być głośna, szybka, pełna zwrotów, pełna postaci, które mówią dowcipami, pełna zdarzeń, które co chwilę zmieniają kierunek. Jastuś idzie inną drogą. Nie próbuje wygrać z ekranami ich własną bronią. Nie próbuje krzyczeć głośniej. Zamiast tego mówi: podejdź bliżej. Usiądź. Posłuchaj. Zobacz to, co zwykle umyka, bo wydaje się zwyczajne.

I właśnie dlatego w zakładce „książki” chcę o Jastuś napisać szerzej. Bo to tytuł, który można czytać szybko, ale najlepiej działa, kiedy czyta się go w tempie świata, który opisuje. W tempie dnia. W tempie natury. W tempie rozmowy, w której nie trzeba od razu odpowiadać. W tempie dziecka, które uczy się świata przez powtarzalność, przez rytuały, przez zabawę, przez nazywanie rzeczy na własny sposób.

Jastuś jako świat pomiędzy codziennością a wyobraźnią

Najbardziej lubię w tej książce to, że Jastuś nie dzieli świata na dwa osobne pokoje. Tu nie ma ostrej granicy między tym, co realne, a tym, co wyobrażone. Nie ma klasycznego wejścia do krainy cudów, nie ma przejścia przez tajemne drzwi, nie ma nagłego ogłoszenia, że od tej chwili jesteśmy w innym uniwersum. A jednak w wielu momentach czuć, że codzienność jest tu nasycona czymś więcej. Jakby zwykłe sprawy miały w sobie dodatkową warstwę. Jakby świat był na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie trochę dalej, jakby istniała możliwość, której nie da się do końca opisać, ale da się ją poczuć.

To jest bardzo dziecięce. Dziecko potrafi być jednocześnie tu i gdzieś jeszcze. Potrafi być na podwórku i na wyprawie. Potrafi widzieć w krześle statek, a w ogrodzie dżunglę. I nie musi przy tym udawać, że podwórka nie ma. Ono po prostu przeżywa podwórko inaczej. Nie neguje realności, tylko ją rozszerza.

Jastuś świetnie to rozumie i nie robi z wyobraźni dekoracji. Wyobraźnia nie jest tu dodatkiem, który ma upiększyć opowieść. Jest sposobem przeżywania. I tu pojawia się rzecz, o której rzadko mówi się wprost, a która w tej książce jest bardzo wyczuwalna: wyobraźnia nie jest ucieczką od życia. Wyobraźnia jest narzędziem, które pomaga życie oswajać. Pomaga je zrozumieć. Pomaga je uporządkować. Pomaga je przeżyć po swojemu.

W klasycznych ujęciach teorii literatury mówi się o świecie przedstawionym, czyli o tym, że tekst nie jest kopią rzeczywistości, tylko własną konstrukcją. Nawet kiedy książka wygląda realistycznie, to i tak jest zrobiona z wyborów: co autor pokazuje, co pomija, co podkreśla, w jakiej kolejności, z jakiej perspektywy, jakim językiem. To wszystko składa się na świat, który jest spójny, ale nie musi być identyczny z życiem. W książce Jastuś widać, że ta konstrukcja jest przemyślana. Autorka wybiera takie elementy codzienności, które z jednej strony są bardzo konkretne, a z drugiej dają przestrzeń na oddech i dopowiedzenie. Dzięki temu powstaje świat, który jest bliski, ale nie płaski. Bliski, ale nasycony znaczeniem.

W efekcie Jastuś nie jest ani książką całkiem realistyczną, ani książką czysto fantastyczną. Jest czymś pośrodku, ale to pośrodku nie jest kompromisem. To pośrodku jest świadomym wyborem. Świat ma tu stabilność, bo ma dom, rodzinę, rytm, pracę, naturę. A jednocześnie ma miękkość, bo jest w nim miejsce na marzenie i na to, co dzieje się w głowie i w sercu dziecka.

Warto też zauważyć, jak ta strategia wpływa na czytelnika. Kiedy nie dostajemy fajerwerków i nie dostajemy wielkich cudów, zaczynamy inaczej patrzeć. Zaczynamy widzieć drobiazgi. A drobiazgi w tej książce naprawdę pracują. To, co zwyczajne, przestaje być tylko tłem. Zwyczajność staje się nośnikiem sensu. Właśnie w tym, co powtarzalne, pojawia się spokój. Właśnie w tym, co codzienne, pojawia się wartość.

Dla młodego czytelnika to jest naturalne, bo dzieci często żyją w trybie na niby bez wielkich deklaracji. Dla dorosłego to bywa przypomnienie. Przypomnienie, że nie wszystko musi być głośne, żeby było ważne. Że nie wszystko musi się wydarzyć, żeby coś się w człowieku zmieniło. Że można poczuć sens w zwykłym dniu, jeśli spojrzy się uważnie.

Dlatego Jastuś w tej zakładce jest dla mnie punktem startu. Bo pokazuje model literatury, który nie ściga się o uwagę, tylko ją kształtuje. Nie bombarduje bodźcami, tylko uczy zatrzymania. I robi to bez moralizowania.

Jastuś i czytanie ciszy

Czytając tę książkę, miałem wrażenie, że zaglądam do jej świata przez wąską szczelinę. Widzę wystarczająco dużo, by poczuć klimat, ale nie dostaję wszystkiego na tacy. I to jest bardzo ważna cecha tej opowieści. Ona zostawia miejsce dla czytelnika. Miejsce na dopowiedzenie. Miejsce na własne skojarzenia. Miejsce na własne tempo.

W teorii literatury mówi się o miejscach niedookreślenia, czyli o tym, że tekst zawsze zostawia pewne luki, które czytelnik wypełnia w głowie. Nie chodzi o braki, tylko o przestrzeń do konkretnej wyobraźni, do osobistego obrazu, do własnego doświadczenia. W Jastuś to niedopowiedzenie jest szczególnie wyczuwalne w atmosferze. Autorka rzadko nazywa emocje wprost. Rzadko ogłasza, co mamy czuć. Zamiast tego buduje sytuacje, w których emocja wynika z gestu, z rytmu, z powtórzenia, z drobnej sceny. I dzięki temu to, co czujemy jako czytelnicy, jest bardziej nasze. Nie dostajemy instrukcji, dostajemy zaproszenie.

To zaproszenie jest też czymś w rodzaju propozycji czytania ciszy. Jastuś nie działa na zasadzie: teraz będzie wielkie wydarzenie, teraz będzie zwrot, teraz będzie kulminacja. Tu raczej mamy serię epizodów, opowiadań, scen z życia. Z pozoru prostych. Czasem wręcz banalnych, jeśli ktoś szuka w literaturze tylko niespodzianek. Ale w tej pozornej prostocie kryje się rytm. A rytm jest podstawą bezpieczeństwa.

Powtarzalność w tej książce nie jest nudą. Jest stabilnością. To, że coś wraca, że coś się powtarza, że są rytuały, że jest dzień i noc, praca i odpoczynek, rozmowa i cisza, sprawia, że świat ma sens. Dla dziecka to jest fundament. Dla dorosłego to często jest utracony luksus. I dlatego wiele osób, czytając Jastuś, może poczuć tęsknotę. Taką, którą znamy choćby z Norwida, z prostych słów o świecie, w którym podnosi się okruszynę chleba z ziemi. Albo taką, którą słychać w piosenkach o domu, w których dom nie jest budynkiem, tylko relacją.

To skojarzenie nie wynika z cytatów, tylko z podobnego sposobu organizowania doświadczenia. Jastuś pokazuje, że dom to nie tylko ściany. Dom to rytm. Dom to obecność. Dom to powtarzalność, która nie przygniata, tylko daje oparcie. I tu dochodzimy do jednego z kluczowych tematów tej książki, czyli do rodziny.

W ksiące Jastuś rodzina nie jest idealizowaną pocztówką, ale też nie jest polem dramatów. To rodzina, w której czuć ciepło. Czuć zrozumienie. Czuć bliskość. I to wszystko jest pokazane bez głośnych deklaracji. Nie ma tu długich przemów o miłości. Jest miłość w działaniu. W drobnych rzeczach. W gestach, które się powtarzają. W tym, że ktoś jest obok.

Bardzo mocno wybrzmiewa postać mamy, Kaliny. To obecność uważna, ale nienarzucająca się. Ktoś, kto jest przy dziecku, ale nie zabiera mu przestrzeni. Ktoś, kto potrafi być ciepłem, ale nie kontrolą. I jest też ta scena, która potrafi zostać w głowie na długo, kiedy Kalina jest miłośniczką ptaków i te ptaki siadają na niej jak na drzewie. Dla mnie to obraz matki jako drzewa. Drzewa, które korzeniami stoi w wartościach, a gałęziami daje miejsce na marzenia dziecka. To jest piękne, bo proste. I działa dokładnie tak, jak działa cały Jastuś. Bez hałasu, a mocno.

Jastuś książka, która otula ciepłem rodzinnego domu
Jastuś książka, która otula ciepłem rodzinnego domu

Nie mogę też pominąć taty. Pracuje przy ścince drzew, wraca zmęczony do domu, na swoim motorze, z ciężarem dnia na ramionach. A jednak w tej opowieści praca nie jest pretekstem do nieobecności. Praca jest tłem, na którym jeszcze wyraźniej widać relację. Najbardziej porusza mnie obraz ojcostwa, które się nie narzuca. Ojcostwa, które nie musi udowadniać swojej ważności głośnym tonem. Ojcostwa, które daje oparcie, ale pozwala dziecku być sobą. Być w swoim tempie. I uczyć się samostanowienia nie przez samotność, tylko przez zaufanie.

Właśnie w tym miejscu Jastuś robi coś bardzo ważnego. Pokazuje, że autonomia dziecka i bliskość rodzica nie muszą się wykluczać. Że można być obecnym i nie dominować. Że można wspierać i nie zawłaszczać. Że można prowadzić i jednocześnie zostawiać przestrzeń. To jest w tej książce cenne nie tylko dla dzieci, ale też dla dorosłych, bo w codziennym pośpiechu łatwo pomylić kontrolę z troską. A Jastuś przypomina, że troska ma różne języki i czasem najlepszym językiem jest spokojne bycie obok.

Jeśli miałbym w jednym zdaniu opisać, po co mi ta książka w zakładce „książki”, powiedziałbym tak: Jastuś jest lekcją uważności. Uważności na detale. Uważności na relacje. Uważności na rytm dnia. Uważności na to, co naprawdę buduje dom. I to jest uważność, której warto uczyć się razem z dzieckiem, bo dziecko naturalnie ją ma, a dorosły często ją gubi.

Chcę też zaznaczyć coś jeszcze. Jastuś to zbiór opowiadań. To znaczy, że można go czytać porcjami. Można czytać jeden tekst przed snem. Można wracać do wybranych fragmentów. Można zrobić z tego rytuał. I to świetnie pasuje do tego, co planuję na blogu i w mojej akcji, bo w tle jest przecież pomysł „książka do poduszki”. Jastuś jest dokładnie takim tytułem. Do poduszki, do wyciszenia, do wspólnego czytania, do rozmowy po cichu.

Na końcu chcę jeszcze wrócić do miejsc i nazw, bo one są w tej książce ważne, ale ja świadomie odsuwam je na dalszy plan. Mam nadzieję, że mieszkańcy Jastrzębia Zdroju nie poczują się pominięci, tak samo jak ciocia Amelia ze Swornychgaci i jej syn Kuba z Oszczywilka nie będą mieli mi za złe, że wspominam o nich na końcu. Podkreślę jednak raz jeszcze, że zależało mi na wejściu w inną przestrzeń, mniej materialną. W przestrzeń nastroju i znaczeń. W przestrzeń, w której konkretne miejsca są punktami zaczepienia, a najważniejsze dzieje się w relacjach, w rytmie domu i w tym, co zostaje w czytelniku po zamknięciu książki.

Jeśli więc szukasz tytułu, który nie jest głośny, ale jest ciepły, jeśli chcesz czytać dziecku coś, co uspokaja, a jednocześnie nie jest banalne, jeśli tęsknisz za opowieścią, która pokazuje rodzinę jako realne oparcie, a nie jako hasło, to Jastuś jest dobrym wyborem. To książka, która nie przyspiesza. Ona zwalnia. A czasem właśnie tego najbardziej potrzebujemy.

Inspiracje i źródła, z których korzystam w moich tekstach o literaturze

Roman Ingarden, „O dziele literackim”
Michał Głowiński, Aleksandra Okopień Sławińska, Janusz Sławiński, „Zarys teorii literatury”
Mariane Hedegaard, „Imagination and emotion in children’s play: A cultural historical approach”
Anna Guzy, „Dziecięce wyobrażenia paidii”
Stanley Fish, „Interpretacja, retoryka, polityka”
Umberto Eco, „Czytelnik modelowy”
Adam Kulawik, „Poetyka. Wstęp do teorii dzieła literackiego”
Ryszard Nycz, „Tekstowy świat”
Grzegorz Leszczyński, „Książki pierwsze. Książki ostatnie”

Kup książkę: