W historii w zasadzie każdego miasta funkcjonują instytucje, które nie błyszczą na kolorowych afiszach, a jednak są nośnikiem wyjątkowych wartości, mają w sobie autentyczny puls wspólnoty. Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach jest jedną z nich. Z pozoru to tylko miejsce, w którym książki stoją na półkach, a cisza układa się wygodnie między stolikami.
W istocie jednak to rodzaj miejskiego serca, które pracuje w rytmie zupełnie innym niż rynek i dworzec, szkoła i urząd. Kiedy zbierałem informacje na temat Miejskiej Biblioteki Publicznej w Skierniewicach, doszedłem do wniosku, że jest to swoista opowieść o cierpliwości. O mozolnym budowaniu zbiorów z darów, o przenosinach z ulicy na ulicę, o ratowaniu książek w czasie wojny, o zmianach ustrojowych i administracyjnych, które raz wynosiły instytucję wyżej, raz sprowadzały ją do skromniejszej roli. I wreszcie o tym, jak Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach nauczyła się funkcjonować w dobie Internetu i powszechnej cyfryzacji, także w obszarze relacji, nie tracąc jednocześnie swojej najważniejszej funkcji, to znaczy bycia miejscem spotkania i obcowania człowieka z tekstem.
Opracowując materiały na bloga „odwiedziłem” wiele placówek zajmujących się promocją i udostępnianiem księgozbiorów. Muszę z wielkim uznaniem napisać, że wiele z nich zaczynało w bardzo podobny sposób, a mianowicie od pasji i zaangażowania niewielkiej grupki ludzi, dla których literatura była bliższa niż przysłowiowa koszula. Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach doskonale wpisuje się w ten organiczny nurt.
Pierwszą ogólnodostępną biblioteką publiczną w Skierniewicach była Czytelnia Ludowa, mieszcząca się w posesji Józefa Bindera przy ulicy Senatorskiej. Powstała w 1906 roku z inicjatywy niewielkiej grupy osób, które miały w sobie ten rzadki rodzaj uporu, bez którego kultura lokalna pozostaje tylko marzeniem. Wśród inicjatorów i organizatorów pojawiają się nazwiska: Maria Rybicka, pierwsza kierowniczka Czytelni, Helena Lipińska i Józef Madziara. Z dzisiejszej perspektywy uderza prostota ich metody. Nie czekali na idealne warunki. Zaczęli tam, gdzie było miejsce i gdzie dało się postawić półki.
Księgozbiór i wyposażenie biblioteczne pochodziły głównie z darów oraz dobrowolnych składek miejscowego społeczeństwa. Jest w tym coś bardzo skierniewickiego, jeśli można tak powiedzieć: instytucja rodzi się z relacji, z zaufania, z przekonania, że książka jest dobrem wspólnym. W chwili udostępnienia księgozbiór liczył 1400 woluminów, a w pierwszym roku działalności korzystało z niego około 500 czytelników. W tej liczbie widać nie tylko ciekawość, ale także głód uczestnictwa. Czytelnia Ludowa była nie tyle magazynem książek, ile obietnicą awansu duchowego, a czasem również awansu społecznego.
Z danych przywoływanych w „Roczniku Statystyki Królestwa Polskiego” z 1914 roku można wnioskować, że wskaźnik czytelniczy w Skierniewicach wynosił wówczas 5 procent. Ta liczba, niewielka i jednocześnie znacząca, mówi o mieście, które dopiero uczy się instytucjonalnego czytania, a zarazem o bibliotece, która zaczyna wchodzić w nawyk codzienności. Nie jest już ekstrawagancją. Staje się czymś, o czym się myśli, planując dzień.
Pomyślny rozwój Czytelni wymógł zmianę lokalu. W czerwcu 1910 roku działalność przeniosła się do budynku przy ulicy Przyrynek. Ta przeprowadzka ma także wymiar symboliczny. Kiedy biblioteka rośnie, przestaje być peryferyjnym dodatkiem. Zaczyna zajmować przestrzeń w mieście, dosłownie i w przenośni. Potem jednak przychodzi moment, w którym historia zbiorowa bierze górę nad lokalną inicjatywą. Wybuch I wojny światowej spowodował zamknięcie Czytelni. Cisza w bibliotece, która wcześniej była znakiem skupienia, nagle staje się ciszą przymusową, ciszą po odebraniu głosu.
I w tym miejscu pojawia się drugi akt tej opowieści. 8 października 1917 roku, z inicjatywy Wacława Brzezińskiego, Sylwestra Klebanowskiego, Heleny Lipińskiej, Władysława Myślińskiego, Stanisława Olczakowskiego, Czesława Strzeleckiego i Mieczysława Twardowskiego, powstało Towarzystwo Czytelni imienia Tadeusza Kościuszki. Nie jest przypadkiem wybór patrona. Kościuszko bywał przywoływany jako figura wspólnoty obywatelskiej i moralnej, a biblioteka w naturalny sposób wpisuje się w tę symbolikę. Reaktywowana w ten sposób placówka zajęła początkowo lokal po Czytelni Ludowej, potem przeniosła się na ulicę Jagiellońską 37, a następnie do lokalu miejskiego przy ulicy Senatorskiej. Wędrówka biblioteki po mieście pokazuje, że instytucja jest żywa, choć warunki bywają trudne.
W 1938 roku biblioteka dysponowała 8126 woluminami, które wypożyczano 463 czytelnikom. Jest w tym pewna stabilizacja: biblioteka ma zbiory, ma stałą grupę odbiorców, ma rozpoznawalną tożsamość. Mogłoby się wydawać, że teraz będzie już tylko rosnąć. Ale historia nie lubi prostych scenariuszy.
Wybuch II wojny światowej przerwał działalność Towarzystwa w 1939 roku. Ta przerwa mogła oznaczać koniec. A jednak biblioteka, jak to często bywa, przetrwała dzięki ludziom, którzy potraktowali ją jak rzecz osobistą, choć należała do wszystkich. Dzięki ofiarności Janiny Twarowskiej, przewodniczącej byłego zarządu Towarzystwa, oraz Heleny Weyher, kierowniczki wypożyczalni, udało się uratować zbiory. Już w grudniu 1939 roku uruchomiono wypożyczalnię. Wśród mieszkańców rozpowszechniła się nowa nazwa: Czytelnia Miejska.
Okupant traktował Czytelnię jako bliżej nieokreśloną agendę magistratu. W tym administracyjnym niedopatrzeniu, w tej obojętności aparatu władzy, ukryła się szansa. Była to wystarczająca podstawa, by z budżetu miejskiego opłacać czynsz czy opał. Biblioteka trwała, częściowo dzięki temu, że nie została zdefiniowana jako przestrzeń niebezpieczna. Paradoksalnie, brak precyzyjnego zainteresowania ze strony okupacyjnej administracji stał się tarczą.
Księgozbiór systematycznie wzrastał, w 1943 roku aż o 654 pozycje. Książki pochodziły z darów, ale także z zakupów od osób prywatnych, z antykwariatów oraz ze „Spółdzielczej Składnicy Materiałów Piśmiennych”. To jeden z najbardziej poruszających fragmentów tej historii. W czasie, gdy wszystko jest reglamentowane, gdy podstawowe dobra bywają niedostępne, ktoś znajduje czas i środki, by zdobywać książki. Tak jakby miasto mówiło samo do siebie: możemy przeżyć tylko wtedy, jeśli zachowamy język.
Ciekawostką jest fakt, że władze okupacyjne nie tylko nie zawiesiły działalności biblioteki, ale ani razu nie przeprowadziły kontroli tej placówki. Trudno nie myśleć o tym jak o szczelinie w systemie przemocy, przez którą przemyka normalność. Jednocześnie normalność jest tu szczególna. Licznych czytelników dostarczył Czytelni napływ ludności wysiedlonej z terenów przyłączonych do Trzeciej Rzeszy oraz mieszkańców Warszawy po upadku powstania warszawskiego. Biblioteka staje się wtedy miejscem, gdzie spotyka się kilka biografii naraz. Ktoś przychodzi po książkę, ale przynosi ze sobą historię o utracie domu i bliskich, pamięć o drodze, niepewność jutra.
W latach 1942 do 1944 biblioteka zarejestrowała trzy tysiące czytelników, a dziennie wypożyczano do czterystu książek. Te liczby budują obraz instytucji, która w okupacyjnej rzeczywistości pełni rolę większą niż zwykle. Książka staje się schronieniem, ucieczką, czasem instrukcją przetrwania, a przede wszystkim pretekstem do zachowania godności.
Podstawy organizacyjne działalności Czytelni, jakie istniały w czasie okupacji, utrzymały się także w pierwszym roku po wyzwoleniu. Nadal pobierano od czytelników opłaty abonamentowe. Była to ciągłość wymuszona biedą i tym, że instytucje odradzały się stopniowo, często z tego, co zostało. Sytuację materialną biblioteki zmienił dopiero „Dekret o bibliotekach i opiece nad zbiorami bibliotecznymi” z 17 kwietnia 1946 roku. Ten akt prawny ustanawiał ramy działania bibliotek w powojennej Polsce i włączał je mocniej w system publiczny.
W październiku 1946 roku władze miasta przejęły uroczyście Czytelnię Miejską i od tej chwili zaczęto używać nazwy „Biblioteka Miejska imienia Tadeusza Kościuszki”. W tym momencie, jak zapisano w materiale, dzieje skierniewickiej biblioteki straciły swój indywidualny charakter, a dalsze losy potoczyły się podobnie jak losy innych placówek w kraju. To ważne zdanie, bo wskazuje na napięcie, które biblioteki często odczuwają do dziś. Z jednej strony potrzebują systemu, finansowania, stabilności. Z drugiej strony ryzykują utratę lokalnej odrębności, tej szczególnej intonacji, która brała się z inicjatyw społecznych, z nazwisk ludzi, z prywatnego wysiłku.
W 1956 roku doszło do połączenia Powiatowej Biblioteki Publicznej z Biblioteką Miejską imienia Tadeusza Kościuszki. Kilka miesięcy później Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna zaczęła funkcjonować w nowej siedzibie przy ulicy 22 Lipca 2, dziś przy ulicy Konstytucji 3 Maja. Adresy bibliotek są jak warstwy geologiczne miasta. Zmieniają się nazwy ulic, zmienia się ustrój, ale potrzeba przestrzeni dla książek pozostaje. Biblioteka wędruje wraz z miastem i z jego pamięcią.
Kolejna wielka zmiana przyszła wraz z reformami administracyjnymi. 1 sierpnia 1975 roku powołano Wojewódzką Bibliotekę Publiczną, w miejsce dawnej instytucji powiatowej. Ćwierćwiecze funkcjonowania WBP w Skierniewicach przyniosło szereg działań, które pokazują, jak biblioteka może stawać się instytucją wielofunkcyjną. Rozwinięto sieć miejską: pięć filii bibliotecznych, oddział dla dzieci, wypożyczalnię książki mówionej, czytelnię muzyczną. Przeniesiono główną bibliotekę do lokalu przy ulicy Mszczonowskiej 43a. Rozpoczęto wdrażanie systemu informatycznej obsługi biblioteki SOWA w 1993 roku. Zaczęto wydawać własny periodyk „Biblioteka w społeczeństwie”.
Warto zatrzymać się przy tych punktach, bo pokazują one zmianę myślenia o bibliotece. W latach powojennych biblioteka bywała postrzegana jako miejsce, w którym odbiera się książkę i zwraca po terminie. Tymczasem rozwinięcie filii, stworzenie oddziału dla dzieci, a także udostępnienie książki mówionej i uruchomienie czytelni muzycznej, to wyraźny sygnał, że Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach zaczyna obejmować różne formy kontaktu z kulturą. Nie tylko czytanie drukowanego tekstu, ale też słuchanie, doświadczanie, uczenie się. A informatyzacja, rozpoczęta w 1993 roku, była w gruncie rzeczy próbą przygotowania instytucji na nadchodzący świat, w którym informacja stanie się bardziej płynna.
15 maja 1986 roku, podczas obchodów osiemdziesięciolecia istnienia biblioteki w Skierniewicach, patronem placówki został Władysław Stanisław Reymont, noblista związany z ziemią skierniewicką. Ten wybór ma w sobie symboliczny ciężar, ale też subtelną logikę. Reymont, autor opisujący przemiany społeczne, rytmy pracy i święta, napięcia między tradycją a nowoczesnością, staje się patronem instytucji, która sama przechodzi przez podobne napięcia. Biblioteka, jak powieść, opowiada o świecie, ale też staje się jego częścią.
Reforma administracyjna z 1999 roku przyniosła kolejną zmianę. Biblioteka zaprzestała działalności jako wojewódzka i zaczęła funkcjonować jako Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach. Od marca 2000 roku MBP prowadzi również zadania na rzecz powiatu skierniewickiego. To przesunięcie roli nie oznacza cofnięcia się w rozwoju, raczej przestawienie akcentów. Biblioteka znów mocniej wiąże się z miastem, ale nie zamyka się w jego granicach.
Księgozbiór ma charakter uniwersalny i obejmuje wydawnictwa polskie ze wszystkich dziedzin wiedzy. Oprócz książek, czasopism i dokumentów życia społecznego gromadzone są zbiory specjalne, takie jak płyty analogowe, CD i DVD, kasety magnetofonowe i wideo oraz materiały na nowszych nośnikach optycznych, w tym przeznaczone dla osób niewidomych. To ważna informacja, bo pokazuje, że Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach jest instytucją włączającą. Nie zakłada ona jednego modelu odbiorcy. Próbuje dotrzeć do różnych potrzeb i możliwości.
We wszystkich placówkach można korzystać z Internetu. Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach może się poszczycić około trzynastoma tysiącami aktywnych czytelników. Główne zbiory stanowią książki i czasopisma, a w placówkach udostępnianych jest ponad 215 tysięcy woluminów oraz 124 tytuły czasopism, w tym 82 bieżące i 42 archiwalne. Oprócz tego Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach gromadzi i udostępnia encyklopedie, słowniki i informatory zapisane na płytach CD i DVD, a także programy do nauki języków obcych. Zestaw tych zasobów jest jak fotografia kolejnych dekad. Płyty analogowe pamiętają dawny świat słuchania muzyki. CD i DVD przypominają moment, w którym multimedia wydawały się przyszłością. Internet i katalog online mówią o współczesności, w której biblioteka wyciąga rękę do czytelnika także poza budynkiem.
Za pośrednictwem strony internetowej biblioteki można przeglądać katalog, zamawiać lub rezerwować książki oraz dowiadywać się o wydarzeniach. Dla osób poszukujących informacji o regionie dostępna jest możliwość przeszukiwania „Bibliografii Zachodniego Mazowsza” oraz Bibliografii Regionalnej Województwa Łódzkiego. To ostatnie jest szczególnie znaczące. Biblioteka nie tylko udostępnia cudze książki, ale też porządkuje pamięć lokalną. Dba o to, by region miał swoje indeksy, swoje odsyłacze, swoje ścieżki odnajdywania.
Jeśli spróbować zebrać tę historię w jedno zdanie, można by powiedzieć tak: Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach powstawała i trwała dzięki ludziom, którzy rozumieli, że kultura nie spada z nieba. Ona wymaga pracy i troski. Czasem jest to praca cicha, polegająca na katalogowaniu, na pilnowaniu wypożyczeń, na ogrzewaniu lokalu. Czasem heroiczna, jak ratowanie zbiorów w 1939 roku. Czasem systemowa, jak wdrażanie informatycznego systemu obsługi.
W tej opowieści są momenty, gdy Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach zmienia nazwę i patrona, gdy przestawia się na inny tryb działania, gdy wchodzi w inne struktury administracyjne. A jednak nie zmienia się najważniejsze. Zawsze chodzi o to, by książka była dostępna. By ktoś, kto przychodzi z ulicy, mógł wejść i zostać na chwilę w świecie, który jest większy niż codzienny pośpiech.
Można też spojrzeć na historię skierniewickiej biblioteki jak na historię wolności rozumianej praktycznie. Nie tej wielkiej, pomnikowej, lecz tej drobnej, codziennej. Wolności, by wybrać lekturę. By poszukać informacji. By nauczyć się języka. By znaleźć ślad przodków w regionalnej bibliografii. By spotkać się z muzyką w czytelni muzycznej, z tekstem w wypożyczalni, z opowieścią w dziale dziecięcym.
W świecie, w którym pytanie „po co biblioteki” powraca co kilka lat jak natrętna moda, Skierniewice mają odpowiedź wpisaną w swoją własną historię. Biblioteka jest potrzebna, ponieważ miasto to nie tylko budynki i ulice, ale też pamięć, język i rozmowa między pokoleniami. Książki są jednym z najbardziej trwałych sposobów prowadzenia tej rozmowy. A biblioteka jest miejscem, w którym rozmowa pozostaje otwarta.
Warto dodać, że Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach jest obecna także w przestrzeni cyfrowej i aktywnie prowadzi swój kanał w serwisie Facebook. To właśnie tam najszybciej pojawiają się zapowiedzi spotkań autorskich, warsztatów, zajęć dla dzieci i młodzieży, a także relacje z wydarzeń, które nadają bibliotece rytm żywego domu kultury. Dzięki temu kontakt z czytelnikami nie kończy się na ladzie wypożyczalni, lecz przenosi się do codziennej rozmowy, w której biblioteka informuje, inspiruje i zaprasza do wspólnego uczestnictwa.
Przypisy
[1] „Rocznik Statystyki Królestwa Polskiego”, 1914.
[2] „Dekret o bibliotekach i opiece nad zbiorami bibliotecznymi” z dnia 17 kwietnia 1946 r. (Dz.U. 1946).
[3] Materiały informacyjne Miejskiej Biblioteki Publicznej w Skierniewicach, serwis internetowy: www.mbp.skierniewice.pl.